sobota, 12 września 2015

Mój Paryż (nie) codzienny

Nie wiem, jak to się dzieje, że tak łatwo się zapomina. O zachwycie, zadziwieniu, o tych pozytywnych ciarkach, skurczach i przyspieszonym biciu serca na widok kogoś lub czegoś. Hmmm, brzmi jak definicja zakochania? Zauroczenia? Pasji? Być może. Ale od tego zaczyna się przecież każda mniejsza i większa zmiana w życiu. Mam na myśli przede wszystkim miejsca. Przestrzeń, którą wybieramy na wakacje, na kolację, na nocleg, do życia. 

Mam na myśli Paryż.


Pamiętam swój zachwyt. Pierwsze spotkanie z Wieżą pod osłoną nocy i w strugach deszczu, pierwsze jeszcze ciepłe pain au chocolat, kasztany na mokrym chodniku pod Trocadéro, wschód słońca ze złotą kopułą Pałacu Inwalidów na pierwszym planie. Labirynt uliczek pachnących kawą z tarasów restauracji i brasserie na każdym rogu. Śpieszących się do pracy Paryżan z przerzuconym przez ramię szaliczkiem. Wielkie okna pięknych kamienic, pełnych stylowych rzeźbień i balkonów. Pamiętam najbardziej romantyczne spacery na Montmartre, jakie można sobie wyobrazić. Pierwsze kolacje we francuskich restauracjach, przyprawiające o zawrót głowy aperitify i obłędne foie gras z sałatą na tzw. wejście. Pamiętam pierwsze podróże metrem i moje przerażenie w świecie podziemnym połączone z niedowierzaniem, że można posiąść tu umiejętność sprawnego przemieszczania się po tej metropolii, obsługiwanej przez 14 linii metra i całą sieć miejskich i podmiejskich kolei. Był też szok na widok dzielnic afrykańskich, arabskich, chińskich... Na widok slumsów... Przyczep campingowych ukrytych przy autostradach, torach kolejowych, obrzeżach parków i dzikich zielonych terenach.






A potem były kolejne przyjazdy i kolejne etapy. Za każdym razem zachwyt mieszał się z ciekawością, zadziwieniem, niekiedy przerażeniem, a w końcu też niekiedy odrobiną niechęci. 

Mijają dokładnie trzy lata, odkąd postawiłam pierwsze kroki na francuskiej ziemi.

Dziś tu mieszkam, pracuję, żyję, jeżdżę metrem, robię obiady, codzienne zakupy i chodzę do dentysty.

Wiem, tak mało tu Paryża na blogu. Ale też poniekąd takie było moje założenie, kiedy tworzyłam tę stronę. Bo tak naprawdę to odkąd zaczęłam odkrywać Francję poza granicami stolicy - wtedy dopiero wpadłam po uszy. Zakochałam się. Nie zapomniałam o Paryżu i on zawsze będzie miał specjalne miejsce w moim sercu. Ale...

Niepostrzeżenie, po cichutku wkradła się w to moje paryskie życie nuta rutyny. Zdałam sobie z tego sprawę ostatnio, idąc do pracy, skupiona na telefonie i mp3 w uszach, zamiast na otaczającym świecie. Zdałam sobie sprawę, że się nie zachwycam. Że nie zauważam. Nie odkrywam, nie analizuję, nie zaglądam. Że pędzę, marudzę, narzekam. Na wolno idących ludzi, na odwołany pociąg, na niezrozumiale artykuły w gazetach, na śmieci na ulicach i powolne czarnoskóre ekspedientki. I skarciłam siebie w duchu. Zaczyna się jesień - pora, kiedy w sposób szczególny Paryż staje się niezwykle klimatyczny. Przecież lubię to bardzo! Zadałam sobie więc zadanie pozadomowe do odrobienia. Następnego dnia zostawiłam w domu mp3, a telefon schowałam na dno torebki. Wzięłam do ręki aparat fotograficzny i postanowiłam odbyć drogę do pracy tak, jakbym jechała tam po raz pierwszy, mając na celu odkrywanie Paryża. Taka zabawa w turystkę ;) I dzielę się z Wami efektami mojej pracy, przy okazji uchylając rąbka tajemnicy, jak wygląda moja codzienna droga do pracy ;)















































Powiem Wam, jakby to banalnie nie zabrzmiało, że warto od czasu do czasu zatrzymać się w tym dzikim pędzie codzienności. Zostawić w spokoju tę komórkę. Spojrzeć w górę, spojrzeć na boki, oddychać, patrzeć, zaglądać w okna, zmieniać kąt i optykę patrzenia. Pobawić się życiem, pełnym tak przesadnie, bo pozornie ważnych i poważnych spraw do załatwienia i obowiązków do wykonania. Nie patrzeć, tylko dostrzegać. I doceniać. Ja bawiłam się znakomicie i Wam taką zabawę gorąco polecam! Bawcie się i zachwycajcie! ;) To też, a może przede wszystkim - jest życie!

P.S. Mam już pomysł na następną "karę" dla siebie ;) Bądźcie czujni! ;)

7 komentarzy:

  1. Dzięki za te wszystkie zdjęcia! Przynajmniej tak chociaż na chwilę mogłam się przenieść do Paryża ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cala przyjemność po mojej stronie! :) Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  2. Bardzo pięknie widzisz Paryż, a i my, jako czytelnicy bloga możemy podziwiać go razem z Tobą :) Generalnie nie jestem wielką fanką tego miasta (wolę zdecydowanie Lyon czy Dijon), ale na pewno jest to metropolia warta odwiedzenia. Pozdrawiam z pochmurnej stolicy Burgundii!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, że podróżujecie ze mną ;) Ja przede wszystkim jestem zakochana w tej małomiasteczkowej Francji i cieszę się, że obecnie mieszkam pod Paryżem, choć w samym centrum stolicy miałam okazję już też mieszkać i wcale nie tęsknię za tamtym czasem :) Paryż to dla mnie sentymenty, od których zaczęła się moja cala historia z Francja i to chyba stad ten zachwyt ;) W Lyonie miałam okazje już być i podobało mi się, a Dijon poznaje dzięki Tobie :) Dziękuję za komentarz i również pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  3. Fajnie czyta się twój blog.
    A ja pierwszy raz pojechałem do Paryża rok temu. i...........od tego czasu byłem już 3 razy. Postanowiłem pokolei zwiedzać szczegółowo każdą dzielnicę i robić jednodniowy wyjazd w okolice Paryża (TVG są bardzo szybkie). Paryż jest cudownie magiczny. Zwiedziłem już dzielnicę: 16,15,7,4,3,10, odwiedziłem Disneyland, Wersal, Chartres, Nancy, Metz i Luxemburg (2 godzinki od Paryża). Już nie mogę doczekać się kolejnych podróży.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Piotrze w moich skromnych progach ;) Widzę, że Paryż Cię naprawdę wciągnął! Fantastyczny pomysł ze zwiedzaniem kolejnych dzielnic, ale już w ogóle popieram i polecam wyjazdy poza granice stolicy - jest mnóstwo pięknych i urokliwych miasteczek wokół Paryża, które naprawdę warto zobaczyć, by poczuć prawdziwie "francuski klimat". Pozdrawiam serdecznie i życzę kolejnych, udanych francuskich wojaży! ;)

      Usuń