sobota, 4 listopada 2017

Przystanek. Wrzesień i Październik

Wrzesień to dla mnie miesiąc powracania - dosłownie i w przenośni, fizycznie i mentalnie. Powrót do emigracyjnej rzeczywistości, powrót do pracy, planów zawodowych i spraw przerwanych przed wakacjami. Trochę taki szok powakacyjny, a trochę tak, jak niegdyś powracało się do szkolnej ławki. Tyle że nie ma już pachnącego nowością plecaka, czystych zeszytów i nowych mazaków i tego podekscytowania. Nasz dom, który prawdziwie żył przez dwa miesiące wakacji, z materacami na podłogach, ręcznikami na oparciach krzeseł, otwartym na oścież balkonem, zapachami z kuchni i dźwiękiem otwieranego wina - nagle pustoszeje. W tym roku mój powrót z Polski zbiegł się także z pierwszym dniem września. Musiałam znowu wejść w odpowiedni rytm, na nowo obrać kurs i otrzeć łzę po rozstaniach z bliskimi. A to nigdy nie jest proste.




Ale w tym roku wrzesień minął mi zadziwiająco szybko. Musiałam poskładać się niemalże migusiem, bo francuskie urzędy nie próżnują i nie mają czasu na moje rozczulania. W domu przywitały mnie różne WAŻNE pisma i konieczność pozałatwiania niedokończonych przed wakacjami spraw. A kto zna francuską biurokrację, ten wie, że z nią nie ma żartów. 

Zeszłam na ziemię bardzo szybko i dobrze, bo wrzesień ma dla mnie także jeszcze inne oblicze. Napisałam o tym na blogu we wpisie o jesiennym Paryżu, który uwielbiam najbardziej o tej właśnie porze roku. Wpis sentymentalny trochę, bo powracam w nim do mojej pierwszej wizyty w tym mieście. Ale prawda jest taka, że moja miłość do Paryża ożywa najczęściej w okolicach września. Z przyjemnością wtedy na nowo odkrywamy to miasto. Spacer w Ogrodach Tuileries czy Ogrodzie Luksemburskim w jesiennej odsłonie to zupełnie inne przeżycie niż chowanie się latem przed ukropem i zmęczeniem w cieniu drzew. Ja od zawsze wszystkim znajomym i bliskim polecam, by przyjeżdżali do Paryża właśnie jesienią

W tym roku we wrześniu z pogodą bywało różnie. Na deszczową aurę znalazłam remedium, które skutecznie odciągało moja uwagę od tego, co za oknem. Z wielkim zapałem oddałam się jesiennym porządkom, wietrzeniu szaf, przemeblowaniom i wiciu ciepłego, przytulnego gniazda przed nadchodzącą zimą. Z lubością także zajęłam się porządkowaniem zdjęć z wakacji, a część wywołałam i oprawiłam w ramki. To były prawdziwe wakacje marzeń i jak dziś patrzę na te zdjęcia to człowiekowi przybywa energii - chce się wstać wcześnie rano, chce się pracować, chce się żyć. Energia zdjęć jest ogromna! Polecam Wam oglądanie podczas długich, jesiennych wieczorów. Zbieram także materiał, żeby w końcu Wam tę podróż opisać i wakacje opowiedzieć, co nie jest proste, bo jest tego mnóstwo, a emocji jeszcze więcej.



Wrzesień to był też czas planowania i to długoterminowego. Uważniejszym z Was pewnie nie umknął fakt mojej obecności na targach ślubnych w Paryżu, o których pisałam TUTAJ i pewnie domyśliliście się, co się za tym kryje ;) Planowanie ślubu na odległość to ogromne wyzwanie, o czym zdążyłam się już przekonać. Ale wierzę, że najlepsze przede mną ;)

Jeśli mowa o planowaniu, to patrzę w kalendarz na październik i oczom nie wierzę. Szykuje się bardzo intensywny czas. Nasz dom znów ożyje, za sprawą gości i spotkań ze znajomymi. A na koniec miesiąca wisienka na torcie, czyli wyjazd do Polski na ślub przyjaciół, których poznaliśmy tu w Paryżu, właściwie przez przypadek, a zrodziła się z tego wspaniała znajomość. Nie mogę się doczekać!

To będzie wyjątkowy październik! Tego sobie i Wam też życzę.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak, to był wyjątkowy październik. Od pierwszych dni! Byłam zaaferowana do tego stopnia, że napisałam podsumowanie września i... zapomniałam go opublikować. Mieliśmy gości, w mieszkaniu gwarno i wesoło. Kilka kursów na lotniska. Wieczór panieński pod Wieżą Eiffla. No i zrobiła się fantastyczna pogoda, sprzyjająca wycieczkom. Wizyta mojej kuzynki i jej narzeczonego zaowocowała odwiedzeniem kilku miejsc, w których jeszcze nigdy nie byliśmy. Ja zachwyciłam się Muzeum Ceramiki w Sèvres, ale też po raz pierwszy miałam w końcu okazję zwiedzić słynną bazylikę św. Dionizego w Saint Denis, gdzie znajduje się imponująca nekropolia królów francuskich, porównywalna do naszego krakowskiego Wawelu. Myślę, że w oba miejsca warto się udać choć raz w życiu, zwłaszcza mieszkając tu na stałe.




Po tym jak odwieźliśmy naszych gości na lotnisko w Beauvais, postanowiliśmy skorzystać z pięknej pogody sobotniego popołudnia i odwiedzić w końcu samo miasto. Wszak Beauvais to nie tylko lotnisko, jak się okazuje ;) No dobra, wiedziałam o tym, ale ignorowałam ten fakt :P Zazwyczaj śpieszymy się jadąc na lotnisko, a po powrocie z podróży jesteśmy zmęczeni i jedyne na co mamy ochotę, to wracać prosto do domu. Tym razem nadarzyła się okazja była trochę poeksplorować okolicę. Byłam zachwycona katedrą, a jeszcze bardziej niezwykłym, przepięknym zegarem, jaki się w jej środku znajduje. Odbywają się tu prawdziwe spektakle z jego udziałem. W katedrze spędziliśmy dobrą godzinę! Tuż obok katedry, zaciekawieni niebanalną fasadą budynku, odkryliśmy wspaniałe muzeum MUDO – Musée de l’Oise, gdzie wejście okazało się darmowe. Muzeum świeciło pustkami, w co aż trudno uwierzyć, bo zbiory (głównie z XIX wieku) są niezwykle ciekawe i świetnie wyeksponowane w nowoczesnych i przestronnych salach. O Beauvais z pewnością jeszcze napiszę osobny post.

Napiszę również o naszej wycieczce do Lyons-la-Forêt w Normandii, którą odbyliśmy dzień później. Cóż za urocze i malownicze miasteczko! Obfotografowałam tam chyba każdy miejscowy dom. Niedzielne popołudnie spędziliśmy sącząc lokalne piwko na klimatycznym placu w centrum miasteczka, korzystając ze słońca i obłędnej jak na październik temperatury 25°C!!!






MUDO – Musée de l’Oise

Nie ukrywam, że z wielkim podekscytowaniem i niecierpliwością oczekiwaliśmy na ostatni weekend października i nasz wyjazd do Polski. Wizyta była krótka, ale bardzo intensywna. O tym, po co i dlaczego przejechaliśmy autem kolejne tysiące kilometrów, żeby spędzić zaledwie 2 dni w Polsce, pisałam TUTAJ. Było pięknie, choć ubolewamy bardzo, że nie mogliśmy przedłużyć naszej wizyty do Wszystkich Świętych. Ale nic to, dla mnie nawet najkrótszy pobyt w Polsce to spora dawka endorfin! Teraz pozostaje odliczanie do Świąt Bożego Narodzenia! Chętnie zaszyłabym się na ten czas w jesiennym fotelu przy kaloryferze z kubkiem kakao (no dobra, wolę grzańca;)) w dłoni, ale nic z tego! Po drodze jeszcze czeka mnie mały remont w mieszkaniu, a także kontynuacja przygotowań do ślubu, co na odległość okazuje się być dużo bardziej skomplikowane... No i będzie z kim wypić tego grzańca, bo kolejni goście już wkrótce! ;)

A Wy na co czekacie w listopadzie?

Wpisy na blogu we wrześniu i październiku:

Salon du mariage, czyli targi ślubne w Paryżu

5 inspiracji z paryskiej emigracji #5

 Jesienią w Paryżu...

 Muzeum Ceramiki w Sèvres

 5 inspiracji z paryskiej emigracji #6

 O polsko-polskiej przyjaźni na emigracji
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz