środa, 23 marca 2016

Przystanek Bergamo

Kocham Francję między innymi za to, że blisko stąd do Włoch. We wpisie o walentynkowej odsłonie Bergamo zdradziłam już swój sekret miłości do Italii. Tak, kiedyś ten kraj wydawał mi się jedyną miejscówką za granicą, w której mogłabym osiąść na stałe. Życie jednak lubi płatać figle i rzuciło mnie do Francji. Jakby nie było - blisko Włoch, więc nie mogłabym nie korzystać z tego przywileju. Kiedy ujrzałam bilety lotnicze do Bergamo za 19 euro, aż we mnie wszystko podskoczyło. Nie mogło być inaczej - skorzystaliśmy i pojechaliśmy!

Widok z okna hotelu

Z porad praktycznych: z Paryża do Bergamo jest zaskakująco dużo lotów w ciągu dnia i ceny są bardzo przystępne, zwłaszcza jeśli startujecie z lotniska Beauvais. Nie wiem, czy Wiecie, ale na wspomnianym lotnisku funkcjonuje parking, na którym pozostawienie auta, np. na weekend, dużo bardziej się opłaca niż dojazd autobusem z Porte Maillot. Przykładowo, za taki kurs autobusem zapłacicie w obie strony ok. 35€ (za dwie osoby to już 70€) plus bilet na metro/RER itp. Oplata za parking za 3 dni wyniosła 18€. Przy tym: jaka wygoda i komfort! Musicie jednak pamiętać, żeby wcześniej zarezerwować miejsce przez Internet.






O uroku Bergamo decyduje przede wszystkim jego fantastyczne położenie. Stare miasto (Citta Alta) leży na wzgórzu, z którego rozpościera się fantastyczny widok na dolną część miasta oraz zapierające dech w piersiach Alpy. Po Bergamo chodzi się niemalże jak po górach - pełno tu wzniesień, krętych uliczek, po których można się wspinać i błąkać całymi dniami. A ja takie błąkanie właśnie uwielbiam - najlepiej bez planu i mapy. Odradzam także korzystanie z autobusów. Stracicie w ten sposób magię odkrywania miejsc z duszą, a przede wszystkim możliwość podziwiania z bliska przepięknych włoskich domów i willi, którymi usłana jest główna droga prowadząca do starego miasta. Ja byłam nimi zachwycona. Na wzgórze można wjechać specjalną, zabytkową kolejką Funicolar, która jest jedną z tamtejszych atrakcji. Nas niestety ominęła ta przyjemność, ponieważ kolejka była w lutym nieczynna, z powodu modernizacji.

















 
Stare miasto pulsuje swoją historią i skrada serce swoim średniowiecznym urokiem. Naszym "ochom i achom" nie było końca, kiedy za kolejnym rogiem odkrywaliśmy nowe romantyczne zaułki, półcienie, schodki, werandy. Kolejne urocze sklepiki z pamiątkami, kawiarnie z najlepszym na świecie espresso, cukiernie z obłędną ilością ciast i ciasteczek pretendujących do dzieł sztuki oraz wielopokoleniowe restauracje z rodzinnymi pamiątkami na ścianach.








Błąkając się po starym mieście, zwłaszcza w bocznych uliczkach, warto też spoglądać w górę i przyjrzeć się lepiej architekturze i niebanalnym rozwiązaniom budowlano-logistycznym. Ja z moją fascynacją do okien i kolorowych okiennic oraz ukwieconych parapetów miałam tu co robić. Miasto urzeka tym, że wystarczy zejść z głównej ulicy, najbardziej uczęszczanej przez turystów, by znaleźć się w zacisznym miejscu z pięknym widokiem na Alpy lub nową część miasta albo odkryć kolejny plac, zabytek czy dom udekorowany z włoską fantazją.

 










Najważniejsze obiekty do zwiedzenia znajdują się przy placu Piazza Vecchia. To tutaj znajduje się Palazzo della Ragione zaliczany do najstarszych publicznych pałaców we Włoszech oraz Palazzo Nuovo, w którym siedzibę ma jedna z najważniejszych włoskich bibliotek historycznych – Angelo Mai. Przy placu znajdują się również kaplica Capella Colleoni, katedra św. Aleksandra, Wieża Miejska z XI-XII wieku (punkt widokowy) oraz Bazylika Santa Maria Maggiore. Ta ostatnia z pewnością Was zaskoczy swoim niesamowitym, pięknym wnętrzem, a przede wszystkim sklepieniem, które jest prawdziwym dziełem sztuki. W katedrze z kolei mieliśmy okazję uczestniczyć w uroczystej Mszy św., sprawowanej przez samego kardynała. Oprawa liturgiczna mszy, śpiew chóru, fantastyczna akustyka i ciepło katedry sowicie ogrzewanej (na zewnątrz było bardzo zimno tego wieczoru) były dla mnie jak balsam dla duszy, po tych wszystkich mszach św. we francuskim wydaniu, które pozostawiają sobie niestety wiele do życzenia...
















Jeśli jesteśmy już przy Piazza Vecchia, to warto obejrzeć ciekawą wystawę zdjęć i pamiątek, obrazujących miasto podczas I wojny światowej. Zbiory zawierają wiele dokumentów i fotografii należących do prywatnych pamiątek mieszkańców Bergamo. Wystawa znajduje się w muzeum przy ratuszu, a wstęp jest bezpłatny.



Polecam także wizytę w bardzo klimatycznej kawiarni "Caffe del Tasso", której tradycje rodzinne sięgają XV wieku. Prawdziwa uczta dla podniebienia i ducha.




Jeśli już przy podniebieniu jesteśmy, to czas na temat rzekę, czyli kuchnię włoską. Specjalnością Bergamo jest polenta w odsłonie słodkiej i słonej. Ta pierwsza Polenta e Osei to biszkopt, krem czekoladowy, masło i orzechy laskowe z dodatkiem rumu. Ale to nie koniec - na wierzchu tego deseru jest jeszcze marcepan posypany cukrem, a jakby słodkości było mało, dekorację stanowi czekoladowy ptaszek. Uwaga: to jest naprawdę SŁODKIE, weźcie to więc pod uwagę decydując się na rozmiar tego smakołyku. Całość wygląda jak żółta kopa siana, na której urzęduje ptaszek :)




Przyznaję, że wersji słonej polenty nie próbowałam. Jest to potrawa z mąki lub kaszy kukurydzianej z dodatkiem sera i sosu. Próbowałam za to oczywiście pizzy w restauracji "Damimmo", która podobno serwuje najlepszą w całym Bergamo. Spotkała mnie tam też pewna ciekawa sytuacja, a mianowicie grzane wino, które otrzymałam w postaci torebki do złudzenia przypominającej herbatę oraz dzbanuszka z gorącą wodą... Smakowało jak wino, ale do dziś nie jestem pewna, czy winem było ;) Oczywiście było przepysznie i jak zwykle z klimatem - w restauracji przywitała nas para sędziwych właścicieli lokalu, który może się również poszczycić wieloletnią tradycją.









I jak tu nie kochać tych Włochów? ;)

1 komentarz:

  1. hah! Z tym winem grzanym to naprawdę ciekawostka! Ja z mojej włoskiej wycieczki pamiętam Limoncello :) Dobrze zrobione jest przepyszne :)
    pannamarzanna

    OdpowiedzUsuń