piątek, 11 marca 2016

Jeden dzień z życia emigrantki

Źle spałam. Obudziłam się z tym okropnym skurczem żołądka. Z tym, na który nie ma żadnego sposobu, a który potrafi sparaliżować. Wczoraj dowiedziałam się, że Babcia poważnie zachorowała. Że leży słaba i z gorączką. A przecież w jej wieku to i zwykły katar stanowi zagrożenie. Tydzień temu wysłałam jej kartkę i kilka zdjęć z Bergamo... Babcia uwielbia zdjęcia. A ja codziennie szukam sposobu, jak oszukać tę emigrację, te cholerne tysiąc pięćset kilometrów. Szukam sposobu, jak być bliżej, pomimo... I wysyłam te kartki, słowa czułe, uśmiechy, buźki i zdjęcia... I siedząc na emigracji wyobrażam sobie tę scenę, jak Babcia z radością otwiera paczuszkę. A potem dzwonię i dowiaduję się, że Babcia nie odebrała przesyłki od listonosza, bo była za słaba...




Moja kochana Babcia leży chora. Ta, której tyle zawdzięczam. Która życie poświęciła swoim dzieciom i wnukom. Dla której rodzina zawsze i tylko była najważniejsza. Która całą swoją miłość, energię, zaangażowanie i czas życia poświęciła, a raczej ofiarowała rodzinie. Piszę "ofiarowała", bo nigdy, ale to przenigdy nie usłyszałam cienia skargi w jej głosie, że mogłaby żyć inaczej... Że mogłaby szkołę dokończyć, że mogłaby gdzieś pojechać, z domu czasem się wyrwać... Uśmiałaby się z pewnością, gdybym jej którąś z tych rzeczy zasugerowała. Bo nie znam drugiej takiej osoby na świecie, dla której system wartości jest tak oczywisty i niezmienny przez całe życie - jeden, jedyny, bezwzględny, i niepodważalny, na którego początku jest ZAWSZE rodzina... I tylko mogę próbować sobie wyobrazić, jak niezrozumiałe muszą być dla niej moje wybory, moja emigracja, oddalenie od rodziny... Jak ciężko jej z tym jest i jakim smutkiem kładzie się się to na jej sercu... Widziałam ten smutek wiele razy przez ostatnie lata... I z nikim pożegnania nie były tak trudne jak z nią... Jeszcze jeden uśmiech, jeszcze jedno spojrzenie, jeszcze jedno przytulenie mocne... I moje łzy i szloch zaraz po zamknięciu drzwi jej domu... Tylko ci, którzy wiedzą, czym są pożegnania bez "do zobaczenia wkrótce", rozumieją o czym mówię...

Moja kochana Babcia jest chora. A ja milion myśli mam. Bo przecież rodzina powinna być blisko... Powinna być w kupie i się razem trzymać. Tak zawsze mówi Babcia. I co ja teraz mogę? No co? Cóż ja mogę, siedząc przy emigracyjnym stole i szlochając z tęsknoty i strachu? A przed wyjazdem taka mądra byłam, na wszystko odpowiedź miałam... Bo przecież samoloty latają kilka razy na dzień. Bo przecież Francja to nie Afryka. Bo przecież telefony, internety, Skype... Cóż za naiwność... Co mi dziś po telefonie i internetach, kiedy Babcia leży, co mi po samolotach, jak urlopu w życiu nie dostanę... I nie zrobię tak wielu rzeczy, które chciałabym teraz zrobić i które mogłabym dziś zrobić - będąc w Polsce. Nie wsiądę w pociąg po pracy, by się z nią zobaczyć, by ją uścisnąć, jej ulubione banany przywieźć. Nie poprawię jej poduszki pod głową, nie podam gorącej herbaty, nie wesprę słowem, że musi się trzymać i walczyć z chorobą dzielnie, że Wielkanoc i wiosna tuż tuż... Nie mogę zrobić NIC. Mogę sobie, co najwyżej, usiąść przy emigracyjnym stole i popłakać. A potem lecieć na lekcję francuskiego. Potem do pracy. Potem zadzwonić do mamy i zapytać, jak z Babcią. Potem na rendez-vous do banku. Potem na pocztę wysłać do Polski kolejną kartkę urodzinową. Potem zadzwonić do cioci i zapytać, jak z Babcią. Potem wrócić do domu. Zrobić i zjeść obiad. Spoglądać nerwowo na telefon i komunikatory. Potem odrobić zadania z francuskiego i lecieć na kolejny kurs... I wrócić o 22. i zadzwonić do mamy, by zapytać, jak z Babcią. I usiąść przy emigracyjnym stole. I zapłakać. 

Nie ma w życiu na emigracji nic bardziej trudnego do udźwignięcia, niż tęsknota i lęk o bliskich, którzy są tak daleko... Dziś za daleko...

3 komentarze:

  1. Na pewne strony życia nie ma środka zaradczego. Myślę jednak, że Twoja wspaniała relacja z babcią i miłość do niej to najlepsze, co możesz jej ofiarować. Życzę, aby było lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz i dobre słowo... Chciałabym już moc powiedzieć, że jest dobrze, ale zaczekam aż wszystko na sto procent się unormuje. To prawda, że są sytuacje, w których jesteśmy bezradni. Ja uczę się cpdziennie akceptować fakt, że nie da się być w dwóch miejscach naraz.

      Usuń
  2. Zdrowia dla babci! Sama ściskam za każdym razem swoich dziadków na pożegnanie z dużym bólem serca :(
    pannaM

    OdpowiedzUsuń