środa, 10 lutego 2016

Przeprowadzka we Francji

To zabawne. Moja przeprowadzka z Polski do Francji, w porównaniu do ostatniej przeprowadzki w tym kraju, mówiąc kolokwialnie - to był pikuś. Wprawdzie mowa tu o przeprowadzce do innego kraju, podróży autem 1600 km itd., nie wspominając o obciążeniu psychicznym z tą nową sytuacją związanym, ale dziś postrzegam tamtą przeprowadzkę jako coś bardzo prostego, z punktu widzenia organizacyjnego i formalnego.

Bo ostatnia przeprowadzka we Francji, związana z koniecznością poszukiwania większego mieszkania w tej samej okolicy i w przyzwoitej cenie, to już była zupełnie inna bajka. Mówiąc szczerze, dziś się cieszę, że wtedy, na początku tych poszukiwań, nie wiedziałam jeszcze, co mnie czeka.


Poszukiwania mieszkania a francuskie agencje nieruchomości
Na początku poszukiwań trzeba sobie zadać podstawowe pytanie: czy decydujemy się na współpracę z agencją nieruchomości (których we Francji jest mnóstwo) czy też szukamy mieszkania na własną rękę. Przy czym zaznaczam od razu, że za taką usługę trzeba słono zapłacić. To, co jednak wzbudziło moje największe zadziwienie to fakt, że agencja może odmówić współpracy ze znanych tylko sobie powodów. Na etapie rozeznawania się w sytuacji mieliśmy okazję skontaktować się z kilkoma agencjami i odwiedzić dwie z nich i wszystkie te doświadczenia zniechęciły nas do tego stopnia, że zdecydowaliśmy się szukać na własną rękę. Po pierwsze agencja nie zacznie z Tobą rozmowy, dopóki nie dostarczysz im kompletnego stosu dokumentów - kluczowe to dochody (twoja pensja musi wynosić trzykrotność kwoty miesięcznego czynszu), umowa o pracę (wymagany kontrakt CDI, czyli umowa na czas nieokreślony, moja umowa na czas określony nie była w ogóle brana pod uwagę) oraz rozliczenie podatkowe (na którego korektę akurat czekaliśmy). W jednej z agencji zostaliśmy także niezbyt mile potraktowani, gdy okazało się, że oboje jesteśmy Polakami... 

Szczerze mówiąc do dziś nie wiem i nigdy się już nie dowiem, czy gdyby nie łut szczęścia, jaki się nam przytrafił, to znaleźlibyśmy sami mieszkanie i to wymarzone. Przeglądaliśmy codziennie oferty w Internecie, zapisaliśmy się na newslettery agencji nieruchomości z naszej okolicy, a także uruchomiliśmy swoją niewielką jeszcze sieć kontaktów, czyli pytaliśmy znajomych z pracy. Z tych poszukiwań wyniosłam jedną ważną lekcję - warto być miłym, grzecznym i życzliwym sąsiadem, a przynajmniej za takiego uchodzić ;) O tym, że zwalnia się mieszkanie w tej samej rezydencji, dała nam znać pani doglądająca i sprzątająca posesję, z którą często ucinaliśmy sobie codzienne pogawędki i która najwidoczniej nas bardzo polubiła ;) To ona pomogła nam skontaktować się z właścicielem, dała nam świetną rekomendację, dzięki której właściciel, notabene niesamowicie sympatyczny i życzliwy Francuz, od razu po pierwszym spotkaniu zdecydował się wynająć je nam i to bez pośrednictwa agencji. Trzy tygodnie później, razem z nim i jego żoną, piliśmy szampana w naszych nowych czterech ścianach.


