piątek, 22 stycznia 2016

Podsumowanie 2015

Trzy przeprowadzki. Dwie zmiany pracy. Dziesiątki podróży i przystanków, bliskich i dalekich. Setki dylematów i pytań o jutro i przyszłość. Tysiąc chęci powrotu do Polski i tyle samo chęci i determinacji, by pozostać we Francji. Tęsknota za bliskimi i lęk o nich, niemające swojej miary. No i jeden blog zdołający pomieścić te wszystkie radości i smutki, skargi, zachwyty i żale. A także Wasza obecność i mnóstwo życzliwości pomiędzy jego wirtualnymi kartami. Tak w skrócie mogłabym podsumować ten ostatni 2015 rok. Rok ogromnych dla mnie zmian. Rok tak samo trudny, jak i piękny. Dokładnie taki, jakie jest życie na emigracji.

Kanion Verdon, Francja
Kiedy usiadłam do podsumowania ostatniego roku, chciałam napisać, że te wszystkie wydarzenia, jakie miały miejsce w tym czasie, przyniosły zmianę na lepsze. A potem natknęłam się na taki cytat: "Wszystko, co zdarza się w moim życiu, jest wartościowe dlatego, że się pojawia. Nie oceniam tego, co do mnie przychodzi. Uczę się od życia." No więc właśnie - nie wiem tak naprawdę, co było złe, a co dobre ostatecznie. Wiem, jak jest dziś, i jak było rok temu. I czego wówczas pragnęłam.

Dziś, z pewnością, jestem bogatsza nie tylko o kilka mocnych lekcji życia, ale też o wiedzę niezbędną w życiu na emigracji. Wiem, jakiej pracy nie mogłabym i nie chciałabym już tu wykonywać. Bo do dziś płacę za nią cenę zdrowia, pomimo że dopiero niedawno przekroczyłam próg lat trzydziestu. Wiem, jak ustrzec się przed nieludzkimi pracodawcami i że nie można dać się zniewolić w pracy, za ŻADNE pieniądze i ŻADNE atrakcyjne podróże. Podczas jednej z nich, pod osłoną nocy i szumiącymi palmami, w scenerii niemalże filmowej, uciekłam na dobre spod "jarzma" mojej chlebodawczyni, ratując swoją godność i czas, którego dostałam tylko określoną ilość na Ziemi. Do dziś pamiętam smak pierwszego drinka "na wolności", która, jak się wtedy doskonale przekonałam - jest największą wartością, jaką posiadamy - bezcenną i nienaruszalną. Że są pewne granice tej wolności, której NIKT nie ma prawa naruszać ani nie może jej kupić. Nauczyłam się raz na zawsze, że NIGDY, ale to nigdy, nie można robić czegoś wbrew sobie, zwłaszcza pod pozorem życia w dostatku, a przeciąganie takiej sytuacji o jeszcze jeden dzień, jeszcze jeden miesiąc, może się skończyć naprawdę źle.

Cannes, Francja
Cannes, Francja
Nauczyłam się też, że żadna praca nie hańbi i że to nie jest kwestia prestiżu zawodu, tylko mentalnego podejścia do pracy i człowieka. Kiedy pracowałam w hotelu jako pokojówka, byłam traktowana z zaskakująco dla mnie ogromnym szacunkiem, a mój wysiłek doceniany na każdym kroku, czego nie mogę powiedzieć patrząc wstecz na moje doświadczenia zawodowe w Polsce. Poza tym, nigdy nie zapomnę zaskoczenia managera hotelu, a jednocześnie jego szacunku i pewnej troski o mnie, kiedy podczas rozmowy kwalifikacyjnej próbował zrozumieć, dlaczego - mając wyższe wykształcenie - miałabym pracować jako sprzątaczka.

Kolejną ważną lekcję, jaką dostałam na emigracji odnośnie poszukiwań pracy, to przekonanie, że człowiek sam nie wie, co potrafi albo czego jest się w stanie nauczyć, nawet jeśli w danym momencie wydaje mu się to całkowicie absurdalne i nieosiągalne. Wszystko zależy od naszej otwartości, a także chęci wyjścia z tej tak wygodnej strefy komfortu, co jest czasami ogromnie trudne. Patrząc na to, że mieszkając na emigracji zaledwie (i aż) półtora roku, mam już trzecią pracę, którą znalazłam sama, nie mając żadnych znajomości i ze słabym francuskim (a na początku tylko angielskim), myślę, że to właśnie ta otwartość i determinacja pozwoliły mi ją znaleźć.

Trzy przeprowadzki, jak na jeden rok, to całkiem sporo. Każda z nich to nie tylko ogromny wysiłek fizyczny i logistyczny (o biurokracji francuskiej z tym związanej nie wspominając), ale też odrębny rozdział życia z niemałym obciążeniem psychicznym. Więcej w temacie przeprowadzek już niebawem na blogu, póki co mogę Wam powiedzieć, że w ich konsekwencji mój obecny dobytek zawiera absolutne minimum potrzebne do życia, moja garderoba została bezlitośnie wyselekcjonowana i solidnie przewietrzona, a ja swój dawny wieloletni nawyk chomikowania zastąpiłam nałogowym wyrzucaniem bez sentymentów.

Moustiers Sainte Marie, Prowansja
Podróże. Tutaj wydarzyło się dużo dobrego, spełniło się kilka moich dużych marzeń podróżniczych, odbyłam wiele wycieczek dalszych i bliższych, na których wspomnienie uśmiecham się z rozrzewnieniem. Do najważniejszych należy moje pierwsze spotkanie z Lazurowym Wybrzeżem i przyprawiający o dreszcze poranek na urwisku, z którego rozciąga się jeden z najpiękniejszych widoków, jaki do tej pory widziałam: na Kanion Verdon i  Jezioro Sainte Croix. Nie zapomnę także kawy i ciepłego croissanta w jednej z kawiarni budzącego się do życia Moustiers Sainte Marie - uroczego miasteczka w Prowansji, położonego na zboczu wapiennej skały. Pola lawendowe, Nicea, Cannes, Eze, no i wizyta w niesamowitym Pérouges - miejscu, gdzie czas się zatrzymał, a o którym pisałam TUTAJ. Były też wypady do Normandii, obserwowanie niesamowitych odpływów morza i bajkowa wizyta w Disneylandzie. Jeździliśmy też za kolarzami po Francji i Belgii, a także szperaliśmy w starociach na największym europejskim pchlim targu w Lille. Odbyliśmy też wiele wycieczek po uroczych podparyskich miastach i miasteczkach.

Jezioro Sainte Croix, Francja
Jezioro Sainte Croix, Francja
Jezioro Sainte Croix, Francja
Moustiers Sainte Marie, Prowansja
Prowansja
Moustiers Sainte Marie, Prowansja
Oto ubiegłoroczne PODRÓŻNICZE PRZYSTANKI. Wiele z nich opisałam na blogu.
  1. Zespól pałacowo-parkowy w Fontainebleau (dawna rezydencja królewska)
  2. Provins (średniowieczne miasteczko)
  3. Cannes (Lazurowe Wybrzeże)
  4. Nicea (Lazurowe Wybrzeże)
  5. Eze (Lazurowe Wybrzeże)
  6. Jezioro Saint Croix i Kanion Verdon (Prowansja)
  7. Mustiers (Prowansja)
  8. Pérouges (średniowieczne miasteczko)
  9. Avignon
  10. Lyon
  11. Maurepas (miasteczko pod Paryżem)
  12. Ans (Belgia)
  13. Yeper (Belgia)
  14. Chartres
  15. Quend Plage (Morze Północne)
  16. Disneyland 1   
  17. Disneyland 2
  18. Lille (największy w Europie kiermasz staroci)
  19. Arras 
  20. Gerberoy (średniowieczne miasteczko)
  21. Barbizon (podparyskie miasteczko artystów)
  22. Compiègne
  23. Wersal
  24. Montereau-Fault-Yonne (miasteczko pod Paryżem)
  25. Puiseux le Hauberger
Disneyland



Moustiers Sainte Marie, Prowansja
Jezioro Sainte Croix

Chartres

 
Barbizon

Normandia
 
Quend Plage
 
 
 
Pérouges
 
Pérouges
 
Pchli targ w Lille


Arras
  
Arras
 
Gerberoy
Cannes
Cannes
Cannes
Kanion Verdon

Przemyśl
Przemyśl
  1. Parc des Buttes-Chaumon
  2. Muzeum Erotyki na Montmartre
  3. Ogród przy Muzeum Mody - Palais Galliéra
  4. Place des États-Unis
  5. Cmentarz Passy
  6. Cmentarz Père Lachaise
  7. Dzielnica XVI (Passy),VIII, X
  8. Lasek Buloński
  9. Aquaboulevard (aquapark w Paryżu)
  10. Bulwary nad Sekwaną.
Montmartre

Montmartre

Montmartre

Cmentarz Père-Lachaise

Cmentarz Père-Lachaise

Palais Galliera

Lasek Buloński
Filmy w 2015 (stare i nowe, które najbardziej utkwiły mi w pamięci)
  1. Les jardins du Roi (Odrobina chaosu)
  2. Qu'est-ce qu'on a fait au Bon Dieu (Za jakie grzechy, dobry Boże)
  3.  Artysta
  4. Les Rois mages (Trzej królowie)
  5. Motyl Still Alice
  6. Praktykant
 Książki, które w sposób szczególny towarzyszyły mi w ubiegłym roku:
  1. L'ecyclopédie de la maitresse de maison - plus podręczniki do nauki francuskiego i słowniki :)
  2. "Marzenia i tajemnice" - Danuta Wałęsa
  3. "Droga Artysty" - Julia Cameron 
Muzyka
Moim odkryciem roku i płytą, która towarzyszy mi w aucie od Wigilii, poprzez całą podróż do Polski, aż do dziś jest debiutancki album Liliana Renaud - zwycięzcy czwartej, ubiegłorocznej edycji The Voice: la plus belle voix.


