środa, 8 marca 2017

Zrobię sobie Dzień Kobiet. Na emigracji

Nieważne gdzie. Ważne jak i że w ogóle jest taki Dzień. Dzień Kobiet. Dla Francuzek 8 marca to dzień jak co dzień. Nie ma rajstop, nie ma goździków ani nawet życzeń i małego pudełeczka czekoladek. Dlatego dziś w sposób szczególny cieszę się, że jestem Polką. I że narzeczonego Polaka mam. Zwolniona z garów dzisiaj jestem i to już jest odświętny fakt ;) Ale ja nie o tym dziś...

Popłakałam się dziś rano. Nagle, ni stąd ni zowąd. I właściwie nie wiem, co mnie bardziej poruszyło: sytuacja, która doprowadziła mnie do łez, czy sam fakt, że się poryczałam. 


Odprowadziłam rano małego Jules'a do żłobka. Jak co dzień o 8.30. I nagle bum. Stał taki mały, bezradny za szklaną szybą drzwi przedszkolnych i płakał. Patrzył na mnie tymi wielkimi brązowymi oczami to z nadzieją, to z wyrzutem, a ostatecznie smutkiem, bo wiedział, że za chwilę odejdę. Wybiegłam stamtąd co sił w nogach. Serce mi łomotało. Łzy mi popłynęły. Co jest?! - pytam samą siebie. Przecież to nie moje dziecko. Zero pokrewieństwa nawet! Co jest do cholery??! Przecież nic się mu złego nie dzieje. Przecież znam ten rytuał. Dzień po dniu, poranek po poranku, i tak od pół roku. Co jest???! - krzyczę w myślach sama do siebie, biegnąc na pociąg. 

Nic nie jest. Kobietą jesteś - odpowiedziałam sobie w duchu, siedząc już na stacji skąpanej w deszczu. Kobietą jesteś i to normalne. Empatyczną. Czułą. Wrażliwą. Nieobojętną na łzy uroczego, bezbronnego dziecka, które w tamtej chwili miało tylko Ciebie. Które rano zdane jest tylko na Ciebie, na Twój humor, na Twoją troskę i chęć bądź jej brak na zaangażowanie w to bycie razem, w zabawę, w karmienie, w przewijanie, czesanie i mycie. Mamą mu jesteś.

Tak. Kobietą jestem. A dziś jest Święto Kobiecości. Nie dzień walk o to czy o tamto. Nie dzień oczekiwań czy goździk, czy tulipan. Nie dzień pytań, czy zadzwoni, czy zapomni. Czy znowu hiacynt w doniczce i pizza na kolację. Nic z tych rzeczy. I nieważne gdzie czy w Polsce, czy na emigracji, czy w pracy czy w delegacji. 


Po epizodzie w żłobku, siedząc w pociągu myślałam o wszystkich ważnych kobietach mojego życia. O Mamie, o mojej Chrzestnej, o moich Babciach, ciociach, przyjaciółkach, przyszłych szwagierkach, autorytetach... O tym, jakie te wszystkie kobiety są piękne, mądre i wartościowe. Jaki każda z nich ma urok, swój wewnętrzny blask i wspaniałe cechy. O tym, ile przeszły, jak dają radę i jak każda z nich jest inna, a jednocześnie wyjątkowa. Córki, matki, babcie, siostry, szwagierki... Wspaniałe żony, kucharki, organizatorki, księgowe, ambitne nauczycielki, błyskotliwe pracownice, otwarte sąsiadki. To są tylko role. Pod ich płaszczem jest kobiecość. Jest piękno. Wyjątkowość.

I dziś jest taki dzień, kiedy każda z nas powinna sama sobie zrobić Święto. Sama usiąść i pomyśleć. O sobie. O tym, że jest taka, jaka być powinna. Kompletna. Już teraz. W tym momencie. Że ma ładne włosy i seksowny pieprzyk przy pępku. Że ma wyczucie gustu i poczucie humoru. Że czasami ogarnia, a czasami nie ogarnia rzeczywistości i to jest normalne. Że robi świetną lasagne i potrafi godzinami składać z dziećmi origami. Że wygląda świetnie w tych nowych okularach. Że zna trzy języki i wie, jak w domu zrobić sobie hybrydy. Że jest rewelacyjnym kierowcą i ma dar przekonywania. Że potrafi uszyć sama śpioszki dla swojego maluszka i pocieszyć przyjaciółkę w potrzebie. Że zawsze pamięta o urodzinach bliskich i jest nie do pokonania w warcaby. Że ma dar do organizacji imprez i jest mistrzynią spontanicznych wypadów. Że jest wrażliwą nianią... Że...

Że jest wspaniałą i wyjątkową. Jedyną taką. Kobietą.

Wszystkiego dobrego Cudowne Kobiety!!!


1 komentarz:

  1. Wszystkiego najlepszego! Tak jesteśmy wyjątkowe :) każda na swój sposób!

    OdpowiedzUsuń