wtorek, 26 września 2017

5 inspiracji z paryskiej emigracji #5

Końcówka września to ewidentnie koniec wakacyjnego sezonu, choć znam takich, którzy wyruszają do ciepłych krajów właśnie teraz. A ja lubię jesień. Nie tylko tę w Paryżu. Uwielbiam zapach rześkiego, ale jeszcze nie przejmująco zimnego poranka. Zmieniające swój kolor drzewa za oknem i brodzenie w liściach w słoneczne popołudnia. Wiewiórki wyszły z ukrycia i swawolnie skaczą po świerkach naszej posesji. Wieczory przy świecach też bardzo lubię, swetry i ciepłe skarpety trochę mniej, ale gorące kakao w połączeniu z książką to już poezja. Były cudne wakacje, czas na jesień. Taka kolej rzeczy. Czas najwyższy na kolejne inspiracje. 

Źródło Facebook/ARTJANI/Sławomir Janicki

1.Targi ślubne w Paryżu
Powiem krótko, resztę doczytacie. Dlaczego, po co i jak. 
Spędziliśmy na hali targowej całe sobotnie popołudnie, więc uznałam, że warto byłoby się z Wami podzielić wrażeniami. Jeśli planujecie TEN dzień, szukacie inspiracji na swój ślub, wesele czy sesję narzeczeńską, poczytajcie. A jeśli macie już to za sobą, a chcecie zobaczyć, jak to się robi we Francji, to też poczytajcie ;) KLIK



2. O żółtym psie, który stoi na dworcu
Wielki żółty bulterier przywitał nas ostatnio na dworcu Saint-Lazare w Paryżu. Trzy metry psiny robią wrażenie. Rzeźba zaskakuje i rozmiarem, i kolorem. Skąd się tam wzięła? To Yellow LostDog, którego twórcą jest francuski artysta plastyk Aurèle Ricard. Stanowi jedną z części większej ekspozycji, w której centrum zainteresowania znajduje się zagubiony pies. Inspiracją dla tego dzieła był niejaki bulterier Bob, zagubiony na ulicach Nowego Jorku. Co najciekawsze, rzeźba ma już 30 lat i odbyła w tym czasie dalekie podróże, m.in po Stanach Zjednoczonych i Chinach.



3. Co w kinie piszczy?
Ja pisnęłam z radości w ostatnią niedzielę, kiedy we francuskiej TV, przez przypadek albo i nie, natknęłam się na wywiad z Juliette Binoche, zapowiadający jej najnowszy film!  Tak, potwierdzam, to moja ukochana francuska aktorka, która nie ma sobie równych. Myślę, że gdybym była facetem, to dniami i nocami klęczałam pod jej bramą i obsypywała schody płatkami róż. Serio. Nawet podczas tego wywiadu patrzyłam na nią jak zahipnotyzowana. Jej kreacje są niepowtarzalne, jej uroda oszałamiająca, a jednocześnie tak delikatna. Zabawna, a jednocześnie silna. Nieoczywista. Ma w sobie coś takiego, że przykuwa uwagę, człowiek kontempluje każdy najmniejszy grymas jej twarzy... No sami widzicie, mogłabym tak długo... Czy są tu równie świrnięci fani Juliettki? ;)  Jeśli tak, to mam dla Was genialną wiadomość! W  kinach najnowszy film "Isabelle i mężczyźni” (polskie tłumaczenia tytułów filmów nieustannie mnie zdumiewają!)  // „Un beau solei interieur” // „Let the Sunshine In”(reż. Claire Denis) z Juliette Binoche w roli głównej. W dodatku Paryż tłem opowieści! Moje must-see tej jesieni.


4. Paryżanka
Jak już wiecie KLIK, wczesną jesienią przeżywam nawrót mojej miłości do Paryża. Po prostu robi się tak klimatycznie, że nie sposób oprzeć się magii tego miasta. Nie tylko jeździmy do Paryża na beztroskie wycieczki, ale też szukamy filmów z Paryżem w roli głównej. A potem widzę TE ZDJĘCIA. Nie czuję się paryżanką, ale gdybym się nią czuła, to wyglądałabym właśnie tak ;) Za obiektywem stoi nie kto inny jak Sławek Janicki ARTJANI, o którym już pisałam TUTAJ. Właśnie wygrał po raz kolejny konkurs The best of Paris 2017 w kategorii najlepszy fotograf ślubny 2017. Nie ma się co dziwić. Sztuka broni się sama. Wszystko, co sfotografuje Sławek, nabiera innych wymiarów. Jeśli marzy się Wam niebanalna, a zarazem magiczna sesja ślubna, to biegusiem do Sławka. Zdjęcia poniżej otrzymały niedawno wyróżnienia i doczekały się publikacji w magazynach. Gratulacje!!!

Źródło Facebook/ARTJANI/Sławomir Janicki

Źródło Facebook/ARTJANI/Sławomir Janicki
5. Na koniec KSIĄŻKA. Którą noszę w sobie od wakacji. Pisałam o niej TUTAJ. A dwa tygodnie temu udało mi się spotkać po raz pierwszy na żywo z Anią Mandes-Tarasov, autorką książki "Moje wielkie ruskie wesele" i bloga Paris-Moskwa 3:54. Za oknem lało jak z cebra, a my siedziałyśmy kilka godzin w paryskiej kawiarni, nie mogąc się nagadać. Zajrzyjcie do Ani. Ania zaczyna po raz trzeci swoją przygodę z paryską emigracją. Spotkanie z nią było dla mnie bardzo ważne i inspirujące. Na pewne aspekty życia tutaj spojrzałam zupełnie z innej perspektywy i uspokoiłam się. Nie jestem sama z tymi wszystkimi wątpliwościami i rozdwojoną duszą. Wiedząc to, o ile łatwiej zaczynać kolejny dzień na emigracji. Dzięki Ania.


2 komentarze:

  1. Chcialabym podziękowac za ksiazkę, przyszla jakis czas temu, ale nie mialam internetu, zeby zostawic wiadomosc :) ksiazka swietna i bardzo wciaga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeej, jak się cieszę! Cała przyjemność po mojej stronie ;) Bardzo się cieszę, że książka też Ci się spodobała, ja już czekam na kolejne części ;) Dziękuję Ci za komentarz i serdecznie pozdrawiam :)

      Usuń