Do ważnych osiągnięć i sukcesów ubiegłego roku zaliczam także wiedzę i doświadczenie, jakie zdobyłam jako niania niemowlaka, a także nowe umiejętności w zakresie sztuki kulinarnej, polskiej i francuskiej ;) Jak na osobę, która stroniła niegdyś od kuchni, to progres jest niemały i postrzegam to jako sukces ;) Po raz pierwszy w życiu skosztowałam także muli oraz żabich udek. Pycha!


Na koniec o tym, od czego, być może, powinnam zacząć ten wpis, czyli blog. W ubiegłym roku zrealizowałam w końcu swój cel, a zarazem marzenie, do którego przymierzałam się już od jakiegoś czasu - założyłam bloga. Przystanek Paris Café powstał przede wszystkim z mojej potrzeby pisania, które zawsze było moją pasją, a które niegdyś stanowiło mój codzienny zawód. Ten blog to przede wszystkim miejsce, w którym spotykam się sama ze sobą - ze swoimi myślami, emocjami, refleksjami. Dlatego pozostaję ciągle anonimową Lawendą ;) Jednocześnie łaknę spotkań z Wami, tak na blogu, jak i w realu - pragnę się w Was przeglądać, zadawać pytania, konsultować, pokazywać, rozmawiać, a nade wszystko dzielić. Dzielić swoim życiem na emigracji, czasami obrazami, czasami emocjami, czasami wskazówkami. To już osiem miesięcy, odkąd spotykamy się na Przystanku! Dziękuję za Waszą obecność tutaj, dziękuję, że tu zaglądacie, dziękuję za to, że Wam się chce zostawiać komentarze, dziękuję za Waszą życzliwość i wszystkie dobre słowa. Mam nadzieję, że znajdujecie tutaj to, czego akurat potrzebujecie - informacji o jakimś miejscu, refleksji o życiu, emigracji, zdjęcia średniowiecznego miasteczka, o którym nigdy nie słyszeliście... Dziękuję i wpadajcie tu jak najczęściej. Przystanąć - dobra rzecz... Zwłaszcza razem.

Przystanek będzie na Was czekał o każdej porze dnia i nocy, przez cały nowy 2016 rok ;)
Wszystkiego pięknego!


PS Gratulacje dla tych, którzy dobrnęli do końca wpisu ;) Muszkieter, widząc ile czasu zajęło mi przygotowanie tego tekstu, udzielił mi rady, bym już dziś zaczęła pisać podsumowanie bieżącego roku... :D

5 komentarzy:

  1. Kochana, poruszające to Twoje podsumowanie. Obudziło we mnie kilka wspomnień i refleksji. Tak naprawdę raz w życiu wyjeżdżając za granicę, brałam pod uwagę, że to będzie prawdziwa emigracja - na długo lub na zawsze. Pamiętam z tamtego czasu dylematy emigranta, o których piszesz. Ale najbardziej pamiętam moment, gdy kilka dni przed wyjazdem z Polski stałam z Mamą w kolejce do kasy w Tesco, by zapłacić za wielką walichę, w której miałam zmieścić wszystko, co na emigracji będzie mi potrzebne. I nagle odwróciłam się i zobaczyłam, że moja dzielna Mama, która nigdy nie dała mi odczuć, jak mocno ten mój wyjazd przeżywa... ukradkiem ociera łzy. Moja Mama, która prawie nigdy nie płacze, a już na pewno nie publicznie. Ta kolejka w Tesco i te nasze wspólne łzy bez słów to dla mnie wyraz tego, co w życiu emigranta najtrudniejsze. Mam też drugi obraz, z zakończenia emigracji - moja podróż powrotna do Polski, kiedy w autokarze zalewałam się łzami na widok najpiękniejszej podróżnej pizzo-kanapki, jaką w życiu widziałam, a którą przygotował mi na drogę mój kolega z pizzerii... Ten jego mały, pełen czułości gest, który był dla mnie kwintesencją tego, co musiałam zostawić. Ściskam Cię mocno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, dziękuję za ten komentarz... Tak, zdecydowanie Wiesz, o czym mówię... Ściskam Cie mocno i gorąco pozdrawiam!

      Usuń
  2. Oglądając te zdjęcia, uświadomiłam sobie, jak intensywnie żyjesz. I jak można intensywnie żyć. Dziękuję :).

    OdpowiedzUsuń