poniedziałek, 9 listopada 2015

Paryska niedziela

Wczoraj, po raz pierwszy od trzech miesięcy, miałam wolną od pracy niedzielę. I plan najambitniejszy z możliwych - wyspać się, a potem nie ruszać się z łóżka, pić kawę, jeść croissanty, czytać i oglądać to, na co mam tylko ochotę. Ale wiadomo jak to z planami bywa ;) Zrealizowałam wprawdzie bez problemu punkt pierwszy i drugi, ale gdy tylko do sypialni przedostały się pierwsze promienie słońca, wyskoczyłam z łóżka, wpakowałam się do pociągu i pojechałam do Paryża. 










Pogoda, jak na listopad, niczego sobie: 20°C. Najpierw pojechałam na Mszę św. do polskiego kościoła, gdzie nabyłam także mój ulubiony polski magazyn. Tym, którzy nie wiedzą o co chodzi, śpieszę wyjaśnić, że na dziedzińcu przykościelnym w niedzielę można zakupić niemalże wszystko co polskie, a czego nie ma we Francji. Nie wiem jak inne emigrantki, ale mi w codziennym życiu na emigracji brakuje najbardziej polskiej prasy. A wiadomo, że Internet to nie to samo. Osobiście jestem uzależniona od dotyku papieru kredowego i zapachu farby drukarskiej i jakoś nie zamierzam się na to leczyć. Kiedy którejś niedzieli odkryłam więc, że mogę tu kupować swój ulubiony miesięcznik - byłam wniebowzięta. Za taki rarytas na emigracji jestem w stanie zapłacić nawet niemalże dwukrotność normalnej ceny. 






Usatysfakcjonowana wizją kilku dni urlopu z ulubioną lekturą przy kawie, udałam się do Ogrodów Tuileries, które znajdują się nieopodal kościoła. Samo serce Paryża. Jest to jeden z najbardziej znanych paryskich ogrodów, usytuowany pomiędzy Luwrem, placem Concorde i Sekwaną, który upodobali sobie Paryżanie w sposób szczególny. Zawsze jest tu sporo osób. Wczoraj, w taką fantastyczną pogodę - tym bardziej. Porozkładani na słynnych zielonych krzesełkach, które stały się pewnego rodzaju symbolem tego miejsca, na ławeczkach, pod posągami mitycznych bogów, w ogródkach kawiarnianych. Na rowerach, z psami, z aparatami fotograficznymi, z książką lub kawą w dłoni. Z zamkniętymi oczami i twarzami wystawionymi ku słońcu. Dzieci z uciechą brodziły w liściach lub puszczały statki na wodzie. Słońce zdawało się ożywiać wszelkie przejawy natury. Liście żółciły się na gałęziach, a gołębie, mewy i dzikie kaczki gruchały, skrzeczały i kwakały latając nad głowami spacerowiczów i relaksujących się Paryżan. Zresztą popatrzcie sami. Taki listopad to ja lubię!












A jednak statki wygrały z tabletem! ;)



I jeszcze kilka ujęć z ulic Paryża...













10 komentarzy:

  1. Dobrze, że mój ulubiony polski miesięcznik ma wersję elektroniczną, bo bym chyba wszystkie zły za nim wypłakała ;) Super pogoda Ci się udała!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zabawne, bo ja po przeprowadzce byłam tak zdeterminowana, że nawet mejla do redakcji wystosowałam :D z zapytaniem, czy gdzieś w Paryżu magazyn jest dostępny albo czy jest jakimś cudem możliwa prenumerata za granicę, na co dostałam oczywiście odpowiedź odmowną. A wystarczyło pójść pod kościół ;)

      Usuń
  2. Mam szczecie, ze moje ulubione czasopisma moge prenumerowac. Pogoda rzeczywiscie byla wyjatkowa ostatniej niedzieli. Nie pamietam juz kiedy paryski listopad byl az tak cieply. Ja uczcilam te pogode spacerem na marché bio u stop Montmartru i kawa na tarasie. No ale pozniej juz pobieglam na "Legende Krola Artura" do Palacu Kongresow :)) Musicale kocham rownie mocno co i teatr, wiec jak tu nie pojsc na taki spektakl? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to super, ze możesz prenumerować :) Juz teraz wiem jak sobie radzą w tym temacie inne emigrantki ;) Niedziela na Montmartre i w teatrze to może być tylko dobra niedziela :) Ja również uwielbiam musicale, a mp3 mam pełną muzyki z musicali, Francuzi robią je fantastycznie. Chyba sobie puszcze na dobry początek wtorku ;)

      Usuń
  3. Piękne zdjęcia. Moja paryska niedziela wyglądała podobnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Zdjęcia zawdzięczają magie słońcu. Rozpieszczało nas w ubiegły weekend, prawda? Twoja paryska niedziela tez w ogrodach? :)

      Usuń
  4. Jej, przecudne zdjęcia, nie mogę się napatrzeć! Zwłaszcza dzisiaj, kiedy przyszło mi świętować bez słońca, za to w deszczu. W Polsce w niedzielę też była taka ładna pogoda, ale i tak trochę zazdroszczę Ci tego Paryża. Jeszcze nigdy tam nie byłam :).

    OdpowiedzUsuń
  5. To prawda, że nas w tym roku listopad rozpieszcza pogodą! Oby tak dalej ;) Cieszę się, że tu wpadłaś do mnie :) Skoro nigdy nie byłaś w Paryżu, to wpadaj tu częściej, aż Cię przekonam, że warto tu przyjechać i wtedy pójdziemy na...hmmm kawę? Herbatę? ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zazdroszczę takiej pogody! Jakoś nie miałam szczęścia do niej podczas pobytów w Paryżu. Pierwszy raz tylko niby było bardzo ładnie i ciepło (w końcu sierpień zobowiązuje) ale miałam tylko 5 godzin na zwiedzenie całego miasta ;) a za drugim razem lało jak z cebra więc nie można było pospacerować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozpieszczała nas pogoda tej jesieni, to prawda;) ale już wszystko wraca do normy, tzn. dziś było piękne słońce, ale temp. 1°C, rano szyby do skrobania ;) Paryż w 5h? Hmmm, to musiało być nie lada wyzwanie ;) Ja, pomimo wszystko, polecam Paryż jesienią - miasto ma szczególny klimat we wrześniu i w październiku.

      Usuń