Przeprowadzka i ATTESTATION TITULAIRE DE CONTRAT EDF
Ale te trzy tygodnie nie były łatwe i tu już przechodzę do innych formalności związanych z przeprowadzką. Podpisując kontrakt (contrat de location) stwierdzający, że stajesz się najemcą danego lokalu, tym samym stajesz się właścicielem ważnego dokumentu, który bardzo ułatwia życie we Francji. Zaświadczenie o miejscu zamieszkania (certificat d'hébergement) jest bowiem potrzebne i niezbędne przy załatwianiu wielu formalności. Jednakowoż nieco później okazało się, że dopiero posiadając rachunek za prąd (EDF) na własne nazwisko - wtedy możesz "wszystko". Dlatego radzę Wam niezwłocznie zadbać o ten dokument. Jak to zrobić? Załatwia się to telefonicznie, ale... no właśnie tu kilka rad. Bądźcie cierpliwi, bo dodzwonić się do serwisu klienta EDF nie jest łatwo, ale nie ma innego sposobu niż próbować do skutku. Po drugie, niestety, jak się przekonaliśmy, osoby pracujące na infolinii nie zawsze są doinformowane - mieliśmy okazję rozmawiać tam z trzema osobami i każda z nich mówiła co innego. Nie dajcie się zwieść ani zbyć, bo dokument, o który nam chodzi, czyli ATTESTATION TITULAIRE DE CONTRAT można dostać od ręki, za pomocą e-mail (w formie pdf). Trzeba podać dane byłego najemcy i swoje dane personalne. Kiedy dostaniecie już ten dokument na mejla, radzę Wam nie rozłączać się, tylko dokładnie go sprawdzić, tzn. czy nie ma np. błędu w nazwisku (jak to miało miejsce w moim przypadku), bo będziecie zmuszeni po raz kolejny dzwonić tam i przechodzić całą procedurę od nowa (my mieliśmy trzy takie podejścia, co oznacza przynajmniej jedno popołudnie spędzone na telefonie). 

Przeprowadzka a zmiana RIB
Dopiero z tym dokumentem z EDF-u możecie udać się do banku, by zmienić dane w RIB (kompletny numer konta bankowego, czyli numer plus adres), który będzie Wam niezbędny, np. do tego, by kupić jakieś wyposażenie na raty. Ja udałam się do banku z samą umową wynajmu i cóż się ukazało? Że kontrakt pomiędzy nami i właścicielem mieszkania nie jest dostatecznie wiarygodny, co innego jeśli umowę sporządziłaby agencja nieruchomości... No cóż, po raz kolejny okazuje się, że agencje rządzą w tym kraju, skoro ich słowo jest ważniejsze niż właściciela mieszkania! Dla mnie to kompletny absurd! Dowiedziałam się także, że niezbędny jest właśnie rachunek za prąd na moje nazwisko. Pytam panią, skąd mam go mieć, skoro dopiero się wprowadzam i nie zużyłam ni grama energii, a RIB potrzebuję chociażby do tego, by kupić sprzęty niezbędne do życia. Ostatecznie pani zgodziła się, żebym załatwiła ATTESTATION, dokument informujący o zmianie użytkownika prądu, i podesłała go mejlem, a w odpowiedzi, także na mejla, otrzymam zmieniony RIB. Na zmianę czekałam dwa dni, a w sytuacji, gdy nie ma się, ani na czym gotować, ani w czym przechowywać żywności czy prać, dwa dni to wieczność.

Kupić na raty i nie zwariować
Większość mieszkań pod wynajem we Francji to mieszkania nieumeblowane. My weszliśmy, mówiąc wprost, w cztery gołe ściany. Biorąc pod uwagę fakt, że nasz dotychczasowy dorobek francuski zamykał się w jednej małej komodzie, kilku talerzach i kieliszkach oraz kilkudziesięciu kubkach, przeprowadzka ta stanowiła dla nas spore wyzwanie, przede wszystkim jednak finansowe. Nie było takiej możliwości, byśmy kupili wszystkie najbardziej potrzebne sprzęty naraz, bo tak naprawdę potrzebowaliśmy wszystkiego. W takiej sytuacji sprawdza się tylko lista priorytetów, czyli z czym, a jednocześnie bez czego, da się przeżyć. Potem zaczyna się droga krzyżowo-zakupowa po centrach handlowych, których szczerze nienawidzę. Do dziś mam dreszcze na wspomnienie tamtego okresu i dni spędzonych w tych wielkich molochach, wysysających z ludzi energię i pieniądze. 

Przy którejś z pierwszych wizyt w jednym ze sklepów meblowych ucieszyliśmy się, że jest możliwość wzięcia sprzętu na raty nieoprocentowane i w sumie, jak na Francję, bez większych formalności. Z tą radością, podczas kolejnej wizyty, z zamiarem kupna kilku sprzętów i potrzebnymi dokumentami, udaliśmy się do pana z obsługi. Dokonaliśmy zamówienia, z którym to następnie mieliśmy się pojawić przy kasie. Zanim doszliśmy jednak do kasy, postanowiliśmy kupić jeszcze ławę, która była w promocji. W kasie okazało się, że zmianę w zamówieniu możemy dokonać tylko u pana, u którego je złożyliśmy. Wracamy więc do niego, przemierzając ponownie hektary hali sklepowej. Pan akurat zajęty, a jego kolega niestety też nie może tego zrobić, pomimo że siedzą przy tym samym stoisku. Czekamy cierpliwie. Po kilkunastu minutach przychodzi Pan, nanosi poprawki, idziemy szczęśliwi do kasy. Przy okienku kasowym siadamy z niemiłą już na wstępie panią, która zaczyna zadawać nam szereg pytań. Okazuję dowód osobisty, kopię RIB, mam przygotowane ostatnie trzy odcinki wypłat (fiche de paie), wyjmuję już kartę płatniczą, żeby sfinalizować transakcję, na co pada ostatnie pytanie: jaką ma pani umowę o pracę? Robię wielkie oczy, odpowiadam, wiedząc już, jakie konsekwencje mogą być tego pytania, że na czas określony, a następnie robię jeszcze większe oczy i robi mi się gorąco, kiedy pani odpowiada mi z ironicznym uśmieszkiem, że w takim razie ona nie może mi sprzedać tych sprzętów na raty, bo jednym z wymogów jest umowa na czas nieokreślony... To nieważne, że czas trwania mojej umowy o pracę wystarczyłby na spłatę tych rat, to nieważne, że pan, u którego robiliśmy zamówienie był niedoinformowany lub po prostu niekompetentny, to nieważne, że pani może powinna zacząć od tego pytania, które zadała jako ostatnie w całej procedurze, nieważne, że spędziliśmy w tym sklepie dwie dobre godziny... Można pytać, prosić, wściekać się... Na nic to... Jesteś we Francji, tu jest wiele takich absurdów, których nie zrozumiesz, a do których Francuzi są przyzwyczajeni... Jak się skończyła ta historia? Moją jeszcze większą nienawiścią do zakupów i bezgraniczną niechęcią do tego sklepu, którego progów już raczej nie przestąpię. Bo to nie był jeszcze koniec historii. Ostatecznie, tego dnia, kupiliśmy za gotówkę tylko lodówkę i ławę z promocji... A w ostatnim okienku obsługi dowiedzieliśmy się, że dostawa nie będzie za trzy dni, tak jak mówił pan, u którego dokonaliśmy zamówienia. Dostawa będzie możliwa dopiero po tygodniu...Cdn.

Ale, żeby nie skończyć tej historii tak pesymistycznie i żeby być w tym wszystkie jednak obiektywnym, z przyjemnością informuję Was, że są we Francji także sklepy, gdzie obsługa jest przemiła i kompetentna i gdzie nie potrzeba kontraktu na czas nieokreślony, żeby kupić coś na raty. Balsamem na moją wściekłą i zmęczoną przeprowadzką duszę był zakup łóżka w sklepie La Compagnie du Lit. Mieliśmy szczęście, bo sklep ten nie należy do najtańszych, ale akurat były przeceny i bez problemu dostaliśmy wybrane łóżko na raty. Wystarczył RIB, karta płatnicza i dowód tożsamości. Dostawa również przebiegła bez problemu, dlatego że panowie i pani z obsługi dołożyli wszelkich starań, by data i godzina odpowiadały zarówno nam, jak i dostawcom, co nie jest wcale takie oczywiste. Bo tu przechodzimy do kolejnego punktu, czyli usług we Francji, których jakość wprawia mnie często w niemałe zdumienie.


Dostawa sprzętów AGD/RTF oraz mebli
Otóż z całą pewnością zasada "klient nasz pan" nie funkcjonuje we Francji.  Powiedziałabym więcej: "dostawca/usługodawca/sprzedawca to tutaj nasz wielki pan". Dlatego nie zdziwcie się, jeśli kupując jakiś sprzęt lub meble okaże się, że to Wy musicie dostosować się do daty i godziny dostawy. Jedynym udogodnieniem w tej sytuacji może być fakt, że panowie zadzwonią do Was jakieś 15 minut przed przybyciem. Jak dla mnie nie miało to żadnego znaczenia, bo z pracy do domu wracam około godziny. A dostawy odbywają się według listy adresów, to znaczy: jeśli panowie z Twoją szafą wyruszają o 7 rano, a Twój dom jest w kolejności czwarty po drodze, to dostarczą Ci ją pomiędzy 8-10 albo później, kiedy akurat będziesz w pracy. Więc musisz wziąć wolne. Nie ma innej rady. Z takimi praktykami spotkaliśmy się w trzech sklepach: DARTY, BUT i LA COMPAGNIE DU LIT (choć tutaj dało się życzliwie dogadać). Nie wiem, jak jest w innych, ale przypuszczam, że podobnie. Poza tym, nie zdziwcie się również, jeśli dokonacie zakupu jakiegoś sprzętu, np. piekarnika w Darty, a następnie okaże się, że nie ma go w tym momencie na stanie w sklepie i że trzeba będzie poczekać tydzień na jego odbiór osobisty, ewentualnie krócej, jeśli z dostawą... Dlatego kupując cokolwiek pytajcie od razu o wszystko: o to kiedy można odebrać sprzęt lub kiedy jest możliwa dostawa i w jakich godzinach. Nam te sprawy bardzo mocno komplikowały organizację życia, które i tak było w przeprowadzkowym chaosie.

Ubezpieczenie sprzętów
To bardzo popularna praktyka we Francji. Kupujesz np. lodówkę i wykupujesz za dodatkowe 100€ ubezpieczenie. W razie usterki dostajesz nowy sprzęt, a pod Twój dom przyjeżdża firma i zabiera ten zepsuty. Sprzęt oczywiscie ma gwarancję, ale wówczas to Ty musisz go dostarczyć do serwisu lub zapłacić za jego odbiór. Nawet nie chcę wiedzieć, jak wówczas te wszystkie procedury przebiegają w praktyce...


Zmiana mieszkania a Internet
Tutaj również sprawy załatwia się przez telefon. Przynajmniej w przypadku operatora Orange. O razu Wam mówię, że nie ma po co wybierać się do salonu. Odprawią Was z numerem telefonu do centrali. Należy telefonicznie podać swoje dane oraz dane byłego najemcy mieszkania (użytkownika Internetu). My byliśmy w o tyle dobrej sytuacji, że to praktycznie ta sama rezydencja (budynek), więc na internet czekaliśmy nie dwa tygodnie (zależy od zony), tylko kilka dni.

Summa summarum
Przeprowadzka we Francji obnażyła w moich oczach wiele absurdów tego kraju, ale nie złamała mnie, o nie! :) Dziś upajam się cudownym widokiem z balkonu na zieloną okolicę i Sekwanę błyszczącą w słońcu. Mieszkam w miejscu, w którym uwielbiam mieszkać i w którym pragnęłam zostać. Oby na dłużej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz