wtorek, 7 listopada 2017

Beauvais to nie tylko lotnisko

Lubicie lotniska? Bo ja uwielbiam. Na sam dźwięk tego słowa czuję podekscytowanie. A już w sposób szczególny, kiedy mowa o Beauvais, choć obiektywnie patrząc, to w sumie jedno z najmniejszych i najmniej ciekawych lotnisk, jakie w życiu widziałam. Ale Beauvais to dla mnie coś więcej niż tylko lotnisko. To trochę stan umysłu. To początek historii z Francją, pierwsze kroki na francuskiej ziemi, okupione wiadrami łez pożegnań i powitań. Najpierw z ukochanym, potem z rodziną, która mnie tu odwiedza. Wchodząc do hallu, zawsze czuję ścisk w żołądku, bo albo wyruszam w drogę, albo z kimś się żegnam, albo za chwilę wyściskam kogoś, kogo długo nie widziałam. Beauvais kojarzy mi się z językiem polskim, który słychać na każdym kroku. To pasażerowie kolejnego Ryanaira do lub z Polski. To taka magiczna poczekalnia, w której emocje wylewają się ze mnie jak z bezbronnego dziecka. Serio. Na widok otwierających się drzwi, zza których wyłoni się za chwilę moja mama lub kuzynka, jestem totalnie bezradna. Nawet teraz, gdy o tym myślę, ściska mnie w żołądku. Po prostu. Chyba nie ma drugiego miejsca na świecie, gdzie wylałam tyle łez, co tutaj. W Beauvais.

Może dlatego właśnie nigdy nie myślałam o tym miejscu, jak o celu wycieczki i obiekcie do zwiedzania. Ostatnio nadarzyła się jednak okazja, by zobaczyć także miasto. Odwieźliśmy na lotnisko naszych gości i stwierdziliśmy, że warto skorzystać ze słonecznego sobotniego popołudnia i zobaczyć katedrę, z której słynie Beauvais. Nasz wypad okazał się wycieczką pełną zaskoczeń.


Samo miasto spodobało nam się już na początku, a mieszkańcy okazali bardzo życzliwi. Poszliśmy wykupić bilet parkingowy, kiedy podeszła do nas miła pani, spiesząc z informacją, że od 15-tej parking jest w sobotę bezpłatny. Udaliśmy się na rynek, gdzie miasto tętniło życiem w najlepsze. Na tarasach restauracji i kawiarni w imponującym, jak na październik, słońcu wygrzewali się mieszkańcy, żwawo dyskutując. W samym centrum rynku odbywał się mały, a właściwie już kończył, patrząc na niewielką ilość asortymentu, mały brocante, czyli targ staroci. Dzieciaki ganiały wokół karuzeli, a także próbowały łapać strumienie fontanny umiejscowionej przed budynkiem merostwa, gdzie akurat skończyła się ceremonia ślubna. Byliśmy świadkami, jak młodzi wraz z gośćmi wychodzą z budynku, strzelają konfetti i ustawiają się do zdjęć. Na środku rynku zwrócił moją uwagę pomnik kobiety - to bohaterka Jeanne Hachette, która broniła z toporem w ręku miasto w 1472  r. przed Burgundczykami.




Zrobiliśmy sobie spacer bocznymi uliczkami odchodzącymi od rynku i udaliśmy się do katedry, zahaczając o Centrum Informacji Turystycznej, które znajduje się nieopodal. Katedra na tle obłędnie błękitnego nieba i w złotych promieniach słońca zachwyciła nas już na pierwszy rzut oka. To jedna z najsłynniejszych katedr francuskiego gotyku, z najwyższym sklepieniem gotyckim na świecie. Ale nie od razu weszliśmy do środka, bo zaintrygowała nas fasada innego budynku, który stoi tuż obok katedry. Brama z charakterystyczną kopułą prowadzi do dawnego pałacu episkopatu Beauvais, w którym dziś znajduje się muzeum MUDO - Musée de L'Oise ze zbiorami z XIX i XX w. Wspominałam Wam już o nim TUTAJ, bo nie dość, że wstęp do muzeum jest za darmo, pani w obsłudze przemiła, to rzeczywiście warto obejrzeć tę wystawę. Mnie zachwyciła nie tylko kolekcja obrazów i rzeźb, ale także wnętrza muzeum. Gorąco Wam polecam wizytę w tym miejscu.







Katedra św Piotra. Wystarczy, że Wam powiem, że spędziliśmy w środku ponad godzinę. Jest ogromna, mroczna nieco, ale nie surowa, pełna zabytkowych perełek i widocznych śladów upływającego czasu... Ale jest też zupełnie inna niż wszystkie katedry, jakie do tej pory widziałam, a było już ich sporo. Wita nas posąg św. Piotra na tronie. To, co bardzo rzuca się w oczy, to drewniane elementy stanowiące podporę i zabezpieczenie filarów, które dźwigają najwyższe sklepienie kościelne na świecie. Katedra w pierwotnym założeniu miała przewyższać bazylikę św. Piotra w Rzymie. Ambitne plany miały jednak swoje konsekwencje, kiedy okazało się, że konstrukcja budowli nie jest na tyle wytrzymała, by udźwignąć wieżę o wysokości 149 m. W 1573 roku wieża ostatecznie runęła, niszcząc dach prezbiterium. Można powiedzieć, że do dziś statyka katedry jest zagrożona z powodu braku korpusu nawowego, dlatego wewnątrz jest tyle drewnianych podpór. Moim zdaniem nie zaburzają one jednak ogólnej estetyki tego miejsca. 




To, co mnie najbardziej zachwyciło, to wysokie okna, które dają wyjątkowe oświetlenie świątyni, a także, a może przede wszystkim, wyjątkowy i chyba najpiękniejszy, jaki w życiu widziałam, zegar astronomiczny z 1866 r, a tuż obok niego drugi zabytkowy, przepiękny średniowieczny zegar. Perełki! Zegar astronomiczny to prawdziwe dzieło sztuki i majstersztyk z tysiącami mechanizmów, które tykają, wprawiają w ruch figurki, grają, dając prawdziwy spektakl wizualno-dźwiękowy. Coś pięknego!  Wiecie, jakim frikiem jestem na punkcie zegarów! ;)












Niestety tego dnia w katedrze nie było żadnej Mszy św., dlatego naszą wycieczkę po Beauvais zakończyliśmy w małym uroczym kościółku Saint-Étienne i spacerem po bardzo spokojnym, jak na sobotni wieczór, miastem. Jak na spontaniczną wycieczkę, był to bardzo udany wypad. Jeśli będziecie kiedyś przelotem w Beauvais, nie wahajcie się i wyskoczcie do miasta. Katedra św Piotra i Musée de L'Oise to przynajmniej dwa mocne powody, by nie siedzieć bezczynnie w hallu lotniska z widokiem na marne pole.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz