piątek, 26 czerwca 2015

Święto Muzyki i piraci z Saint Malo

W tym roku francuskie Święto Muzyki miało miejsce w ubiegłą niedzielę, choć już w sobotę telewizja transmitowała dwa wielkie koncerty, które odbyły się z tej okazji pod palmami w Nicei i w niezwykłym amfiteatrze w Orange. Tak się złożyło, że akurat w niedzielę musiałam pójść do pracy. Nie planowałam więc, ani nie zakładałam, że pójdę na jakiś koncert lub w inny sposób skorzystam z tego niesamowicie rozśpiewanego i roztańczonego dnia. Bo rzeczywiście cala Francja wówczas muzyką stoi i podryguje w najmniej oczekiwanych miejscach. Muzykę można usłyszeć dosłownie wszędzie - na placach, w parkach, w restauracjach, na dworcach, ulicach, rynkach... Każde miejsce, każdy kawałek przestrzeni publicznej staje się dobrym pretekstem do tego, by uczynić z niego scenę. Występują nie tylko znani artyści, ale także amatorzy, pasjonaci, kapele rozmaitych gatunków i stylów muzycznych.


No więc szlam rano do pracy, mijając ludzi dźwigających rozmaite instrumenty muzyczne i myśląc sobie, że żal mi, że takie święto mnie w tym roku ominie. Dzień w pracy okazał się jeszcze bardziej wyczerpujący i trudny niż zakładałam, więc marzyłam tylko o tym, by jak najszybciej wrócić do domu. Ale w życiu nie ma nic piękniejszego, niż spontaniczność, przełamywanie rutyny i niepoddawanie się zniechęceniu i zmęczeniu. Gdy dojechałam do miasteczka, w którym mieszkam, wyszłam z pociągu i postanowiłam pójść na spacer nad rzekę. Dawno tam nie byłam, a jest to miejsce niezwykle urokliwe i szczególnie mi bliskie z rożnych osobistych powodów. W najbardziej paskudny i najgorszy dzień życia, nie da się nie dostrzegać tam piękna ukrytego w kojącej zieleni otulającej rzekę, w dźwięku wody pluskającej pod przycumowanymi łódkami, w koncercie ptaków, dzikich kaczek i szumie wiatru kołyszącego alejkami drzew, w refleksach światła migoczących w lustrze rzeki, w bieli, różu i błękicie sąsiadujących uroczych domków z kolorowymi okiennicami... Doprawdy, nie da się tam pójść i nie stwierdzić, że świat jest naprawdę piękny, choćby miało to zabrzmieć najbardziej banalnie... Chce się usiąść na ławce pod szumiącym i pachnącym świeżością drzewem, popatrzeć na rzekę i odetchnąć...



Tak właśnie zrobiłam i tak rozpoczęła się ta lepsza połowa dnia.



W uroczym kościołku nieopodal, który okalają dla ozdoby lawenda, rumianek i wielki koper (nie żartuję!) odbywał się właśnie koncert w ramach Święta Muzyki. Ja postanowiłam pójść dalej. Dotarłam do miejsca, w którym już kiedyś miałam okazję być, a o którym, jeszcze nie mając nawet bloga, bardzo chciałam napisać. Na brzegu rzeki, przy dróżce spacerowej, pod zielonymi koronami wielkich drzew stoi kilka prostych stolików. To teren tutejszych piratów ;) Po drugiej stronie ulicy znajduje się bowiem niepozorna na zewnątrz, a niezwykle oryginalna i fantastycznie urządzona z środku knajpka, w której można poczuć prawdziwy klimat morskiej przygody i spotkać piratów. To miejsce to Aux Pirates de St-Malo, gdzie zabawni kelnerzy, w prawdziwie zawadiacko - pirackich strojach i humorach serwują m.in rożne gatunki wybornego bretońskiego piwa i ciekawe menu, w tym naprawdę pyszne jedzenie ich własnej receptury. To zabawne, ani za pierwszym razem, ani w ostatnią niedzielę nie zrobiłam tu żadnego zdjęcia w środku lokalu. A po powrocie do domu przeczytałam na ich stronie internetowej, że celowo nie publikują zdjęć wnętrza, po to, by wzbudzić jeszcze większą ciekawość gości i by każdy sam miał okazję odkryć to niecodzienne miejsce. No wiec dobrze. Nie będę się narażać sympatycznemu właścicielowi, ani pozbawiać Was gry wyobraźni i własnych odkryć. Musicie uwierzyć na słowo, że warto. Nawet toaleta jest nietypowa ;)








Są za to zdjęcia znad rzeki. A sytuacja wyglądała następująco. Siedzę przy białym stoliku i sączę zimne, bretońskie piwo, jak przystało na to miejsce - z pirackiego kufla. Z jednej strony grzeje mnie czerwcowe słońce, a z drugiej chłodzi wiatr szumiący w koronach drzew, które dają mi przyjemny cień. Rzeka lśni w słońcu i zieleni się, momentami burzy się niewielkimi falami i ponownie uspakaja. Przy sąsiadujących stolikach siedzą pary lub rodziny, do pustych stolików przysiadają się na chwilę osoby samotnie spacerujące nad rzeką. To nie koniec. Przecież jest Święto Muzyki... Pod jednym z drzew, na wprost mnie powstała nietypowa, zielona scena koncertowa, bez schodów, podestu i świateł. Tego tu nie potrzeba. Wystarczają: mikrofon, głośniki i gitara. Na scenie jednoosobowa kapela - starszy, przesympatyczny Pan w czarnej koszuli ozdobionej wyhaftowanym wężem, który bez chwili wytchnienia, od kilku godzin śpiewa z pamięci najpiękniejsze i najbardziej znane francuskie piosenki - od kultowego Goldmana, poprzez Florent Pagny, po nieco komercyjne Dam, dam deo, czyli L'horloge Tourne Mickaela Miro - piosenkę, która dwa lata temu stała się hitem francuskich radiostacji. Jest bosko! Siedzę i zastanawiam się, kto jest największą gwiazdą tego wieczoru: uśmiechnięty Pan z gitarą? Piękny owczarek zasłuchany w koncert, który stał się potem maskotką wszystkich gości pragnących go pogłaskać? Barwni, oryginalni i zabawni piraci? Rzeka, która płynie nieprzerwanie i mruga do nas drobinami słońca? Zadaję sobie te pytania i nie znajduję odpowiedzi. Nieważne. Wyciągam telefon i dzwonię do Muszkietera - Przychodź. To był piękny wieczór... :)


 



Tu znajdziecie więcej informacji o piratach:

www.auxpiratesdestmalo.com
www.facebook.com/AuxPiratesDeStMalo

Adres:
Aux Pirates de Saint Malo

21 quai de Seine
Frette-sur-Seine
tel. 01 39 78 99 68

Miasteczko La Frette-sur-Seine leży ok.20 min. pociągiem z dworca Saint Lazare w Paryżu.
Lokal czynny jest w poniedziałki, środy, czwartki, piątki, soboty i niedziele od 12.00-14.30 i od 19.30-23.30, ale z tego co zdążyłam się zorientować są to bardziej umowne godziny... Myślę, że warto zrobić rezerwację, jeśli zależy Wam, by odwiedzić to miejsce, a nie tylko wstąpić przy okazji.
W lokalu można zorganizować urodziny dla dzieci. Moim zdaniem frajda niesamowita, widziałam te zachwycone buzie dzieciaków, którym podano desery w specjalnych ¨czaszkowych¨ naczyniach :) 
Na stronie doczytałam się też, że raz w miesiącu organizują tu różne koncerty. Myślę, że niejeden przede mną! ;)

PS1 Zdjęcia, z racji spontanicznego charakteru zdarzeń, były niestety robione telefonem...Wybaczcie ;)
2PS. O samym miasteczku La Frette sur Seine, gdzie rozgrywała się akcja powyższego tekstu, będzie jeszcze na pewno niejeden wpis, bo to miejsce niezwykle i mi osobiście bardzo bliskie i obiecuję, że będzie więcej już lepszej jakości zdjęć.

2 komentarze:

  1. Bardzo mi sie ten wpis podoba, zwłaszcza fragment opisujący piekno rzeki. Tak bardzo by się chciało tam pospacerować... A tu listopad i mokro i zimno... Na razie więc czytam twoje wpisy z ogromną przyjemnością zatrzymując się w ciekawych miejscach na dłużej. I moja, Piękna Złota swieci. Dzieki.
    Wiga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała przyjemność po mojej stronie :) dziękuję za miłe słowa i niesamowicie się ciesze, że akurat to miejsce Ci się spodobało, bo jest mi szczególnie bliskie - za każdym razem zachwyca mnie pięknem na nowo i daje wytchnienie. I właśnie planowałam listopadową sesję spacerową nad rzekę :) Nie możemy dać się szaro-burej aurze za oknem!

      Usuń