wtorek, 30 stycznia 2018

Podsumowanie 2017


Miniony rok nie był dla nas łaskawy w ostatnich swoich dniach. Ale nie zamierzam się na niego gniewać, bo w ogólnym rozrachunku przyniósł tak wiele dobrych rzeczy, że grzechem byłoby o nich nagle zapomnieć.

Niemniej jednak życie przypomniało nam dotkliwie, że jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o swoich planach.

 













I tak po miesiącach pełnych podekscytowania i odliczania do wyjazdu do Polski na Święta, autem pełnych prezentów i płyt z kolędami w bocznej skrytce wyruszyliśmy przed siebie.Wyczerpująca podróż pozbawiła nas sił, ale nie radości ze spotkania z najbliższymi. Jednak wyczerpujący czas przedświąteczny i zmęczenie zrobiły swoje, a Muszkieter wylądował w Święta w łóżku z wysoką gorączką. Kilka dni później, gdy wyruszyliśmy w dalszą podróż na południe Polski, gdzie czekała już na nas rodzina Muszkietera, gdzieś pośrodku niczego nasze auto powiedziało dość. Do celu mieliśmy jeszcze kilkaset ładnych kilometrów. Nie muszę dodawać, że wiało i lało jak z cebra, a nasze auto po czubek załadowane polską wałóweczką i prezentami nie było w stanie ujechać ani kilometra dalej. I w takich okolicznościach życia i przyrody spędziliśmy kolejne 7 godzin, czekając na lawetę, która była dla nas nie tylko wybawieniem, ale też niemałym nadszarpnięciem portfela. W konsekwencji musieliśmy przedłużyć nasz pobyt w Polsce do momentu, aż auto zostanie naprawione. Postanowiliśmy wyciągnąć z sytuacji wszelkie możliwe pozytywy, a niewątpliwie każdy dzień gratis w Polsce to zawsze jest coś!

Zdecydowanie reszta 2017 roku była o niebo lepsza. Myślę, że prawdziwym szczęściem jest móc powiedzieć "to był dobry rok". A w moim przypadku taki był. Przy świątecznym stole nikogo nie zabrakło, a to jest bezsprzecznie dla mnie NAJWAŻNIEJSZE. Widok pustego talerza nie ranił, lecz dawał nadzieję, że jest tu miejsce dla kogoś, kto chciałby ogrzać się w naszym rodzinnym cieple, miejsce symbolizujące gotowość na przyjście nowego. W Wigilię minął równy rok od naszych zaręczyn i trudno było nie myśleć o tym, że nadchodzący rok będzie dla nas naprawdę wyjątkowy i kolejną Wigilię spędzimy już jako małżonkowie.

WAKACJE MARZEŃ
Kiedy myślę o minionym 2017 roku i jego najbardziej fascynujących momentach, od razu widzę przed oczami naszą wakacyjną wyprawę na południe Francji. Spełnienie kolejnych wielkich marzeń. Rejs po moim ukochanym jeziorze Sainte Croix i zapierające dech w piersiach widoki w Kanionie Verdon. Śniadanie gdzieś przy drodze w malutkiej prowansalskiej wiosce, skąpanej w słońcu i ciszy wczesnego poranka. Powrót w miejsca, do których marzyłam wrócić we dwoje.






Romantyczny wieczór w nadmorskiej knajpce, ze stopami zanurzonymi w wodzie, migającymi światełkami jachtów w dali i zimnym piwkiem w dłoni. Nigdy nie zapomnę jego orzeźwiającego smaku, ani mojej białej bluzki obłędnie podkreślającej wspaniałą opaleniznę, którą miałam wtedy na sobie, ani poczucia szczęścia i błogiego spokoju, jaki czułam w tamtym momencie wtulona w Muszkietera. Kąpiele w morzu do 22. wieczorem. Obłędne cykady i rechot żab, które budziły mnie w Grasse. Zapach piwonii w muzeum perfum i woń unoszącą się na polami lawendy w prowansalskich wioskach na tzw. szlaku lawendy. Miliony słoneczników skąpanych w słońcu na tle bezchmurnego nieba. Zapach olejku migdałowego, którym ratowałam spieczoną słońcem skórę. Sesja zdjęciowa we włoskim porcie rybackim w San Remo i podróż na granicy Włoch i Francji. Francuskie prowansalskie miasteczka na wzgórzach, do których droga wiodła przez niebezpieczne przepaście i kręte uliczki. Wyprawa w góry trasą Napoleona i widoki, których nie zapomnę do końca życia. Nocleg w aucie, gdzieś na parkingu, w przeuroczym alpejskim miasteczku przypominającym nasze polskie Zakopane. Odgłos dzwonków sygnalizujących, że niedaleko pasą się alpejskie krowy niczym z reklamy Milki. Wizyta w klasztorze w Tamié, pośrodku gór i strumieni, miejsce mistyczne, z niebywałą energią i ciszą, którego nie chce się opuszczać.









