poniedziałek, 20 listopada 2017

5 inspiracji z paryskiej emigracji #8

Listopadowa aura jednak mnie dopadła. Złe wieści z Polski spowolniły czas i zmusiły do refleksji. Informacja o czyjejś śmierci zawsze mnie zatrzymuje, niezależnie od tego, jak bliska mi była ta osoba. Odbiera oddech. Cała reszta przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Pytania "o której?", "ale jak", "dlaczego?"... Była 7 rano, usiadłam na skraju łóżka. Próbowałam ogarnąć myślami to, co właśnie usłyszałam przez telefon.  A więc tak to wygląda, kiedy jest się 1600 km od Polski? Ta cisza poranka dookoła i samotność. Myśli o tych, którzy w tym momencie cierpią najbardziej. I paradoksalna konieczność życia dalej, za 20 minut w moim mieszkaniu miała pojawić się ekipa remontująca... Nie daliśmy rady pojechać do Polski na pogrzeb. Ale to, na czym skupiliśmy się, to dobre wspomnienia i myśli o tych, którzy pozostali w żałobie... Jak się potem okazało, to nie był koniec złych wiadomości na ten dzień, ale nie od dziś wiadomo, że nieszczęścia chodzą parami...

Zimno się też zrobiło, drzewa gubią ostatnie liście, mgły przesłaniają poranne słońce, listopad Kochani, listopad w pełni... Spadek energii mam, a Wy? Trzeba się ratować... Właśnie dlatego w  dzisiejszych inspiracjach, trochę na przekór temu wszystkiemu, komedie, zabawne reklamy, a przede wszystkim pierwsze bożonarodzeniowe akcenty. Tęskni mi się już strasznie do świątecznego czasu w cieple domowego ogniska. Miejsc i momentów, w których jest mi dobrze, ciepło, przytulnie, gdzie czuję się bezpieczna i wolna od zmartwień. Dlatego nie oburzam się jakoś szczególnie w tym roku na obecność mikołajów w połowie listopada. Czuję raczej podekscytowanie i radość z oczekiwania na Święta, które spędzimy w ojczyźnie, w gronie najbliższych nam osób.




1. Jestem Twoim...

Od kilku dni chodzę i śpiewam "I'm your puppet". Jak obejrzycie, to sami zrozumiecie ;) Wpada w ucho i oko, że nie wiem.





2. Czas na komedię
W ubiegłym tygodniu francuska TV zaserwowała nam między innymi te dwie komedie.
Film "PLAN DE TABLE" (reż. Christelle Raynal) to nie tylko zabawna komedia. Zmusza mimochodem do refleksji nad przeznaczeniem w życiu. Jeden ślub, jeden stolik i z pozoru nieszkodliwa zamiana winietek, która powoduje szereg zaskakujących konsekwencji i zdarzeń. Ciekawa konstrukcja filmu trzyma w niepewności do ostatnich chwil. Uśmiałam się, ale też zastanowiłam z uśmiechem. A to dużo jak na komedię.



"VILAINE" (reż. Jean-Patrick Benes et Allan Mauduit)
To już rodzaj komedii, która sprawi, że albo będziecie się śmiać do łez abo też stwierdzicie, że większej głupoty w życiu nie widzieliście. Wielu z Was pewnie go widziało. Film nie pierwszej świeżości, ale ja oglądałam go po raz drugi i przy scenie z kaloryferem płakałam ze śmiechu tak samo jak za pierwszym razem. Gra aktorska mistrzostwo, czytaj: nie spodziewaj się wiele po urodzie aktorek. W sam raz na reset po ciężkim dniu.


3. Pierwszą damą być...
Skończyłam czytać "Pierwsze damy Francji" Roberta Schneidera. Czytałam tę książkę wieczorami przed snem. I szczerze mówiąc już mi jej brakuje. To znaczy brakuje mi spotkań z jej bohaterkami, uczuciami i rozterkami. Nie znam się na polityce i trzymam się od niej raczej z daleka, ale ta książka pozwoliła mi wiele zrozumieć i ogarnąć dość pokaźny rozdział historii Francji. Z najciekawszej perspektywy, bo perspektywy pierwszych dam, z których większość to zwyczajne kobiety, które nigdy nie chciały pełnić takiej funkcji. Które marzyły o normalnym, spokojnym życiu u boku ukochanego męża i rodziny. Niewiele z nich pokochało Pałac Elizejski, ale były też takie, które uwielbiały swoją funkcję i przywileje. Książka pozwoliła mi wejść w świat, którego kompletnie nie znałam i nie rozumiałam. Pozwoliła mi go oswoić, poznać, poniekąd zrozumieć. A przede wszystkim zobaczyć w pierwszych damach potężnej Francji nie tylko ikony stylu czy twarze z pierwszych stron gazet, ale przede wszystkim zwyczajne kobiety z uczuciami, ambicjami i marzeniami, które ma każda z nas. Gorąco polecam.


4. Terapia kolorem, czyli zapraszam Was do normandzkiej bajki
Uciekając przed zimnem i listopadową chandrą, ukojenie znalazłam oglądając bajecznie kolorowe i słoneczne zdjęcia z wakacji i naszych wczesnojesiennych wycieczek. Jedną z nich odbyliśmy wcale nie tak dawno, w pewną cudownie słoneczną niedzielę, kiedy termometry pokazywały 25°C! Tak! W październiku! Lyons-la-Forêt to jedno z takich miejsc, które idealnie nadaje się na jednodniową wycieczkę w rytmie slow. To małe, spokojne miasteczko, a raczej wioska, otoczona lasami (Forêt, czyli las w nazwie jest nie bez powodu) pełna urokliwych zakątków, a przede wszystkim niezwykle barwnych domków, w stylu normandzkim, czyli z charakterystycznym colombage - drewnianym szkieletem na fasadzie budynku. Byłam tak zauroczona tymi domkami, że chyba obfotografowałam każdy z nich. Po więcej zapraszam Was tu KLIK




5. Święta, Święta idą...

Pojawiły się pierwsze reklamy, pojawiła się choinka i świąteczne witryny w Galerii Lafayette, KLIK dekoracje w sklepach. Uwielbiam ten czas oczekiwania, szczególnie gdy w perspektywie mam wyjazd do Polski na Święta. Lubię chodzenie po sklepach, szukanie dekoracji i prezentów, choć na co dzień nie znoszę zakupów i błąkania się po wielkopowierzchniowych marketach. To jest jedyny taki czas w roku, kiedy czerpię przyjemność z samego oglądania, szukania, podziwiania. Myślę wtedy dużo o bliskich, o tym, co może sprawić im radość, zasmakować, zaskoczyć. Szukam francuskich smakołyków i oryginalnych przedmiotów, których próżno szukać w Polsce (choć tych coraz mniej;)). U sąsiadów na balkonie pojawiły się już świąteczne lampki. Za wcześnie? Nie wiem. Jakoś odkąd zrobiło się zimno i smutno za oknem ogrzewam serducho myślami o naszych świątecznych planach. I to działa. A jak jest u Was?





Na koniec jeszcze TO. Nie mogłam się powstrzymać. Która z nas choć raz w życiu nie marzyła o takiej historii? ;) Kopciuszek w świątecznej wersji reklamowej. Koniecznie obejrzyjcie i napiszcie na dole, jaka byłaby Wasza świąteczna bajka?! <3


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz