wtorek, 5 marca 2019

Przenosimy się!

Blog Przystanek Paris Café był najlepszą rzeczą, jaka przytrafiła się mi w najtrudniejszym momencie mojej emigracji, a może nawet życia. Najlepszą, jaką mogłam wtedy zrobić. Właśnie zostałam po raz kolejny bez pracy, bez perspektyw i pomysłu, co dalej z sobą począć.

Kiedy wszystko się sypie, najlepsze co można zrobić, to nie robić nic lub zrobić coś szalonego, czyli np. zrealizować od dawna skrywane marzenie. Po prostu to zrobić.
Pamiętam, jak mój Mąż (wtedy jeszcze narzeczony) akurat wyjechał na kilka dni, a ja na trzy dni i noce utkwiłam przed komputerem, z pasją i podekscytowaniem wybierając motywy, kolory, ucząc się funkcji i zasad funkcjonowania bloggera, pisząc teksty i czując, że "wracam do siebie". W ten sam weekend znalazłam nową pracę, na nowo uwierzyłam w siebie i w to, że będzie dobrze. 

Blog powstał z mojej potrzeby pisania, której nie mogłam realizować zawodowo na emigracji, a której mi dogłębnie brakowało. Czułam potrzebę wyrażania siebie i swojej kreatywności. Nie myślałam o zasięgach i statystykach, myślałam tylko o tym, żeby pisać. Chciałam dawać upust swoim emocjom, uwieczniać zapiski i wspomnienia z licznych podróży, które stały się elementem mojego codziennego życia, ale wybrałam blog zamiast kartki myśląc sobie, że może kiedyś komuś moje doświadczenie się przyda. Nie byłabym poważna wciskając Wam, że nie cieszyłam się, gdy pojawiali się nowi czytelnicy i gdy przybywało lubiących na Facebooku, ale to nie był mój  cel. Punkt wyjścia był zupełnie inny. Nie było żadnej strategii. Był po prostu Przystanek, moje życie i podróże uwieczniane na nim. Raz częściej, raz rzadziej.

CO DALEJ?

Blog wygląda, jak wygląda. Sami wiecie. ;) Niewiele tu zmieniałam od strony wizualnej i nie skupiałam się na niej.  

Ale... zamarzył mi się nowy, ładny blog, uszyty na miarę. Taki, który nie będzie, mam nadzieję, skręcał Was od natężenia kolorów i dziwnych motywów. Taki, którego szata graficzna nie będzie uwłaczać czytelnikowi. Taki, na który będziecie chętnie zaglądać. 

Blog bardziej personalny, nie kojarzący się z kawiarnią, ale z człowiekiem. Nie z Lawendą, ale z Moniką. Blog Mój. Po prostu. Na którym nie będę się ani chować za zdjęciem rogalika, ani też afiszować ze swoją nic nie mówiącą nikomu twarzą. ;) Po prostu będę nadal dla Was pisać. 

Przede wszystkim o życiu na emigracji, bo nowych doświadczeń nagromadziło się naprawdę wiele, o Francji i Francuzach, bo znam ich coraz lepiej, o Paryżu i Lyonie rzecz jasna oraz podróżach, które są dla mnie niczym drugie, równoległe życie. 

Wy najlepiej Wiecie, jak bardzo przez te wszystkie lata kłóciłam się z emigracją, jak miejsca sobie we Francji znaleźć nie mogłam. To był długi i bolesny często proces, o którym odważyłam się pisać. Moim marzeniem jest, by wiedzę, poradę, pociechę czy zrozumienie znalazły tu wszystkie emigrantki, które w danym momencie tego potrzebują. Aby nowy blog stał się takim miejscem, do którego ja chciałabym trafić na początku swojej emigracji i w momentach największego zwątpienia.

Chciałabym, a raczej skromnie marzę, żeby nowy blog stał się przystanią dla takich dziewczyn, jaką byłam ja u progu i w pierwszych latach emigracji. Gdy błądziłam, bałam się, tęskniłam, płakałam i traciłam nadzieję, a jednocześnie zachwycałam możliwościami, jakie dawało życie we Francji i pięknem tego kraju, które odsłaniała każda kolejna podróż. Nie uważam się za wszystkowiedzącą i nigdy z takiej perspektywy nie będę pisać, ale sporo przeżyłam i podzielę się tym doświadczeniem, bo jeśli miałoby to pomóc choć jednej osobie, to ma to pisanie sens.

CZAS NA ZMIANY!

Przez te 3 lata blogowania (a prawie 5 lat emigracji) wydarzyło się tak wiele, że nie sposób, by ten blog był dziś tym samym, czym był na początku. Na przestrzeni tych kilku lat zmieniło się całe moje życie. Zmieniałam prace, mieszkania, a niedawno zmieniłam nawet stan cywilny ;) dwa miesiące temu spełniłam swoje wielkie marzenie o przeprowadzce do południowo-wschodniego regionu Francji, skąd już rzut beretem w Alpy, na Prowansję i Lazurowe Wybrzeże - moje ukochane miejsca we Francji.

Zmieniało się przede wszystkim moje podejście do życia na emigracji i różnych jego przejawów. