poniedziałek, 21 sierpnia 2017

"Moje wielkie ruskie wesele" - recenzja książki i KONKURS

Była 4 rano. W ciszy jeszcze ciemnej nocy zgrzytnęły drzwiczki skrzynki pocztowej. Jest! Książka  "Moje wielkie ruskie wesele" Ani Mandes-Tarasov czekała na mnie niczym pocieszenie po zakończonych właśnie wakacjach. Chwilę wcześniej wróciliśmy z naszej wymarzonej podróży na południe Francji.

To miała być lekka, przyjemna lektura, w sam raz na wakacje. Tak zapowiadały wcześniejsze recenzje. Książka jednak dotarła mnie w dniu, w którym właśnie wróciłam z urlopu. Anka przepraszała za opóźnienie, a ja dziś wiem, że jej debiutancka powieść dotarła do mnie w najlepszym  momencie. Ale zacznijmy od początku.


Autorka
Niewiele czytam blogów. Jeśli już, to szukam tam bardziej człowieka, który za nim stoi, niż treści mniej bądź bardziej użytecznych. Ale blog Anki Paris-Moskwa 3:54 znam i czytam praktycznie od początku mojej emigracji. Polubiłam ją za to, że nie wystawia makaronikowych laurek Paryżowi, a kiedy trzeba, wali prawdę prosto z mostu - z tą swoją mistrzowską, uwielbianą przeze mnie autoironią, która wielokrotnie doprowadziła mnie do łez. Ze śmiechu rzecz jasna. Ale innym razem potrafi też zaskoczyć niespodziewanym sentymentem i słabością do "Małego Księcia". I to jest właśnie to, co mnie przekonuje. Ja szukam człowieka, nie kreacji. I choć nie znam Ani osobiście, to po przeczytaniu jej debiutanckiej książki już wiem, dlaczego tak ciągnęło mnie do jej bloga, choć przyznam szczerze: Rosją nie interesowałam się wcale!

Książka "Moje wielkie ruskie wesele"
Główna bohaterka książki, Ania Wiśniewska, przybywa do Paryża na roczne stypendium. Tu poznaje Miszę, Rosjanina, dla którego Francja także jest emigracją. Zakochują się w sobie. Co dalej? Normalną koleją rzeczy byłoby wielkie wesele, ale czy polsko-ruska miłość z Francją za oknem jest w stanie udźwignąć ciężar stereotypów i piętrzących się przeszkód? Tego już Wam nie zdradzę. Możecie być jednak pewni, że zwroty akcji nie pozwolą Wam się nudzić. Zwłaszcza, że w tle majaczy romantyczny Paryż.

Ania, ofiarowując mi tę książkę, nie wiedziała, co robi. To znaczy nie sądzę, by miała świadomość, czym będzie dla mnie lektura "Mojego wielkiego ruskiego wesela". Że w tej - z pozoru lekkiej, romantycznej historii z Paryżem i Rosją w tle - tyle siebie znajdę. Co tu dużo mówić - kawał swojego życia, blaski i cienie mojej emigracji. Także te, o których czasami chciałabym zapomnieć. A może to już tak jest, że my, emigrantki, dzielimy tę samą, choćby we fragmentach, uniwersalną historię? Nie wiem. Daleka też jestem bardzo, a nawet nie przystoi mi, mając w kieszeni dyplom polonisty, by utożsamiać autorkę z główną bohaterką. Za to przyznaję się bez bicia, że właściwie od pierwszej strony książki, mogłabym przybić piątkę tej ostatniej. Ta rezolutna, spełniająca się w życiu zawodowym dziennikarka mogłaby być mną, albo ja nią. Tak się składa, że i zawód, i środowisko poniekąd mi znane. Zanim wyjechałam z Polski, popełniłam studia humanistyczne, a następnie pracowałam przez kilka lat w branży. To nie były może tak prestiżowe tytuły, jak książkowy "Świat LADY" (czyli "PANI"), ale tym bardziej poznawanie od kuchni życia redakcji takiego formatu było dla mnie szalenie wciągające. A jak jeszcze dodać do tego powalający, ironizujący ton narratorki, to relaks lepszy niż po 3 lampkach prosecco. W każdym razie ja parskałam śmiechem regularnie. Ale też do czasu. 

Jeśli chcecie wiedzieć, jak to jest dokonywać w życiu cholernie trudnych wyborów, w których decyzja nigdy nie jest wyborem czegoś lepszego, ale po prostu mniejszego zła, to przeczytajcie tę książkę. Ona jest o nas. Emigrantkach. Które trafiają do Francji z różnych powodów. Ale głównie z jednego. Zakochanych kobietach. Kochających swój kraj. Ale też mężczyznę, na obczyźnie. O kobietach, które wiedzą, że tęsknota nie jest ani szlachetna, ani romantyczna. Że tęsknota jest jak ból, nikomu niepotrzebna. Znam to za dobrze. Dwa lata (nie)wspólnego życia na skype były dla mnie jak niegojąca się rana. Coś, co uwiera, i nie pozwala normalnie żyć. Jak świetnie rozumiem Anię. Znowu mogłabym przybić jej piątkę. 
Ale to nie koniec.

Z wypiekami na twarzy i chyba z kilkanaście razy przeczytałam fragment, w którym bohaterka podejmuje decyzję zupełnie odwrotną do mojej... Tym razem przybiłam jej piątkę za odwagę. A nawet pozazdrościłam. Pomimo, że ostatecznie przyznaje się, że dziś podjęłaby inną decyzję. Jej odwaga mi imponuje. I nie ma w tym stwierdzeniu cienia patosu. Życie na emigracji nie ma nic wspólnego z patosem. Wiem to już od dawna. 

Jesteśmy beznadziejni. Za oknami Paryż, a my leżymy na hotelowym łóżku i bezmyślnie wpatrujemy się, jak się suszy sucha krakowska  - uwielbiam ten fragment. To zdanie, z pozoru zabawne, świetnie obrazuje, jak często oczekiwania nasze, a także innych, odbiegają od rzeczywistości. W Polsce myślą, że ty to sobie na tej emigracji tylko na tarasach paryskich kawiarni siedzisz i croissanty wcinasz, podczas gdy ty w Leader Price szukasz czegokolwiek, co przypominałoby smakiem polski twarożek. Albo zamiast wina gin z tonikiem wybierasz, choć i tak, powiedzmy sobie szczerze, czasami najchętniej wypiłabyś normalnego drina z polską wódką. Każdy na emigracji przechodzi ten etap.

Paris, Paris i Moskwa
Jeśli chcecie poznać prawdziwy Paryż i miejsca, o których nie krzyczą przewodniki, to jest to kolejny powód, by przeczytać tę książkę. I tu mnie Ania nie zawiodła. To jest ten Paryż, który ja znam bardzo dobrze. Ten z przedmieściami, których nie pokazuje się turystom. Z brudem, paryską biurokracją i wstydliwym problemem napływu imigrantów, maskowanym poprawnością polityczną. Ale też Paryż ze swoim niepowtarzalnym urokiem i magicznymi punktami widokowymi, o których wiedzą tylko miejscowi, zwłaszcza ci zakochani... Jest też godna uwagi rozprawa ze stereotypami. Podana sugestywnie, ale też z dystansem i humorem. Tym oczarowała mnie ta książka. Jest w niej chyba wszystko, co powinno mieścić się w rozrysowywaniu mapy Paryża i ścieżek, którymi kroczą emigrantki. Przedstawione bez lukru, ale też z poczuciem humoru i nutą nieprzesadnego, a dzięki temu ujmującego romantyzmu tam, gdzie jest on wręcz niezbędny. W każdym razie ja tak widzę Paryż. Mogłabym się pod tym podpisać. 

Jest też i Rosja, i Moskwa, na którą nabrałam apetytu. Ten swojski wystrój mieszkanka z tak dobrze znanymi nam meblościankami. Człowiekowi się chce odwiedzić rodziców Miszy i napić się z nimi czaju. I usłyszeć to jego rozbrajające: "Всё будет хорошо" (wszystko będzie dobrze!).  

Bo, jak to w życiu bywa, nie wszystko, a raczej nic, nie idzie jak po maśle. Ale niech nie zwiodą Was moje osobiste refleksje, nie myślcie broń Boże, że jest to smutna książka. Ci, co znają Ankę i jej bloga wiedzą, że poczucia humoru autorce odmówić nie można. Próbuję tylko podkreślić, że ja w tej historii odnalazłam kawał swojego życia i osobliwych emocji, które być może wyłapie tylko emigrantka albo... zakochana kobieta. Bo, umówmy się, która z nas, choć raz w życiu, nie kochała tak bardzo, że trzeba było nas zbierać z podłogi w łazience? Mnie zbierali. I dlatego jestem tu, gdzie jestem.

Książka, co tu dużo mówić, jest świetna, napisana znakomitym, sugestywnym językiem. Wciąga w swój świat, z którego nie chce się wychodzić. Inteligentnie poprowadzona fabuła, doskonały dowcip i zaskakujące zwroty akcji doprowadzają do niekontrolowanych wybuchów śmiechu. Nie wiem, czy i na ile prawdziwe są postacie, występujące w książce, ale są tak świetnie zbudowane, że chciałoby się z nimi wszystkimi usiąść przy tym weselnym stole i napić wódki...

To nie jest tylko lekka, przyjemna książka na wakacje. To jest książka, którą jeszcze długo będę w sobie nosić. 

Czekam na więcej (wydawnictwo zapowiada kolejne tomy!) i polecam Wam z czystym sumieniem! Ba, jeśli z jakichkolwiek względów czytacie mojego bloga, to z pewnością znajdziecie coś dla siebie w tej książce. 
Jestem tego więcej, niż pewna.

Cytaty zaznaczone kursywą pochodzą z książki:
"Moje wielkie ruskie wesele"
Anna Mandes-Tarasov
Edipresse Polska 2017

A teraz świetna wiadomość dla wszystkich, bo mam do rozdania 3 egzemplarze książki  "Moje wielkie ruskie wesele", ufundowane przed WYDAWNICTWO EDIPRESSE POLSKA! :)

Aby wziąć udział w konkursie, wystarczy zrobić dwie rzeczy:
1. Udostępnić post o konkursie, opublikowany TUTAJ, na swoim osobistym lub blogowym profilu na Facebooku
2. Napisać w kilku zdaniach,  

które miejsce we Francji i dlaczego wybrałbyś/wybrałabyś na swoją podróż poślubną? :)

Najciekawsze odpowiedzi nagrodzimy!

ZASADY KONKURSU
1. Odpowiedzi konkursowe należy umieścić pod tym wpisem na blogu.
2. Koniecznie podajcie swoje imię i adres mailowy.
3. Każdy uczestnik konkursu może wysłać tylko jedno zgłoszenie.
4. Konkurs trwa do 28.08.2017 do północy.
5. Wyniki konkursu zostaną opublikowane na blogu 30.08.2017.


Powodzenia! :)

WYNIKI KONKURSU

Dziękuję bardzo za Wasz udział w konkursie, za wszystkie komentarze i udostępnienia!!!

Z przyjemnością informuję, że książka Ani Mandes-Tarasov"Moje wielkie ruskie wesele" wędruje do Marleny Kawczyńskiej, Magdy Fuss i Agnieszki (Baby Agi).

Paula Dakowicz - wysyłam nagrodę pocieszenia! ;)

Gratuluję! Spodziewajcie się mejla w najbliższym czasie! :)

12 komentarzy:

  1. Na swoją podróż poślubną wybrałabym francuską wyspę Korsyka. Dlaczego? Bo Korsyka to góry na morzu, wyspa cesarza Napoleona, ciekawe zabytki, bodaj najpiękniejsze w Europie widoki z okna wąskotorowej kolejki, malownicze krajobrazy, piękne plaże, lokalne wino Sciacarellu, kanapka z kiełbasą z dzika i pikantnym serem, tort kasztanowy i wiele wiele innych dobroci :)
    Marlena (marlenakaw@gazeta.pl).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Korsyka to jedna z destynacji na mojej liście podróży marzeń :) Detale z Twojego opisu dodatkowo mnie przekonały :)

      Usuń
  2. Wybrałabym Paryż. Bo mimo, że bywam w tym mieście coraz częściej to jednak pragnę odrywać go codziennie na nowo. Romantyczne, wąskie uliczki pełne uroczych kawiarenek z pachnącymi croissantami i świeżo mieloną kawą...w tle muzyka francuskich wykonawców i wspaniałe widoki nad Sekwaną...Czego chcieć więcej? :) Magda (magdafuss80@gmail.com)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam dobrze ten dzień, kiedy na dobre zakochałam się w Paryżu - siedziałam wczesnym rankiem w jednej z niewielkich kawiarni blisko Trocadero, piłam latte i wcinałam ciepłego croissanta. Wtedy drugi raz w życiu pomyślałam, że mogłabym zamieszkać we Francji :) Do dziś mam sentyment do tej niepozornej kawiarenki ;)

      Usuń
    2. Kawa i croissant...jak niewiele potrzeba by na chwilę oderwać się od rzeczywistości. Uwielbiam ten paryski klimat i zawsze z ogromną radością wracam do Paryża. To miasto nie wypuszcza ze swych objęć tak łatwo :)

      Usuń
    3. Bardzo dziękuję za nagrodę :)

      Usuń
  3. Czy może być coś piękniejszego od pięknego zachodu słońca na tle egzotycznych palm lub kąpiel w ciepłym karaibskim morzu gdy dopiero dzień budzi się do życia? Owszem, ale tylko w ramionach swojej drugiej połówki. A jeśli dzieje się to na Kubie i w trakcie podróży poślubnej, wówczas można poczuć się jak w niebie. Stąd mój wybór padł na tą malowniczą i pełną uroku wyspę.
    Paula ( paula_dakowicz@wp.pl)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paula! Rozmarzyłam się i pięknie napisałaś. Pytanie konkursowe ograniczało się niestety tylko do Francji, dlatego będzie coś na pocieszenie :)

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeśli podróż poślubna to tylko do Paryża - miasta miłości. Paryż posiada czarodziejską moc, jest niezwykle romantyczny. Zakochani mogą się udać na spacer wzdłuż uroczych wąskich brukowanych uliczek. Ciszę i spokój można odnaleźć na Place de Furstenberg, gdzie można przysiąść na ławeczkach i rozkoszować się zapachem kwiatów. Pospacerować można na Polach Elizejskich znajdując chwilę na romantyczny piknik na trawie. A wieczorem można podziwiać panoramę rozświetlonego latarniami miasta z Wieży Eiffla. Wieczór mógłby też zakończyć się romantyczną kolacją w przytulnej restauracji w dzielnicy Marais czy nocną przejażdżką łodzią po Sekwanie. Czyż nie byłoby to wspaniałe? Agnieszka (agnieszkamusiatowicz@interia.pl)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rejs po Sekwanie to jest zawsze dobry pomysł <3 Sprawdziłam. Nawet na tych, co romantykami nie są ;)

      Usuń
    2. Agnieszka! Wysłałam mejla, odezwij się proszę, nagroda czeka :) przystanekpariscafe@gmail.com

      Usuń