Moje okrzyki radości i zdumienia, gdy odkryłam, że Muszkieter wiezie nas pod sam Mont Blanc. Hot-dog na plaży, mój pierwszy nie wiem po ilu latach, na którego przyszła mi tak nagła ochota, a który smakował na powietrzu i po pływaniu niczym najbardziej wykwintna kolacja. Wieczorne martini z lodem na tarasie naszego domku letniskowego z widokiem na rozświetlone wzgórza Grasse i jaszczurki przemykające po ścianach. Mój pierwszy raz z maską pod wodą i zachwyt tym podwodnym fascynującym, barwnym światem. Moja pierwsza w życiu kąpiel słoneczna topless ;)


Szyszki palmowe z Cannes i pokaz fajerwerków w starym porcie. Spacer wśród luksusowych jachtów w Saint Tropez, gdzie kwitło życie towarzyskie w gorącą sobotnią noc. Francuska Wenecja, czyli zachwyt Annecy - miastem pełnym uroczych mostków, kwiatów, uliczek tętniących życiem. Wizyta w Kościele św. Franciszka, gdzie znajdują się relikwie Franciszka Salezego, ważnego dla mnie patrona dziennikarzy. Kręta droga pod górę autem obładowanym całym naszym dobytkiem i wizyta w Gourdon - miasteczku, które było tego warte, pełne romantycznych zaułków i sklepików, pachnące mydlarniami, z fantastycznym widokiem na góry i morze. Wizyta w kasynie w Monte Carlo i mandarynki na drzewach w środku tego miasta-państwa. Skwar i wiatr przy barierkach podczas ostatniego etapu Tour de France w Marsylii, który wygrał nasz Polak Maciek Bodnar, a Kwiatkowski zajął 2. miejsce.













Szum morza, lazur jezior, mistral smagający boleśnie drobinami piasku, górskie przepaście, kręte uliczki, cykady, kwiaty, palmy, obłędne zapachy... To wszystko stało się moim udziałem, wydarzyło się naprawdę, przyniosło ogrom wrażeń, doświadczeń, wzruszeń, refleksji i radości. Jeśli jest jakaś skala, limit szczęścia, którego górną granicę można osiągnąć, to ja dryfowałam na niej każdego dnia podczas tej podróży. I to chyba właśnie dlatego do tej pory jeszcze nie opisałam jej na blogu. Język polski, choć bogaty i piękny, to jednak nie znalazłam sposobu jeszcze, by tę wymarzoną podróż życia opisać. Może w książce? ;)

WIZYTY, GOŚCIE, POLSKA...
Ale wakacje to nie tylko podróż na Lazurowe Wybrzeże. Wydarzyło się wiele innych fantastycznych rzeczy. Między innymi odwiedziła mnie Mama z moim Bratem. Ze względu na to, że ich pobyt był dość krótki, pokazywałam im głównie Paryż, ale wyskoczyliśmy też do Château de Breteuil oraz Auvers sur Oise. Mój brat muzyk pozwolił mi też spojrzeć na to miasto z zupełnie innej strony. Odwiedzaliśmy groby znanych artystów, sklepy ze sprzętem muzycznym, a urodziny spędził na poszukiwaniu prezentu w markecie Cultura, francuskim odpowiedniku naszego empiku. W wakacje byłam też dwukrotnie w Polsce, odwiedziłam mój ukochany Kraków, a także spędziłam tydzień w rodzinnych stronach. Zaczęliśmy też przygotowania do ślubu.



Jeśli chodzi o wyjazdy do Polski, to miniony rok był jak dotąd rekordowy. Odwiedziłam naszą ojczyznę aż 6 razy i były to wyjątkowe wizyty. Zrobiłam niespodziankę na urodziny Babci, byliśmy także na Komunii św. i ślubie naszych przyjaciół. A na koniec Święta Bożego Narodzenia i Sylwester też w Polsce.





PODRÓŻE I PRZYSTANKI
W ubiegłym roku nie zabrakło w moim życiu innych podróży bliższych i dalszych, choć ze względu na planowaną podróż wakacyjną i ograniczony budżet było ich nieco mniej niż w poprzednich latach. Jednym z wyjazdów, na wspomnienie których uśmiecham się szeroko, był nasz walentynkowy wypad do Dunkierki. Spontaniczny, ale bardzo resetujący i pełen pozytywnych wrażeń. Po raz pierwszy skorzystaliśmy wówczas z bardzo popularnego we Francji sposobu noclegowania, mianowicie chambres d'hotes (pokoje gościnne), który okazał się strzałem w dziesiątkę. Miałam okazję przeżyć tam chyba najdłuższe śniadanie w swoim życiu, w przemiłym oraz ciekawym towarzystwie właścicielki, włoskiego małżeństwa i szwajcarskiej rodziny. Z rozrzewnieniem wspominam też przepyszną walentynkowa kolację w uroczej miejscowej knajpce.



W marcu z kolei spełniłam kolejne z największych podróżniczych marzeń, bo dotarłam w końcu do Saint-Malo. To było moje pierwsze spotkanie z Bretanią. Bardzo ważne, bo zakochałam się w tym miejscu, poza tym odkąd poznałam Bretonissime marzyłam, żeby w końcu na żywo zobaczyć to, o czym pisze Kasia. To był wspaniały wypad, mieliśmy cudowną, klimatyczną kwaterę, pełną bretońskich i morskich akcentów, które zachwyciły mnie niesamowicie.






Kolejny wypad i przystanek na mapie, to Nancy i Reims. Spontanicznie, czyli najlepiej.







Jeszcze przed wakacjami, w pewną czerwcową niedzielę, wsiedliśmy w auto i objeździliśmy region Le Vexin, położony niedaleko Paryża i niedaleko naszego miasteczka. Podróż okazała się wspaniałym przeżyciem krajoznawczym i kolejną, spontaniczną, wesołą przygodą.




W czerwcu także udało mi się w końcu dotrzeć na Święto Lawendy, gdzie odkryłam, że Paryżanie mają swoją własną Prowansję

Tak dotarliśmy do wakacji i naszej wyprawy na południe Francji, o której pisałam już wcześniej. Nasz powrót z wakacji osłodziła mi paczuszka, która czekała na mnie w skrzynce pocztowej. W środku znajdowała się książka Moje wielkie ruskie wesele, o której zrecenzowanie poprosiła mnie Ania Mandes-Tarasov z bloga Paris Moskwa 3:54. Dzięki niej także zorganizowałam po raz pierwszy w historii bloga konkurs, w którym czytelniczki mogły wygrać tę świetną książkę. Ale to nie wszystko. Dzięki książce miałam okazję i przyjemność spotkać się z Anią i poznać ją osobiście, co było dla mnie dużym przeżyciem, bo jej blog jest jednym z pierwszych i niewielu, które lubię czytać od początku emigracji. To jest właśnie magia blogowania i dla takich spotkań i znajomości warto było zacząć pisać w sieci.


Jesień

Jesień, pomimo swej melancholijnej natury, przyniosła niemało wrażeń. We wrześniu, jak co roku, przeżywałam nawrót miłości do Paryża i odkrywałam go na nowo w mojej ulubionej jesiennej szacie. Z racji naszych planów postanowiliśmy skorzystać z okazji i udać się na targi ślubne organizowane w Paryżu w poszukiwaniu inspiracji.







W październiku żyliśmy od gości do gości. Miałam wówczas okazję zwiedzić po raz pierwszy katedrę w Saint Denis, a także Muzeum Ceramiki w Sevres, które mnie zachwyciło. Przy okazji naszych kursów na lotnisko postanowiliśmy też w końcu odwiedzić samo Beauvais, które okazało się dla nas miastem pełnym pozytywnych zaskoczeń. W październiku zrobiliśmy sobie też fantastyczną wycieczkę do normandzkiego miasteczka Lyons-la-Forêt, które mnie kompletnie oczarowało. Dodam jeszcze, że trafiła się nam jak na środek jesieni niesamowita pogoda, dzięki której spędziliśmy popołudnie na tarasie restauracji w 26. stopniach Celsjusza! Pamiętam to jak dziś! Miasteczko pięknie położone, wśród wzgórz i lasów, z bajecznie kolorowymi domkami, które obfotografowałam chyba wszystkie i z każdej strony.














Koniec miesiąca przyniósł wspaniałą zabawę na weselu naszych paryskich przyjaciół w Polsce i refleksję na temat polsko-polskiej przyjaźni na emigracji.

Listopad rozpoczął się bardzo nostalgicznie od wizyty w wyjątkowym miejscu, czyli na polskim cmentarzu w Montmorency. Niezwykłe i wzruszające odkrycie, zwłaszcza w taki dzień jak Wszystkich Świętych... A potem przyszedł niemniej refleksyjny grudzień i adwentowe odliczanie do Świąt...

EMIGRACJA I MAPY MARZEŃ
Obok tych wszystkich wspaniałych podróży, wyjazdów, spotkań, wycieczek i doświadczeń, nie wszystko w ubiegłym roku poszło tak, jak bym sobie tego życzyła. Kilka rozczarowań w życiu zawodowym odbiło się echem niespełnienia. Ale widzę już, że nowy rok niesie nadzieję na nowe wyzwania, możliwości i próby. I tego zamierzam się trzymać. 

Wyjazd na Lazurowe Wybrzeże przyniósł nam nowe marzenia i zaowocował kilkoma bliższymi i dalszymi planami. Jeden już się realizuje, a na kolejne trzeba poczekać. W każdym razie nasze noworoczne mapy marzeń już prawie gotowe! A Wasze?

BLOG
A co działo się na blogu w minionym roku? Myślę, że całkiem sporo, choć wyhamowałam niemal całkowicie podczas wakacji, co było działaniem celowym i zaplanowanym. Mieliśmy pierwszy konkurs i przybyło przystankowiczów. Chyba lubicie francuskie prezenty, bo ten post cieszył się sporym zainteresowaniem. Ruszył też cykl inspiracji z emigracji, który bardzo lubię, bo pozwala mi dzielić się z Wami wycinkami i detalami mojego codziennego życia we Francji. Znajdziecie w nich propozycje francuskich filmów, muzyki, smakołyków i miejsc wartych zobaczenia. To, co aktualnie mnie zachwyca, porusza lub oburza. Dajcie znać, czy znajdujecie w nich coś dla siebie...? Ze statystyk wynika, że inspiracje cieszyły się bardzo dużym zainteresowaniem. Tuż przed nimi największą ilość odsłon odnotował artykuł o mojej podróży do Saint Malo oraz relacja ze Święta Lawendy pod Paryżem.


Cieszę się na każdy feedback z Waszej strony i wypatruję zawsze komentarzy. Dla mnie to motywacja do tego, by pisać systematycznie i jak najczęściej się tu pojawiać.
Blog powstał pierwotnie po to, bym mogła wyżywać się pisarsko i emocjonalnie, bardziej dla siebie samej niż dla innych. Dlatego nie dbałam za bardzo o szatę graficzną i fajerwerki w sieci. Mam jednak chęć i apetyt, żeby to zmienić. Myślę, że ten rok będzie na to dobrym momentem.

Oto lista przystanków 2017
4. Nancy
7.  Melun
9. Saint Germain
10. Auvers sur Oise 3 razy
11. Cannes (Lazurowe Wybrzeże)
12. Antibes (Lazurowe Wybrzeże)
13. Grasse (Prowansja)
14. Nicea (Lazurowe Wybrzeże)
15. Moustiers Sainte Marie (Prowansja)
16. Jezioro Sainte Croix (Prowansja)
17. Marsylia (Prowansja)
18. Kanion Verdon (Prowansja)
19. Trasa Napoleona (Lazurowe Wybrzeże-Prowansja)
20. San Remo (Włochy)
21. Monaco/Monte Carlo (Lazurowe Wybrzeże)
22. Chamonix/ Mont Blanc (Alpy)
23. Annecy (Sabaudia)
24. Valloire (Alpy)
25. Gourdon (Prowansja)
26. Lavandu (Lazurowe Wybrzeże)
27. Valensole (Prowansja)
28. Saint Tropez (Lazurowe Wybrzeże)
29. Gourdon (Lazurowe Wybrzeże)
30. Eze (Lazurowe Wybrzeże)
31. Briancon (Alpy)
32. Juan le Pins (Lazurowe Wybrzeże)
36. Katedra w Saint Denis
37. Saint-Prix (Il de France)
38. Hornaing/wyścig Paris Roubaix (Pikardia)
39. Pont du Gard (Prowansja)
40. Jezioro Verneuil sur Seine (dep. Yvelines)
41. Conflans Sainte-Honorine (Il de France)
42. Klasztor cystersów w Tamié (Sabaudia)
43. Polska 6 razy

