sobota, 6 maja 2017

Przystanek. Marzec i kwiecień.

Dopiero co zaczął się maj, a ja już pakuję walizki, w przerwach popijając kira z bąbelkami. Szczęściara ja. Wiem. Ale zanim wskoczę w majówkę, jeszcze chwilę chciałabym zatrzymać się przy kwietniu, a nawet marcu  - bo wbrew pozorom nie zrezygnowałam z miesięcznych podsumowań. A jest co wspominać...



niedziela, 23 kwietnia 2017

Nie pucuję okien! Czyli Wielkanoc na emigracji.

Przed ...

Wielki Czwartek. Nie pucuję okien, nie latam ze ścierką ani z odkurzaczem. Nawet jajka kupię dopiero jutro. Nie czekam na samolot ani na gości. Póki co siedzę. Robię sobie pauzę. Taką przedświąteczną. Wielkanoc spędzamy we Francji.


poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Gdy spełniają się marzenia. Saint-Malo.

Znacie to uczucie? Gdy nagle w biegu, w półkroku, zatrzymujesz się jak ogłuszona obuchem. Nagle do Ciebie trafia. Zalewa świadomością. Że jesteś TU, gdzie kiedyś nieprzemożnie chciałaś być. TO zobaczyć. TO dotknąć. Zmysłami, rękoma i nogami. Poczuć TEGO zapach. Wtopić się w TĘ rzeczywistość. Rzeczywistość miejsca oglądaną niegdyś tylko w magazynach, na plakatach biur podróży, na czyichś zdjęciach, do których tylko tęsknie wzdychałaś... A teraz JESTEŚ TU. Masz TO. Uwielbiam ten stan. Stan podróżowania. Stan spełniania marzeń, stan, kiedy do Ciebie dociera to, gdzie jesteś. I że jesteś szczęściarą.



Taki stan towarzyszył mi niemal codziennie, kiedy spełniło się moje największe marzenie życia i wyjechałam na pół roku do Afryki. Taki stan towarzyszył mi, gdy stojąc w strugach deszczu na Trocadero po raz pierwszy na żywo ujrzałam Wieżę Eiffla, a potem wiele razy, gdy do Paryża wracałam. Gdy po raz pierwszy wylądowałam na Lazurowym Wybrzeżu, w Cannes, w Nicei, Ez...W Prowansji. W Alpach, o świcie, na skraju przepaści z widokiem na jezioro Saint Croix i kanion Verdun - jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie, jakie widziałam... Potem na Mont Saint-Michel. A teraz...

środa, 8 marca 2017

Zrobię sobie Dzień Kobiet. Na emigracji

Nieważne gdzie. Ważne jak i że w ogóle jest taki Dzień. Dzień Kobiet. Dla Francuzek 8 marca to dzień jak co dzień. Nie ma rajstop, nie ma goździków ani nawet życzeń i małego pudełeczka czekoladek. Dlatego dziś w sposób szczególny cieszę się, że jestem Polką. I że narzeczonego Polaka mam. Zwolniona z garów dzisiaj jestem i to już jest odświętny fakt ;) Ale ja nie o tym dziś...

Popłakałam się dziś rano. Nagle, ni stąd ni zowąd. I właściwie nie wiem, co mnie bardziej poruszyło: sytuacja, która doprowadziła mnie do łez, czy sam fakt, że się poryczałam. 

niedziela, 5 marca 2017

Być nianią w Paryżu. Cała prawda.

Przerabiałam to kilkakrotnie i w różnych kombinacjach. To był mój pierwszy pomysł na siebie i pracę we Francji, na samym początku, jeszcze gdy języka praktycznie nie znałam. Być nianią w Paryżu - cóż za problem? - myślałam. Miałam doświadczenie z Polski, a także humanistyczne i pedagogiczne wykształcenie, dodatkowy plus - angielski - byłam pewna, że znajdę pracę bez problemu. Wiedziałam też, że zapotrzebowanie na nianie we Francji jest bardzo duże.

Założenie było proste. Jestem wykształcona i mam doświadczenie. Popracuję trochę jako niania, nauczę się przy dzieciach języka, a potem poszukam czegoś innego, bardziej adekwatnego do mojego wykształcenia. Stawiam, że połowa z nas - dziewczyn przyjeżdżających za granicę - myśli i zakłada podobnie. Ale rzeczywistość bywa różna.


poniedziałek, 27 lutego 2017

Przystanek. Dunkierka

Właściwie Walentynki to był jedynie pretekst. Już od dłuższego czasu brakowało nam smaku spontanicznych wypadów. Padło na... Dunkierkę. Dlaczego Dunkierka? A dlaczego nie? W styczniu w sypialni zawisła u mnie wielka mapa Francji z pinezkami w miejscach, w których już byliśmy. Na północy jest ich najwięcej, ale Dunkierka pozostawała osamotniona na samym krańcu mapy. Więc pojechaliśmy... Z Paryża ok. 3h samochodem.





sobota, 25 lutego 2017

Przystanek. Luty.

Pewnie są wśród Was tacy, którzy po ostatnim wpisie zastanawiają się, czy ja w ogóle jeszcze w tej Francji jestem. Czy może z tych Świąt w Polsce wcale nie wróciłam. Ano śpieszę donieść, że tym razem jeszcze wróciłam :) Ale nowy rok pędzi już jak szalone TGV i jakoś trudno wysiąść i zrobić przystanek. A szkoda. Bo dzieje się tyle fajnych rzeczy...

O Świętach w Polsce można by pisać długo i pięknie, ale kogo w lutym Święta obchodzą, prawda? Ograniczę się zatem do jednej rzeczy, która się wówczas wydarzyła, a która z pewnością zaważy na moich dalszych losach, planach i mojej emigracji, a mianowicie zostałam pierwszy raz w życiu narzeczoną :) Powróciłam zatem do Francji z pierścieniem i nowym statusem społecznym :D Pierścienia już nie mam, albowiem na zmniejszenie takowej biżuterii czeka się we Francji (uwaga!) jedyne 60 dni! Zatem póki co ostał mi się tylko status :)


W nowy rok wkroczyłam z pragnieniem zmian w życiu zawodowym... Chciałabym w końcu robić na emigracji to, co lubię i co jest moim wyuczonym zawodem. Zmęczyły mnie półśrodki i prace, które choć dobrze że są, to jednak ciągle są to prace, które nazywam zastępczymi. Niebawem zamierzam napisać o tym więcej, bo praca na emigracji to temat wielki jak rzeka i gorący jak lawa... Nazbierało się już trochę tych doświadczeń, a wygląda na to, że będą nowe. Póki co konkretyzuję swoje projekty.

Widok na Bieszczady... Grudzień 2016.



Polska. Grudzień 2016