piątek, 1 grudnia 2017

Przystanek. Listopad

Jak na listopad, miesiąc, w którym zazwyczaj zwalniamy i chowamy się pod kurtkami i kocami, to działo się dużo. Od samego początku.

Ostatni weekend października spędziliśmy w Polsce na weselu naszych znajomych. O tym, jak poznaliśmy się w Paryżu i jak rozwinęła się nasza przyjaźń pisałam TUTAJ. Niestety nie udało nam się przedłużyć wizyty w Polsce do Wszystkich Świętych. Bo to jest taki dzień, kiedy na emigracji  szczególnie tęskni się za Polską i bliskimi.



Dlatego 1. listopada udaliśmy się w miejsce wyjątkowe i niezwykłe, a mianowicie na polski cmentarz w Montmorency, który znajduje się zaledwie kilkanaście kilometrów od mojego domu. To było niezwykle poruszające odkrycie - ponad 270 polskich grobów i takie nazwiska jak Adam Mickiewicz, Karol Otto Kniaziewicz, Olga Boznańska, Julian Ursyn Niemcewicz, Tadeusz Makowski... i wiele innych, mniej znanych lub nieznanych Polaków. To była bardzo refleksyjna wizyta i aż trudno uwierzyć, że dopiero teraz odkryłam to miejsce. Dla mnie osobiście dużo ważniejsze niż słynny paryski cmentarz Père-Lachaise, który zwykli odwiedzać polscy turyści. 

W ten sam dzień pomyślałam, będąc na cmentarzu, że w sumie powinniśmy się cieszyć i być wdzięczni za zdrowie i obecność wszystkich bliskich w rodzinie, za to, że od ubiegłego roku nikogo nie zabrakło przy naszym rodzinnym stole... Dokładnie kilka dni później przyszły złe wieści z Polski... O 7. rano, kiedy czekałam na ekipę remontową, która miała wymienić mi okna...  Przeżywam bardzo każdą śmierć w rodzinie, niezależnie od tego, jak bliska była mi dana osoba, a w szczególny sposób, od kiedy jestem na emigracji. Gdzieś tam z tyłu głowy mam ciągły lęk, o to co może się wydarzyć 1600 km stąd. Od tego nigdy się nie uwolnię. To jest wpisane w moją emigrację. Z tym nic nie zrobię. 


Ale miesiąc listopad pokazał także, że nie możemy się tu czuć samotni i że samotni nie jesteśmy. Nie zabrakło przyjacielskich i rodzinnych spotkań. Tydzień później odwiedzili nas nasi polscy znajomi, z którymi wspominaliśmy wspólny wyjazd do Polski i zabawę na weselu. Odwiedziliśmy rodzinę Muszkietera. Miałam też gości z Holandii, z którymi nie widziałam się 3 lata. Tak się jakoś poukładało, że obie trafiłyśmy na emigrację w podobnym czasie, a obecnie dzieli nas mniej kilometrów niż kiedyś w Polsce...




Listopad nie rozpieszczał nas pogodą, dlatego też woleliśmy chować się w cieple domowego zacisza niż aranżować wycieczki. Ale w tym miesiącu na blogu nie zabrakło relacji z podróży. Listopad to chyba najlepszy czas na wspominanie lata i oglądanie oraz porządkowanie zdjęć z wakacyjnych wojaży. Na blogu pojawiła się relacja z wycieczki w bardzo wyjątkowe miejsce, od której to rozpoczęliśmy nasze wakacyjne podróże, a mianowicie do Château de Breteuil, czyli świata baśni Charles'a Pierraulta. Jeśli macie małe pociechy, to koniecznie musicie się tam wybrać!




Na blogu opisałam też nasz październikowy wypad do uroczego, normandzkiego miasteczka Lyons-la-Forêt, w którym się totalnie zakochałam. Obfotografowałam tam chyba każdy możliwy dom! ;)





Jednym z tekstów, który cieszył się w listopadzie wśród Was dużym zainteresowaniem, był artykuł o tym, że Beauvais to nie tylko lotnisko. Ja sama przekonałam się o tym dopiero po kilku latach emigracji. Polecam Waszej uwadze, szczególnie tym, którzy często bywają na tym lotnisku.

Powiem Wam, że cieszę się, że listopad się skończył. Bo to oznacza, że zaczynam odliczanie do wyjazdu do Polski na Święta. Cieszę się jak dziecko! Serio! ;) W listopadowych inspiracjach pokazałam już Wam pierwsze francuskie reklamy świąteczne. Spodziewajcie się, że w grudniu będzie tego dużo, dużo więcej! ;)

Jestem ciekawa, jak Wam minął ten jeden chyba z najbardziej nielubianych miesięcy w ciągu roku? Czekacie już na Święta czy nie poddajecie się tym komercyjnym sztuczkom? Podzielcie się swoimi pomysłami na kalendarze adwentowe - poszukuję ciągle inspiracji! :) Życzę Wam wspaniałego, ciepłego, pachnącego piernikami grudnia i radosnego oczekiwania na Święta. Dajcie się ponieść magii! ;)

W listopadzie na blogu:










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz