piątek, 29 stycznia 2016

Przeprowadzka

W ubiegłym roku przeżyłam trzy przeprowadzki. Określenie "przeżyłam" jest tu zamierzone i bardzo trafnie odzwierciedla stan, w jakim się wówczas znajdowałam. Przeprowadzka bowiem to stan umysłu. Wbrew pozorom, to nie tylko fizyczny transport dobytku z punktu "A" do punktu "B". To nieustanna eksploracja mentalna tego, co było i co będzie. Nie jesteś w stanie skupić się na niczym innym. Twoją głowę pochlania tylko jedna myśl. Słowo "przeprowadzka" staje się Twoją mantrą - budzisz się z nim bardzo wcześnie i zasypiasz bardzo późno, najczęściej po prostu padasz na twarz. Twoja codzienna rutyna i stabilizacja zostają całkowicie zaburzone. Jedną nogą jesteś w przeszłości, w swoim "starym" miejscu, a drugą już w przyszłości. Bo obecne mieszkanie nie przypomina już Twojego domu, Twojej przestrzeni. Przypomina już raczej tylko pobojowisko, pełne kartonowych labiryntów.

Mój widok  z okna ;)

Nie bez powodu słowo "przeprowadzka" pochodzi od czasownika "przeprowadzać/przeprowadzić się". Czasownik ten to nic innego, jak pochodna czasownika "prowadzać/prowadzić się" z przedrostkiem "prze". A zatem przeprowadzając się - prowadzisz siebie, prowadzisz siebie w jakimś kierunku, ku jakiemuś miejscu w czasie i przestrzeni, ku nowemu, ku... lepszemu? Zazwyczaj przeprowadzka ma być zmianą na lepsze. Większe mieszkanie, własny dom, własny kąt, lepsza lokalizacja, nowocześniejszy apartament, zmiana pracy, zmiana statusu cywilnego, rozpoczęcie studiów, przeprowadzka do ukochanego, powiększenie rodziny... Masz poczucie, że idziesz do przodu, że coś zmieniasz - zmienia się Twoje życie. Coś się kończy, coś zaczyna. Masz swoją wizję tego "nowego", nowej przestrzeni, a także marzenia i postanowienia, choćby te dotyczące kwiatków, jakie posadzisz na balkonie, czy aranżacji wnętrz.


Przeprowadzając się, porządkujesz "życie". Wyrzucasz to, co niepotrzebne i zostawiasz to, co dla Ciebie ważne, to co lubisz lub najzwyczajniej potrzebujesz w codziennym życiu. Selekcjonujesz, wyrzucasz lub oddajesz rzeczy, których nie nosisz i nie używasz już od dawna, które nie mają już dla Ciebie żadnej wartości. Przy okazji, oglądasz każdą z nich, a każda rzecz to przecież jakaś mniejsza bądź większa historia, jakieś wspomnienie, jakieś emocje.

Przeprowadzka to powrót do przeszłości. Znajdujesz kartony, zakurzone pudelka z rzeczami, których dawno nie miałaś w dłoniach, ze zdjęciami, których dawno nie oglądałaś, pamiątki z podróży, notatki ze studiów, pamiętniki, zasuszone liście i kwiaty... Siadasz na podłodze, otwierasz zeszyt i ze zdumieniem odkrywasz siebie sprzed lat, miesięcy, dni... Odkrywasz, że spełniły się Twoje marzenia, że o pewnych sprawach zupełnie zapomniałaś, jak i o tym, co kiedyś na tych kartkach jako nastolatka sobie obiecywałaś...


Gdy pakujesz rzeczy, mimochodem powracają wspomnienia, ruchome klisze i obrazki z życia w tych czterech ścianach. Opuszczasz te ściany, które były Twoim domem, które wypełniałeś swoim życiem, które towarzyszyły Ci każdego dnia - w doli i niedoli. Opuszczasz te okna, przez które miliony razy wyglądałaś do ogrodu, spoglądałaś za horyzont i wypatrywałaś kolorów nieba. Opuszczasz sprzęty, które lubiłaś, których codziennie używałaś. Opuszczasz przestrzeń, którą naznaczyłaś swoim życiem, dotykiem, opuszczasz ściany, sufity, okna i sprzęty, które były świadkami Twojego intymnego życia, które były częścią Twojego życia, częścią Ciebie. Zostawiasz je.


W takich okolicznościach Twoją głowę może pochłaniać tylko jedna myśl: przeprowadzka. W pracy myślisz o kolorze szafy, którą trzeba kupić, w metrze sporządzasz listę rzeczy do zrobienia i uporządkowania, jesz "gotowce", wieczorami sprzątasz, pakujesz i padasz na twarz. I tak dzień po dniu. W międzyczasie masz jeszcze masę formalności do załatwienia, a możecie mi wierzyć lub nie - Francja jest po prostu jedną wielką machiną biurokratyczną, pełną absurdów, jakich próżno szukać w Polsce. Tak, w Polsce. Przekonacie się o tym, w moim kolejnym wpisie, gdzie krok po kroku pokażę Wam, jak to wygląda tutaj - z perspektywy dwojga Polaków próbujących ułożyć sobie tu życie, bez żadnych znajomości i rodziny.

Przeprowadzając się, masz na głowie właścicieli mieszkań - byłego i przyszłego (szczęśliwie, jeśli uda Ci się, tak jak nam, uniknąć pośrednictwa agencji nieruchomości, co jest tutaj ogólnie przyjętą praktyką), banki, umowy, zmiany adresów... Stajesz się kolekcjonerem kartonów i... śmieci... Tony śmieci ciągną się za Tobą aż do końca... Nie masz czasu na nic. Cud, że pracujesz i dajesz radę. Marzysz o dniu, w którym się to skończy. Ten stan zawieszenia. W ostatnich dniach nic już nie możesz znaleźć, szukasz, kręcisz się, łyżki pochowane, ręczniki brudne  - gdzie ja to znajdę? A mróz przyszedł i teraz, w którym kartonie są tamte buty? Tamte rękawiczki??

Dziwny stan. Niby totalnie zanurzasz się w teraźniejszości, w tym, co trzeba jeszcze zrobić - tu i teraz, ale jedną nogą jesteś w przeszłości, w domu, który opuszczasz i jedną nogą w tym, do którego masz się lada chwila wprowadzić...

Pierwsza kolacja "na nowym" ;)
Ale kiedy już wejdziesz w swoje nowe cztery ściany, urządzone kilkoma swoimi meblami, kiedy już wniesiesz swoje wszystkie kartony, kiedy usiądziesz na pustej jeszcze podłodze, otworzysz wino, zatrzymasz wzrok na swoim nowym widoku z okna, niemalże pewne jest, że się rozpłaczesz. Ze szczęścia. Zrobiłaś to. Przeprowadziłaś siebie. Zaczynasz nowe życie. Do kolejnej przeprowadzki...

Pierwszy wieczór w nowym mieszkaniu ;)
PS Ten tekst powstawał w ślad za moimi zmaganiami z kolejnymi przeprowadzkami. Po ostatniej z nich, która miała miejsce w listopadzie ubiegłego roku, mam nadzieję na dłuższe zasiedzenie. Dlatego też ten tekst ujrzał w końcu światło dzienne. Ale to nie koniec. W kolejnym wpisie zamierzam pokazać Wam cały proces przeprowadzki we Francji od strony formalnej. Bo jest o czym pisać...

Wasza Lawenda

3 komentarze:

  1. Oj, niestety wiem jak wygląda przeprowadzka we Francji. Ja już mam dwie za sobą i wkrótce czeka nas kolejna. Najgorzej było jak przeprowadziliśmy się z Aix do Paryża i przez pierwszy miesiąc mieliśmy tylko podstawowe rzeczy ze sobą. Mieszkaliśmy w apparthotel i dopiero po miesiącu, jak już znaleźliśmy mieszkanie, dotarła do nas reszta rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W apparthotel? No to podziwiam bardzo i trzymam kciuki za kolejna przeprowadzkę, z takimi doświadczeniami to już chyba pójdzie łatwiej... ;) Tego Wam życzę!

      Usuń
    2. WOW... aix -mówisz o tym pięknym zadupiu na południu?:) przejeżdżałam autostopem i zauroczyło mnie.
      Paryż zobaczyłam dopiero jesienią 2015 i zaskoczył mnie...(uff... no jadąc kolejką podmiejską nad ranem... ;)
      i pewnie zaraz tam wracam, chociaż boję się tego miasta. na szczeście nie sama.
      mój polski kolega robi w paryżu bańki mydlane i ja teraz drugi raz dojadę. ale w żadnym wypadku nic nie wynajmujemy. trochę hard corowo, ale jakbym miala cokolwiek wynająć to nic bym do polski nie przywiozła pieniędzy. i tak trafiłam tutaj na bloga, bo próbuję się coś więcej o tym mieście dowiedzieć i oswoić lęk przed dużym miastem, i praktycznie ze znajomością moją zaledwie paru słów po francusku... (ogarnąć się w metrze to dla mnie koszmarek...

      Usuń