piątek, 15 stycznia 2016

Przystanek Grudzień

Gdybym miała jednym słowem podsumować grudzień ubiegłego już roku, byłoby to oczekiwanie. Oczekiwanie pełne niepewności i pytań: czy dostaniemy urlopy? Gdzie i jak spędzimy Święta? Czy zdołamy naprawić auto, które jak na złość zepsuło się akurat w grudniu i czy po tej naprawie starczy nam środków na podróż do Polski? Z tymi pytaniami budziliśmy się i zasypialiśmy niemal każdego dnia miesiąca. Aż w końcu postanowiliśmy powziąć decyzję, że pojedziemy, bez względu na wszelkie okoliczności. Od tego momentu było już tylko lepiej. 



Niestety, nie dostaliśmy urlopów w wymarzonych przez nas terminach, ale od początku wiedzieliśmy też, że do popołudnia w Wigilię będziemy pracować, zatem zakładaliśmy, że spędzimy ten wieczór sami we Francji. Ja miałam pracować przez całe Święta, o czym pisałam Wam na blogu, ale potem nastąpiły prawdziwe świąteczne cuda i nie tylko nie musiałam pracować w Święta, ale też do Polski wyruszyliśmy dużo wcześniej, niż pierwotnie planowaliśmy.


Ostatecznie tę drugą Wigilię na emigracji nie spędziliśmy sami, ale z tutejszymi polskimi przyjaciółmi. Zgromadzili oni przy swoim gościnnym stole wszystkich znajomych, którzy z jakichś względów nie mogli pojechać na Święta do swoich rodzin w Polsce. Wigilia była bardzo uroczysta i smaczna - z barszczem, polskimi pierogami i uszkami, ale też z francuskim winem i foie gras. Były polskie kolędy i łamanie opłatkiem. Ogień trzaskał w kominku, a w nas płonęła radość, że po tych trudnych tygodniach niepewności nie jesteśmy w Wigilię sami, a już za chwilę wyruszymy do Polski, gdzie oczekują nas stęsknieni bliscy.



Grudzień to był też czas zachwytu świątecznymi dekoracjami Paryża i okolicznych miasteczek, które miałam możliwość odwiedzić, a także okazja do podglądania Francuzów i ich zwyczajów. Rozświetlone choinki w domach już od pierwszych dni grudnia (pierwszą odnotowałam już w listopadzie) jak zwykle wprawiały mnie w prawdziwe zdumienie. Tak samo jak i gest mojego szefa, który w Wigilię nie dzielił się z nami opłatkiem, tylko otworzył szampana. Szampana piłam także po raz pierwszy w życiu na okoliczność wieczerzy wigilijnej. Był doskonały i luksusowy, pochodził ze szlachetnej piwniczki naszych przyjaciół, więc żalić się nie zamierzam ;) Poza tym muszę się przyznać, że konieczność spędzenia Świąt we Francji zmusiła mnie do takich kuchennych wyczynów, jak pierwsze samodzielnie lepione pierogi, pieczone łososie czy francuskie ciasta. Biorąc pod uwagę fakt, jak wszystkim smakowało i że wszyscy do dziś żyją w dobrym zdrowiu, myślę, że mogę uznać ten aspekt Świąt na emigracji za bardzo efektywny i pozytywny. Jeśli przedświąteczne przygotowania, to oczywiście też zakupy i szukanie prezentów. Mamy na szczęście już swoją listę wypróbowanych francuskich słodkich i alkoholowych upominków, więc wszyscy obdarowani byli bardzo ukontentowani.



Wspaniałym zwieńczeniem miesiąca i ubiegłego roku był wyjazd do Polski i sylwester oraz Nowy Rok w gronie najbliższych.To był dla mnie wyjątkowy czas, pełen bardzo ważnych osobistych wydarzeń i spotkań, a także czas prawdziwego zatrzymania. Zatrzymania w drodze oczywiście, bo przemierzyłam w tym czasie ok. 4000 km (samochodem i pociągiem), zaliczając 6 dłuższych przystanków w Polsce i wiele krótkich na autostradach francuskich, belgijskich, niemieckich i polskich. Ale o tym już w kolejnym poście...



4 komentarze:

  1. O papillotes :) Też wzięłam w tym roku do Polski. Rozeszły się jak świeże bułeczki. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odkąd moja rodzina zasmakowała Papillotes - obowiązkowo wyjeżdżają ze mną na Święta do Polski :) Dzieciaki uwielbiają wersje z petardami w środku, na sylwestra było jak znalazł ;) Dziękuję za życzenia,również wszystkiego, co najlepsze w Nowym Roku! :)

      Usuń
  2. Pięknie piszesz, bardzo lubię Cię czytać! Życzę jak najlepszego Nowego Roku, uściski z Bretanii! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, bardzo Ci dziękuję i cieszę się niezmiernie, że tu zaglądasz. Jest mi tym bardziej miło, bo ja odkryłam Twojego bloga na samym początku mojej emigracyjnej drogi i od tamtej pory Twoje refleksje i obrazy cudownej Bretanii ciągle mi towarzyszą :) Najlepszości w Nowym Roku także dla Ciebie! Pozdrawiam gorąco!

      Usuń