poniedziałek, 29 czerwca 2015

Przystanek: Chartres

Są takie miejsca, o których coś się słyszało, coś się widziało w TV, o których nie wypada nie wiedzieć, a o których na samym końcu okazuje się, że nie Wiesz nic. Jedziesz w to miejsce i przecierasz oczy ze zdumienia. Tak, czujesz się jak ignorant. Ja tak się czułam, gdy dotarłam do Chartres.











W którymś momencie życia, nie pamiętam dokładnie w którym, przypuszczać jedynie mogę, że wówczas, gdy pogodziłam się z upływającym czasem i niemożnością zobaczenia, dotknięcia, posmakowania i sfotografowania każdego skrawka rzeczywistości - przestałam spinać się z tymi wszystkimi przygotowaniami, mapami, globusami, przewodnikami i ulotkami z biur informacji, które poprzedzały zawsze moje wyjazdy. Odkąd mieszkam we Francji, sporo podróżuję i chyba też sporo wyluzowałam ;) Razem z Muszkieterem organizujemy sobie dość często wycieczki bliższe i dalsze, ale jest to bardzo mocno uzależnione od naszej pracy i grafików, które niestety często się rozmijają. W takich okolicznościach życia wyjazdy te są bardziej spontaniczne niż planowane. Gdzieś pojawia się impuls - obrazek w TV, afisz na slupie, ulotka w sklepie, piosenka i zaczyna się szukanie możliwości wykrawania jakiegoś popołudnia, wieczoru, całego (alleluja!) dnia. Wówczas nie ma czasu na wertowanie książek i serfowanie w sieci - jest jedno spojrzenie na ogromną mapę, która wisi w naszym salonie, a następnie szybkie pakowanie i on y va!

Tak było też pewnej niedzieli, gdy Muszkieter rzucił hasło, że może byśmy pojechali na Mszę św. do katedry w Chartres. Spojrzałam na niego z zaskoczeniem, ale i zachwytem i jakieś dwie godziny później znaleźliśmy się w Chartres...





Nasze zdumienie zaczęło się jednak już dużo wcześniej. Z Paryża do Chartres to ok. godzina drogi samochodem. Jedziemy autostradą. Przypominam, że o miejscu wiemy niewiele. O katedrze - wiadomo - słyszał każdy, ale o samym mieście, hm? W każdym razie w naszej wyobraźni, co skonfrontowaliśmy już później jednakowo byliśmy przekonani, że Chartres to duże miasto. Bo przecież to logiczne, że jednej z najsłynniejszych i największych katedr na świecie nikt nie wybudowałby na prowincji. No właśnie - zasada nr 1 podczas podroży - nic na świecie nie jest ani oczywiste, ani logiczne. Chartres oczywiście nie odważyłabym się nazwać prowincją, bo jest miastem liczącym ok 40 000 mieszkańców, ale co by nie mówić do metropolii francuskich nie należy. Zasada nr 2 - wspaniale jest czasami nie wiedzieć i nie widzieć wcześniej zdjęć miejsca, do którego się wybieramy. Jedziemy więc autostradą, z prawej i lewej strony gdzie okiem sięgnąć pola. W pewnym momencie sponad pól wyłania się budynek do złudzenia przypominający...kościół? Katedrę? Konsternacja pełna. Czy to już? Rozglądasz się, a tu tylko pola i katedra. Tak, to katedra, nie złudzenie. Katedra w szczerym polu. I bynajmniej nie ma w tym określeniu cienia celowego deprecjonowania. Po prostu jest niesamowicie. Spodziewasz się wielkiego miasta ze słynną katedrą, a wjeżdżasz do uroczego miasteczka, nad którym króluje ta przepiękna, ogromna i dostojna gotycka dama. A to dopiero początek zachwytu...



Nie znamy miasta, nie mamy mapy, GPS głupieje. Ale w takim miasteczku nie sposób się zgubić. Znajdujemy parking bez problemu. Darmowy, bo niedziela. Mijamy rzekę, urocze mostki i domy z kolorowymi okiennicami. Idziemy ulicą, która pnie się stromo do góry, rozglądamy się dookoła, spoglądamy na siebie i już wiemy, że tu jeszcze wrócimy! Słychać dzwony zwiastujące rychłą Mszę św. Przed nami idzie elegancko ubrana para - obstawiamy, że to miejscowi, którzy podprowadzą nas do samej katedry. Jest cicho i spokojnie, droga wiedzie pod górę, schodami, jedno spojrzenie za siebie i można podziwiać piękne widoki. Na ławeczkach i placu, który mijamy, miejscowi oddają się niedzielnemu nicnierobieniu. Klimat jest niesamowity! Chciałoby się wejść w każdą uliczkę, w każdy zaułek, koty mruczą z parapetów - można je tu spotkać na każdym kroku. Jestem, jesteśmy zachwyceni!







W końcu dochodzimy do głównego placu, przy którym wyrasta przed nami ona - znana na cały...hmm świat? Cathédrale Notre-Dame de Chartres - Katedra Najświętszej Marii Panny w Chartres. Powiem tak - widziałam w swoim życiu wiele katedr, kościołów, bazylik i innych obiektów sakralnych, często zwiedzanie ich nużyło mnie, bo w gruncie rzeczy style i wiele elementów tych zabytków powtarzają się, ale ta katedra naprawdę zrobiła na mnie wrażenie. Dodatkowo muszę przyznać, że tak jak niegdyś stroniłam nieco od zwiedzania każdego kościoła jaki pojawiał się na trasie podroży, tak paradoksalnie we Francji już nieraz się przekonałam, że naprawdę warto czasem wejść do środka przypadkiem napotkanego kościoła. Tutejsze kościoły, te zwłaszcza omijane przez turystykę, zazwyczaj zniszczone, zachwycają swoją surowością i prostotą, śladami historii widocznej w pęknięciach ścian, odłamkach głów rzygaczy czy zielonym mchu porastającym dach... Próżno szukać przepychu, marmurów i złoceń... I to jest piękne...

















Nie będę opisywać, jak wygląda katedra i omawiać jej detali. Pozostawię Was ze zdjęciami i gorącą zachętą, byście to miejsce kiedyś odwiedzili. Warto tak zaplanować wyjazd, by zobaczyć katedrę wieczorem. W okresie od 11 kwietnia do 10 października, każdego wieczoru katedra jest specjalnie podświetlana, a spektakl jest za darmo. O samym miasteczku, które okazało się być zagłębiem perfum - jest tu m.in. muzeum perfum - ¨Autrica¨, a także miejscem pełnym tarasów widokowych, urokliwych zakątków, tajemniczych uliczek, klimatycznych knajpek oraz innych ciekawych zabytków, np. Muzeum Szkoły, napiszę już w osobnym poście. Także o tym, że czasami warto zdać się na spontaniczność i odkrywać miejsce od początku do końca tak, jakbyśmy dopiero przyszli na ten świat...;) (rym niezamierzony ;D)







Tymczasem wczujcie się w klimat tej gotyckiej katedry, pamiętającej średniowieczne odpusty, gdzie znajduje się ponad 10 000 rzeźb z kamienia i szkła, a także 160 witraży, w tym najsłynniejsza Błękitna Róża czy też inaczej - Najświętsza Maria Panna Pięknego Szkła. W środku znajduje się również największy w Europie labirynt, położony w sercu katedry. W średniowieczu  umożliwiał on odbycie na kolanach wędrówki, rozumianej jako pielgrzymka do Ziemi Świętej, odprawianej najczęściej w akcie pokuty za grzechy. To właśnie labirynt jest najbardziej charakterystycznym motywem tego miejsca, pojawiającym się na pamiątkach z Chartres.








No i warto wybrać się na Mszę św. i usiąść przy samych organach, by kątem oka podziwiać wirtuozerię organisty, który w eleganckim szaliczku daje się ponieść muzyce, organom, magii tego miejsca...






Informacje praktyczne:

Dojazd do Chartres:
- samochodem: 95 km z Paryża, autostrada A11
- pociągiem: 50 min. z dworca Paris-Montparnasse

www.chartresenlumieres.com









2 komentarze:

  1. Byłem w Chartres 3 godziny (Pociągiem z Paryża). Zwiedzanie kościoła zewnątrz , w środku, potem kawa i Crème brûlée przy kościele. Niesamowita , przygoda.
    Polecam
    Piotr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzy godziny, ale za to JAKIE! ;) Super! :)

      Usuń