piątek, 29 kwietnia 2016

Przystanek Rouen

To nie było moje pierwsze spotkanie z Normandią, ale pierwszy raz, kiedy mnie tak naprawdę zaskoczyła i zachwyciła. W samym Rouen byliśmy dokładnie 1h i 40 min. Ale jak dodać do tego 1,5h  drogi w tę i 1,5h z powrotem to mamy już wycieczkę na jedno popołudnie. W związku w tym, że pracuję w systemie weekendowym, doszliśmy z Muszkieterem do perfekcji w wykradaniu czasu na spontaniczne, a właściwie wariackie wypady poza Paryż, które uwielbiamy i które pozwalają nam się zresetować. Trzeba sobie radzić ;) Francja jest zbyt wielka i zbyt ciekawa, byśmy mogli usiedzieć w miejscu. Wypad okazał się niesamowity, jak żaden inny, i narobił nam apetytu na zdecydowanie więcej. W wakacje na pewno tam wrócimy!

Być może niecałe dwie godziny jak na wycieczkę to mało, ale myślę, że jak na taki sprint czasowy - to zobaczyliśmy sporo. Przywieźliśmy też mnóstwo zdjęć, bo nie potrafiłam się odkleić od aparatu. Tym razem będzie to więc bardziej fotorelacja niż artykuł, ale może to i lepiej: pozostawiam Wam w ten sposób szansę na odkrywanie tego pięknego miasta po swojemu. 

Oto DZIESIĘĆ POWODÓW, DLA KTÓRYCH WARTO POJECHAĆ DO ROUEN 



Po pierwsze: położenie. Wjeżdżacie do miasta lecąc z górki serpentynową drogą. Miasto otoczone wzgórzami przegląda się w Sekwanie, która wije się bez końca daleko na horyzoncie. Rouen jest wielkim portem morsko-rzecznym oraz sporą aglomeracją, o czym może świadczyć choćby możliwość przemieszczania się metrem. Widok niezapomniany.

  
Po drugie: historia. Nie powiem, żebym ją zgłębiła (ale wszystko przede mną), bo to niemożliwe przy takim spontanicznym wyjeździe, ale dzięki wskazówkom jednego z napotkanych mieszkańców odkryliśmy w centrum miejsca upamiętniające niezwykle ważne wydarzenia. To w Rouen Joanna d'Arc była więziona, a potem została spalona. Obecnie stoi tam kościół św. Joanny d'Arc. Trochę dalej znajduje się wieża, gdzie najsłynniejsza w historii francuskiej bohaterka był więziona przez Anglików. Spotkacie tu też Napoleona -  jego pomnik stoi na placu przed urzędem miasta.



Po trzecie: kościoły i katedra. Ale najpierw opactwo Saint-Ouen, które jako pierwsze nas powitało i zachwyciło. Prawdziwy gotycki majstersztyk. Obejść ten ogromny budynek to już nie lada wyzwanie. Ja napatrzeć się nie mogłam i dowierzać trudno, że budynek jest, mówiąc wprost, w rozpadającym się stanie, o czym informują tabliczki przestrzegające przed spadającymi elementami. Mury pokryte w wielu miejscach mchem... O katedrze Notre Dame w Rouen wystarczy powiedzieć, że była inspiracją dla samego Moneta, który popełnił dzięki niej serię 20 obrazów. Inne kościoły wyłaniające się zza rogu ulic to również prawdziwa uczta dla oka.






Po czwarte, a może po pierwsze: architektura szachulcowa i zabudowa miasta, jego klimat, wąski uliczki, urocze zaułki i budynki typu colombages, które uwielbiam! Nowoczesne butiki wplecione w mury pamiętające odległe czasy. Zachowana spójność stylu i dawny klimat chatek "na kurzej łapce". Piękne!



















Po piąte: zieleń. Dużo zieleni. Powciskanej pomiędzy domy, na placach, parkingach, tzw. ścieżka zdrowia, gdzie mali i duzi gimnastykują się w niedzielne popołudnie, grają w uwielbiany przez Francuzów petong, a wreszcie zielona trawka, zakochani i młodzież piknikująca w pierwszych promieniach wiosennego słońca.



Po szóste: piękny i zachwycający ogromny zegar na rue du Gros Horloge, górujący na renesansowej bramie nad deptakiem. 




Po siódme: mewy. Jest ich mnóstwo, a ich skrzecząca obecność przypomina o tym, jak blisko jest tu do morza...

Po ósme: antykwariaty i butiki, obok których nie da się przejść obojętnie. I McDonalds w wersji średniowiecznej...





Po dziewiąte: najstarsza oberża we Francji z XIV wieku, znajdująca się na placu przylegającym do kościoła Joanny d'Arc. Nietypowy i bardzo ciekawy budynek z imponującą historią. Następnym razem biesiada tamże obowiązkowa!




Po dziesiąte: pewnie wiele innych powodów, których jeszcze nie znam, a o których mam nadzieję się przekonać już w nadchodzące wakacje ;)




Jak na niecałe dwie godziny spędzone w Rouen myślę, że dziesięć powodów to całkiem sporo. 
Da się? ;) Kto był - ręka w górę i czekam na Wasze refleksje! Kto tam mieszka, tym bardziej dajcie głos. Chętnie się dowiem, jak wygląda życie poza Paryżem na co dzień, albo co też przeoczyłam w Rouen i koniecznie muszę nadrobić? :)



3 komentarze:

  1. Ależ pięknie! Marzę o odwiedzeniu Normandii, a Twój wpis jeszcze bardziej utwierdził mnie w przekonaniu, że po prostu musimy tam pojechać :)Pozdrowienia z deszczowego Dijon!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No koniecznie Kochana! :) Ja już nie mogę się doczekać wakacji!Pozdrawiam Cię serdecznie i taka ciekawa jestem, co tam u Ciebie teraz?! :)

      Usuń
  2. Rouen jest cudne,jak cała Normandia,zgadzam się z każdym słowem. A jeśli do tego dodać piękne żaglowce na Sekwanie(armada), bliskość morza i Paryża, to już jesteśmy w raju. B.

    OdpowiedzUsuń