poniedziałek, 29 maja 2017

Przystanek Nancy - Reims

Uwielbiam długie weekendy i szczęśliwe zbiegi okoliczności, które sprawiają, że nagle ląduję w kompletnie niespodziewanym miejscu. Tak było z Nancy. Kuzyn Muszkietera miał tam odebrać swoje nowe auto, więc.. pojechaliśmy z nim. Długi weekend, cudny maj, perspektywa wycieczki w nieznane - czego chcieć więcej? Dla mnie pełnia szczęścia. I w ten oto sposób śniadanie jedliśmy na balkonie w Melun, obiad na Placu Stanisława Leszczyńskiego w Nancy, a kolację na placu pod Katedrą Notre Dame w Reims.




"Stasiu, co Ty tu robisz...?" czyli lekcja historii...
Nie jestem dobra z historii, choć kończyłam zawsze z piątkami i szóstkami na świadectwach. Ha! A potem jadę sobie do Nancy i co widzę? "Place Stanislas", a po naszemu - plac Stanisława Leszczyńskiego. Tak, tak, nasz człowiek. Z Polski wygnany i nigdy niedoceniony, tu we Francji ma swój plac, wielki pomnik i opinię wspaniałego mecenasa sztuki i kultury, a także budowniczego. To dzięki niemu stolica Lotaryngii rozkwitła i zaczęła tętnić nowym życiem. Stanisław Leszczyński nie tylko rozbudował miasto i nadał mu klasycystycznego wyrazu, ale też zmodernizował, budując kanały, fontanny i studnie dostarczające wody pitnej oraz wspaniałe latarnie, które rozświetliły mroczne ulice. 



To, co jednak robi największe wrażenie w Nancy, to właśnie wspomniany wcześniej plac, który uznawany jest za jeden z najpiękniejszych w Europie (znajduje się na liście UNESCO). Plac Stanisława zamknięty jest kutymi bramami ze złoceniami, które u wejścia przypominają do złudzenia wersalski klimat. W samym centrum znajduje się ogromny pomnik Stanisława Leszczyńskiego, który Francuzi wznieśli na jego cześć w tym samym miejscu, gdzie przed rewolucją stał pomnik Ludwika XV. Ponadto Lotaryńczycy lubią nazywać jego imieniem ulice i budynki użyteczności publicznej, do tego stopnia, że regionalny tramwaj nazywany jest "Stan" jako skrót od Stanisława... Pomyślelibyście? Bo ja nie. Na szczęście uzupełniamy się z Muszkieterem także jeśli chodzi o braki wiedzy i to on oświecił mnie pierwszy, co zobaczymy w Nancy...;)





Świetna lekcja historii, chcę takich więcej. Zwłaszcza, że mieszkańcy Nancy bardzo pozytywnie  podchodzą do Polaków, bo świetnie pamiętają zasługi naszego mecenasa sztuki i... amatora wyrafinowanej sztuki kulinarnej. Tak, tak, Stasiu lubił sobie dobrze i wytwornie zjeść, a jego przysmakiem była babka z rumem, wymyślona przez jego nadwornego kucharza, a także... zupa cebulowa tak popularna we Francji ;) I jeszcze ostania ciekawostka, a właściwie tragiczny fakt okoliczności śmierci Stanisława Leszczyńskiego... Czy wiecie, że zmarł w wyniku poparzeń, po tym, jak jego szlafrok zapalił się od iskry z kominka...???

Wersal czy nie Wersal?
Nancy jak dla mnie jest ciekawą mieszanką klasycystycznego piękna i wytworności, tak widocznych na głównym placu, obecnych w łukach triumfalnych i fasadach budynków, a z drugiej strony - nie brakuje mu małomiasteczkowego klimatu tak wdzięcznie wplecionego w architekturę i ukrytego w bocznych uliczkach miasta. Złocenia, ozdobne latarnie, fontanny, kolumny i palmy niczym w Wersalu, a obok niemające nic wspólnego z blichtrem i luksusem urocze witryny sklepowe, kawiarnie, małe butiki i kamieniczki z kolorowymi okiennicami. Wystarczy zejść z głównych ulic i pobłądzić trochę, by odnaleźć ciszę i frywolną, fantazyjną duszę współczesnego Nancy.










Był czwartek, dzień wolny we Francji, rozpoczynający dodatkowo długi weekend, toteż miasto tętniło życiem. Restauracje i kawiarnie na placu Stanisława były wypełnione po brzegi. I muszę przyznać, że nie spodziewałam się tu tylu turystów. W parku nieopodal placu ochłodziliśmy się pod fontanną i przy okazji natrafiliśmy na koncert i imprezę promującą kraje rozwijające się. Można było skosztować egzotycznej kuchni lub kupić afrykańskie rękodzieło. Poczułam się jak u siebie...w Polsce, swego czasu, organizowałam takie eventy... Pracę zostawiłam, ale sentyment pozostał ;) dlatego z ciekawością podglądałam, jak to wygląda tutaj.

Efekt "WOW"
Efekt "WOW" wzbudził we mnie budynek Musée Lorrain, w którym znajduje się muzeum historyczne, poświęcone regionowi Lotaryngii. Fasada jest piękna i bardzo ozdobna, ale ten dach, okienka na poddaszu i pastelowo-złote wykończenia, które biły po oczach w słońcu... Aaaa... Piękne to było! Zwróćcie uwagę na każdy szczegół!





W Nancy upolowałam też kilka pięknych okazów zegarowych, o których już tu dawno nie było...







A potem Muszkieter stwierdził, że chyba jeszcze nie czas wracać do domu i tak skończyliśmy wycieczkę pod katedrą Notre-Dame w Reims... Na szczęście zwiedzanie jest możliwe do 19-tej... :)





A tam TAKIE CUDO!!!


O tej jednej z największych i najpiękniejszych katedr gotyckich we Francji można by mówić wiele. O jej niezwykłości stanowi sam fakt, że odbyły się tu prawie wszystkie koronacje francuskich  królów.

No i na koniec smaczek. Reims to stolica szampana. Ale na zwiedzanie Muzeum Winnicy w latarni  Verzenay wybierzemy się następnym razem...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz