wtorek, 29 grudnia 2015

Za-trzymajcie się!

To prośba, propozycja, pożegnanie. Ruszamy do Polski. Zatrzymuję się, wyruszając w podróż - czyli to, co kocham najbardziej. Podróż wyjątkową, bo do Polski. Po kilku długich miesiącach.

Bagażnik pełen upominków. Lubię to strasznie - nic tak nie cieszy, jak możliwość obdarowania najbliższych, przywiezienia im smaków, obrazów i elementów mojej francuskiej codzienności i podzielenia się z nimi moim codziennym światem. Tym, co mnie urzeka i zachwyca na emigracji. A nade wszystko - jak cudownie móc przedłużyć sobie Święta!

To zabawne. Kiedyś marzyłam o sylwestrze w Paryżu, dziś wierzgam nogami ze szczęścia, że w sylwestra potańczę i pośpiewam w rytm polskiej muzyki. Że będą fajerwerki u sąsiadów za miedzą, którzy wyjdą o północy ze swoich domów, by złożyć życzenia wszystkim znajomym z osiedla. Że będzie msza św. w Nowy Rok i choć w 'zdrowiu wczorajszym', ale cała imprezowa dziatwa dzielnie uda się do Kościoła. Szampan będzie jednak francuski - prawdziwy, z bąbelkami. Bo z pewnością kolejny raz się przekonam. że największą wartością w emigracyjnym życiu jest możliwość czerpania z tego, co najlepsze w odmiennych kulturach.

Zanim jednak sylwester, szampan, fajerwerki i cekiny... 

Potrzebuję zatrzymania. Pomyślenia. Zapytania. Siebie i innych. Tych, których kocham. Sprawdzenia, czy uśmiechają się nadal, czy coś ich boli, gryzie, a co cieszy ostatnio. Bez ekranu monitora, bez zacinającego się skype'a i urwanego w pół zdania sygnału w telefonie. Bez ściemy. W realu. Face to face bez 'fejsa'. Trochę się boję, czy nie wypadłam z rytmu? Z realu? Czy nie ugrzęzłam z wygody pomiędzy tymi przyciskami? 

Real mi wszystko pokaże. Przefiltruje. Zalajkuje, zhejtuje lub zresetuje. I dobrze. Lifting życia się przyda. 

Tego Wam i Sobie w tym staro-noworocznym czasie życzę! Do usłyszenia w Nowym Roku!

czwartek, 24 grudnia 2015

Święta nieIDEALNE

Bardzo dobrze pamiętam pierwsze nieidealne Święta. A dokładniej pierwszy raz, kiedy uświadomiłam sobie, że nie są i nie muszą być idealne. A czasami po prostu nie mogą.

Pamiętam Święta, kiedy pusty talerz przestał być tylko tradycją, a stał się namacalnym symbolem pustki, braku i tęsknoty. Kiedy jego widok powodował ból i uścisk w żołądku. Gdy w trudnej ciszy, nad talerzami barszczu, słychać było przełykane łzy. Gdy zbyt trudne okazywało się spojrzenie sobie w oczy. Pierwsze Święta bez Dziadka. Święta, gdy w Wigilię żegnaliśmy naszego czworonożnego członka rodziny. Pamiętam Święta po bolesnych rozstaniach i rozczarowaniach miłosnych, kiedy tak trudno było się przełamać opłatkiem, bo słowa wypowiadanych życzeń nie przynosiły radości, a jedynie potęgowały smutek i niemoc. Święta, kiedy bolało bardziej niż w zwyczajny dzień, kiedy wszystko było nie takie, jakby się chciało, jak się marzyło... Święta inne, niż u Kevina, niż w reklamach i na pocztówkach, z których bije wszechogarniające szczęście, ciepło i miłość.


niedziela, 20 grudnia 2015

Francja w świątecznej odsłonie

Do Świąt pozostały... zaledwie trzy dni. Najwyższy czas zatem, żeby na blogu zrobiło się świątecznie! Zapraszam Was na wycieczkę po podparyskich miastach i miasteczkach udekorowanych kolorowymi światełkami, wielkimi bombkami, mikołajami spadającymi z dachów i reniferami stojącymi pośrodku ronda. Sami przekonajcie się, czy warto wyjeżdżać poza Paryż i smakować francuskiej małomiasteczkowej, i nie tylko, atmosfery. Ja zawsze będę się upierać, że warto! Bo to właśnie we francuskiej prowincji się zakochałam i darzę ją stałym uczuciem przez cały rok!
 
Świąteczną podróż rozpoczniemy jednak nie od prowincji, ale królewskiego Wersalu, który pokazałam Wam w ostatnim wpisie od nieco innej strony. Tym razem świąteczna odsłona.



poniedziałek, 14 grudnia 2015

Wersal, jakiego nie znacie

Z pierwszej wizyty w Wersalu pamiętam, jak zauroczyła mnie architektura miasta w jesiennej odsłonie, a następnie zniechęcenie, kiedy zobaczyliśmy ogromną kolejkę biletową przed pałacem, w której przyszło nam potem stać dobrą godzinę. Do dziś wspominam też, jak duszno i tłoczno było w komnatach i jak znużenie ogarnęło mnie w połowie zwiedzania... Rozczarowani opinią? No cóż, może to nie był najlepszy dzień na zwiedzanie, ale jeśli mogę Wam coś doradzić, to wybierając się do Wersalu, zabierzcie ze sobą dużą butelkę wody mineralnej i uzbrójcie się w cierpliwość. 



piątek, 11 grudnia 2015

W grudniu nad Sekwaną

Z czym Wam się kojarzy grudniowy spacer? Z mrozem? Śniegiem skrzypiącym pod butami? Parującym oddechem i szczypiącymi z zimna uszami? Z surowym krajobrazem? Jeśli na powyższe pytania odpowiedzieliście twierdząco, to uprzedzam, że tym wpisem zburzę Wasze wyobrażenie.

Był grudzień, słońce raziło w oczy, różowiły się kwiaty i zieleniła trawa. Drzewa nie zgubiły wszystkich liści, a kaczki i ptaki pluskały się entuzjastycznie w rzece. Tak było przedwczoraj. Nad Sekwaną. W moim ukochanym, podparyskim miasteczku La Frette sur Seine. Nie zamieniłabym tego miejsca na żaden Paryż, w którym zresztą miałam już wątpliwą przyjemność mieszkać. Chcę Wam pokazać, jak piękna i wyjątkowa jest ta małomiasteczkowa Francja i przekonać Was do tego, byście odwiedzając Paryż, wyjeżdżali także poza jego granice.

Zabieram Was na spacer w moje ukochane miejsce.



poniedziałek, 7 grudnia 2015

Przystanek Listopad

Postanowione. Co? Że na blogu będę zamieszczać podsumowania poszczególnych miesięcy. Dlaczego? Dlatego, że czas umyka jak szalony. Dzień za dniem, tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem... Życie jak w transie... Po co? Po to, by móc przystanąć i przez chwilę spojrzeć wstecz, dostrzegając wszystko to, co się wydarzyło: dobrego, trudnego, pięknego, poruszającego, rozwijającego... Ile kroków w tył, ile w przód. Myślę, że w tym biegu, nieuniknionym chyba, warto się pochylić przez moment nad przeszłością - ucieszyć się, że tyle dobrego się wydarzyło i zaczerpnąć siły i odwagi z podjętych wyzwań, działań i przeżytych trudnych chwil. Wszystko po to, by iść do przodu, bogatsi o doświadczenia i wiedzę - w nowy miesiąc. Zazwyczaj skupiamy się na tym, czego nie mamy, czego nie dostaliśmy, co byśmy chcieli... A to przecież studnia bez dna... Nieskończoność oczekiwań... Może więc lepiej zacząć nowe od docenienia tego, co było?
Zatem, zanim wejdziemy na dobre w grudzień, zapraszam Was na podsumowanie listopada.