Filmy w 2017 (stare i nowe, które najbardziej utkwiły mi w pamięci) 
Książki, które w sposób szczególny towarzyszyły mi w ubiegłym roku:
1. Pełnia życia, Agnieszka Maciąg
2. Smak życia, Agnieszka Maciąg
3. Smak szczęścia, Agnieszka Maciąg
4. Pierwsze damy Francji, Robert Schneider
5. Bóg zawsze znajdzie Ci pracę, Regina Brett
6. Bóg nigdy nie mruga, Regina Brett
7. Moje wielkie ruskie wesele, Ania Mandes-Tarasov



Muzyka



Dziękuję Wam za ten kolejny wspólny rok na Przystanku!








































12 komentarzy:

  1. Wow! Kochana co za aktywny rok! Przystanków zrobionych tyle co nie miara ;) I do tego wakacje marzeń to naprawdę idealne wakacje marzeń, aż zatęskniło mi się za moją włoską wyprawą :) Swoją drogą też muszę nadrobić wycieczkowe wpisy, a Ty nie zastanawiaj się tylko ruszaj z tą książka! :D
    Ściskam całuję uwielbiam ;*
    MW

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Kochana! <3 Czekam na Twoje wycieczkowe wpisy! ;)

      Usuń
  2. Wszystko cudne na tym blogu ! Cudne zdjęcia / co za światlo ! / , cudne opisy . I cudny ten nasz świat ! Pozdrawiam serdecznie . Ach i oczywiście , z calą powagą książka absolutnie konieczna . Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeej, jak mi miło!!! :)Bardzo, bardzo dziękuję! Pisanie podsumowania przyniosło mi mnóstwo radości i uświadomiło, ile pięknych rzeczy przyniósł ubiegły rok. Wspaniale jest móc się dzielić tymi doświadczeniami, a jeszcze wspanialej, kiedy inni odnajdują w tej wymianie przyjemność i coś dla siebie. Dziękuję za doping w temacie książki Pani Marto, za komentarz i wymianę dobrej energii <3 Uskrzydlające! :)wszystkiego pięknego w tym nowym roku! Serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
  3. Mój Boże, co za cudowne zdjęcia i opisy. Zazdroszczę spędzenia tak cudownych chwil na południu Francji... Zazdroszczę i proszę o jeszcze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magda, bardzo Ci dziękuję i cieszę się, że nadal tu zaglądasz! :) Południe Francji zawładnęło całkowicie moim sercem, dlatego z przyjemnością będę się dzielić kolejnymi relacjami! Mam teraz porządną dawkę motywacji, by wrócić do tamtych wrażeń i wspomnień i je szczegółowo utrwalić. Dzięki! Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  4. Oczywiście, że zaglądam i wciąż mam nadzieję na wspólną kawkę w Paryżu z Tobą i Anią Mandes-Tarasov :) Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magda! Wspólna kawka koniecznie i z przyjemnością! :) Luty jest dla mnie strasznie intensywny (nowa praca i goście w weekendy), ale w marcu może uda nam się złapać na jakimś tarasie kawiarnianym i cieszyć się pierwszymi promieniami wiosennego słońca?? :) Byloby super!

      Usuń
    2. Przyjeżdżam do Paryża 31 marca i zostaję do 8 kwietnia, więc na pewno bedzie okazja :) Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  5. Przepięknie opisałaś Waszą podróż marzeń . Zaczęłam kiedyś czytać Twój post i musiałam przerwać ze względu na synka. Dziś zrobiłam drugie podejście i z wielką radością odkryłam wzmiankę o Bretanii i o mnie - dziękuję bardzo i mam nadzieję, że się w tym roku znów zobaczymy na żywo ! Wspaniałego roku dla Was :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, podsumowanie roku absolutnie nie mogło się obyć bez wzmianki o Bretanii i Tobie rzecz jasna ;) Oby nowy rok przyniósł nam kolejne spotkanie! Tego nam życzę! ;)

      Usuń
  6. Doczekac się nie możemy nowego wpisu . Mam nadzieję, że wszystko dobrze u Pani , Kasiu. Marta

    OdpowiedzUsuń