piątek, 28 sierpnia 2015

Historia filiżanki, czyli wielki kiermasz staroci w Lille



Czy słyszeliście kiedykolwiek o BRADERIE w Lille? Jeśli nie, to gorąco Was zachęcam do przeczytania tego wpisu ;)

Braderie to jeden z największych we Francji, a podobno także w Europie, kiermaszy staroci. Tegoroczna edycja będzie miała miejsce już w następny weekend 5-6 września br. Miałam szczęście i ogromną przyjemność uczestniczyć w tym nietuzinkowym święcie w ubiegłym roku. Było fantastycznie!


Zacznijmy od tego, że centrum miasta jest tego dnia zamknięte i odcięte od reszty świata, więc jeśli chcielibyście wybrać się tam samochodem, radzę już na obrzeżach miasta poszukać postoju. Wszystkie ulice, place, chodniki oblegają bowiem mniejsi bądź więksi handlarze z całej Europy. Na stoiskach możecie zobaczyć i kupić wszystko: od maleńkich flakoników perfum, poprzez biżuterię, zabawki, obrazy, zegary, porcelanę, książki, po buty, siekiery, kolekcje płyt, pudelka po zapałkach... Na tym nie koniec. Przyuliczne sklepy również biorą udział w tym wielkim targowisku i wystawiają swój asortyment w bardzo korzystnych cenach. To największa wyprzedaż, jaką w życiu widziałam! :) Można tu upolować niejedną godną uwagi i w znakomitej cenie rzecz. 







Jak już kiedyś pisałam tu na blogu, a nawet poświęciłam temu cały post - nie lubię zakupów i alergicznie działają na mnie tłumy, które jak muchy do lepu lgną do witryn sklepowych z napisem "wyprzedaż". Targi staroci stanowią w tym wypadku wyjątek. Kiermasze tego typu mają, jak dla mnie, niesamowity klimat. Być może odziedziczyłam odrobinę tej fascynacji po tacie ;), który jest koneserem w tym temacie i który sam bierze udział w takich targach w Polsce jako handlarz-pasjonat. Moja każda wizyta w domu obejmuje zwiedzanie garażu, gdzie tata wykopuje swoje perełki, okraszając pokaz każdej z nich smaczkiem historii :)





I to jest właśnie magia tego miejsca. Magia starych przedmiotów. Bierzesz do ręki książkę z wytartą okładką, z wyblakłym już nieco drukiem, kartkujesz ją w poszukiwaniu... no właśnie, czego? Dedykacji, zagiętej celowo kartki, odręcznej notatki - w poszukiwaniu znamion jej historii, właściciela...


Bierzesz do ręki zegarek, oglądasz jego pasek bądź bransoletę, ślady noszenia, czyjejś dłoni, rysy na tarczy, która odmierzała kiedyś komuś chwile radosne i trudne... Może ten ktoś dostał go na komunię? A może od swojej ukochanej?


Bierzesz do ręki filiżankę. Być może sprawdzasz, czy i jaka to porcelana, z jakiego okresu, szacujesz ile warta... Być może też zastanawiasz się, czy była to czyjaś ulubiona filiżanka, czy jedna z wielu w serwisie? Czy ten ktoś pijał w niej codziennie poranną kawę? Czy pijał sam, czy z mężem, żoną? Czy gładził jej brzeg rozmyślając o dniu, życiu, podejmując decyzje, układając w głowie dialogi z kimś ważnym?

Photo:http://www.lilletourism.com/braderie-de-lille.html
Bierzesz w ręce ciężkie, antyczne lustro z pozłacaną ramą, przeglądasz się i zastanawiasz: ile osób się w nim wcześniej przeglądało w poszukiwaniu swojego piękna lub znamion nieidealnej urody? Ile osób spoglądało dzięki niemu w swoje oczy - smutne, radosne, zmęczone, zakochane...?




Bierzesz do ręki lalkę, gładzisz jej warkocze, analizujesz wyraz twarzy, każdą plamkę, przybrudzenie, strój, jej miękkość lub szorstkość... Czy ta dziewczynka, która dostała tę lalkę miała radosne czy trudne dzieciństwo? O czym marzyła? Czy często i dlaczego płakała wtulając w tę lalkę swoją twarz. Jak jej dała na imię? Gdzie teraz jest i jakim jest człowiekiem? Czy pamięta tę lalkę?



Mundury, biżuteria, wazy, cukierniczki, torebki, walizki, obrazy... Ile historii i życiorysów, ilu ludzi... Opowieść nie ma końca... W powietrzu unosi się kurz i zapach nigdy nieodkrytej tajemnicy tych wszystkich przedmiotów. I to jest piękne.






Gorąco polecam to miejsce i wydarzenie. Samo Lille warte jest zobaczenia. Warto pobłąkać się po straganach, ale także od czasu do czasu spoglądać w górę. Odkryjecie tu piękne kamienice z oryginalnymi wykończeniami, urocze uliczki, ciekawe budynki kościołów, teatrów, ratusza...













Przede wszystkim jednak warto doświadczyć i poczuć atmosferę tego wielkiego francuskiego święta.  Miasto tego dnia wydaje się bardziej niezwykłe niż zazwyczaj, bo tętni życiem tym obecnym i przeszłym, zamkniętym w starych - i dlatego pięknych - przedmiotach.

Więcej informacji na:

 http://www.lille.fr/cms/braderie-de-lille

4 komentarze:

  1. Zawsze dziwił mnie ten dualizm francuskiej natury : z jednej strony pęd do wszystkiego co najnowocześniejsze, z drugiej miłość do staroci, której skala we Francji jest naprawdę duża.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. I w tych swoich sprzecznościach Francuzi są dla mnie ciągle zdumiewający! :)

      Usuń
  2. Mnie również to fascynuje we Francuzach. Nigdzie indziej nie spotkałam się z takim szacunkiem dla rzeczy - nawet jeśli książka/komiks/wybrakowany serwis porcelany są zniszczone, to zawsze jeszcze komuś mogą się przydać - lepiej wystawić to na pchlim targu niż wyrzucić. Podoba mi się takie nastawienie zresztą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak! W dzisiejszym,tak konsumpcyjnym świecie, gdzie marnotrawi się tony jedzenia i nie szanuje rzeczy, takie podejście zasługuje na podziw! A jak dla mnie te "wybrakowane" rzeczy zyskują na wartości dzięki tym swym rysom i niedoskonałościom, bo maja swoja historie i dusze :)

      Usuń