niedziela, 23 kwietnia 2017

Nie pucuję okien! Czyli Wielkanoc na emigracji.

Przed ...

Wielki Czwartek. Nie pucuję okien, nie latam ze ścierką ani z odkurzaczem. Nawet jajka kupię dopiero jutro. Nie czekam na samolot ani na gości. Póki co siedzę. Robię sobie pauzę. Taką przedświąteczną. Wielkanoc spędzamy we Francji.


Tak, Wielkanoc w tym roku we Francji. Tak jak i w poprzednim, roku. I w poprzednim... I gdyby chodziło o Wigilię, to pewnie wylewałabym dziś gorzkie żale, że co to za Święta, że gdzie barszcz, gdzie maminy sernik... I że w ogóle tragedia tu świętować te Święta, które trwają we Francji zaledwie jeden dzień. Ale nie. Nie w Wielkanoc. Nie będzie gorzkich żali, a jeśli już to w Kościele. A mogłyby być. Wielka rodzinna uroczystość się szykuje w tę Wielkanoc, ponieważ nasza kochana Babcia kończy 90 lat... Żal mi i przykro, że mnie nie będzie. Ale powoli, podkreślam bardzo powoli, przyzwyczajam się, że to już tak będzie. Że będą mnie omijać te wszystkie urodziny, imieniny, Dni Matki, chrzty i rocznice. Że nie da się być i tu i tam. Że trzeba wybierać. Tym razem mam w sobie spokój, bo kilka tygodni temu poleciałam do Polski. Z wielkimi bukietami kwiatów do jednej i drugiej Babci. Z życzeniami i gorącymi uściskami. Dzięki temu jest łatwiej, choć przyznaję gdzieś tam czuję uścisk w gardle, gdy kuzynki z Polski piszą, że wyruszają do rodzinnych domów... Myślę sobie, czym jest te ich 300 km??? A kiedyś trasa Kraków-Toruń wydawała mi się wyprawą...

Emigracja uczy mnie, by skupiać się na tym, co tu i teraz. Na tym, co możliwe w danej chwili. Nie na tym, z czego trzeba zrezygnować, ale na szansach i możliwościach, jakie daje nam życie tutaj. Ci którzy mnie tu dłużej czytają wiedzą, że kłócę się strasznie z emigracją. Że często tupię nóżkami, często jej nie lubię, że ochy i achy minęły, że czepiam się jej co chwilę... Na szczęście jest obok Muszkieter, który potrafi postawić mnie do pionu. Powiedzieć, ale spójrz...przecież do nie do końca jest tak... Potrafi tłumaczyć cierpliwie i argumentować sensownie. Nie emocjonalnie, ale sensownie, rzeczowo. Potrafi powiedzieć leć do Polski, bo widzę, że tego potrzebujesz... A przecież też jest emigrantem, tak samo jak ja. I od jakiegoś czasu coraz mniej takich dyskusji. Coraz mniej mojego tupania nóżką. Obserwuję. Godzę się. Cieszę się z tego, co jest.

A jest Wielkanoc. Trzy wolne dni w perspektywie. Okazja, by pobyć razem, by odpocząć, wyspać się, pójść na spacer. Ale nie tylko. Pomalujemy jajka, bo w tym roku udało mi się nawet kupić barwniki. Upiekę babkę cytrynową. Jutro pójdziemy ze święconką, bo w pobliskiej parafii jest polski ksiądz... Może nawet okna umyję. A może nie. Nie będziemy się śpieszyć. Nie będziemy ganiać z odkurzaczem. Nie będzie niepotrzebnego stresu i pośpiechu. Żadnego przymusu. Żadnego "bo tak trzeba" czy "bo tak wszyscy robią"... I nie, nie będziemy sami. Mamy to szczęście, że Święta spędzimy z kuzynką i kuzynem Muszkietera, którzy też mieszkają we Francji. To wielkie szczęście. Cieszę się na ten wspólny czas. Na wspólne jedzenie żurku i sernika. Na wspólny aperitif jeszcze przed południem. Będzie dobrze. Wspaniałych Świąt Kochani!

Tydzień po Świętach...

Wyszedł zakalec. Mistrzowski nawet powiedziałabym. I nie tych ośmiu jaj mi żal, o nie. Czasu i nerwów mi żal. Nie tak miało być.

Niespiesznie miało być. A jednak ganiałam do ostatniej chwili, sałatki kroiłam i jaja faszerowałam do nocy... Spóźniona dotarłam na poświęcenie jajek...I paznokcie na stojąco malowałam...

Ale nic to. Święta się odbyły. Zgodnie z planem i bez względu na zakalec. Było smacznie i wesoło przy stole. Nie byliśmy sami. To liczyło się najbardziej. Ale były też niepokojące wieści z Polski. Nagła śmierć cioci, pogorszenie stanu zdrowia innego członka rodziny. Myślami odpływałam do rodzinnego stołu, przy którym w tym samym czasie Babcia świętowała 90-te urodziny. Tęskniłam. To takie dziwne uczucie. To serce już na zawsze rozdarte na pół. Ale nie da się być w dwóch miejscach na raz. Nie można mieć wszystkiego. I przecież to normalne, że tęsknię. Ludzkie. Moje. Nie można mieć wszystkiego, ale można, a nawet trzeba sobie to uświadamiać. I powtarzać. Takie jest życie. Po prostu takie jest życie. I cieszyć się nim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz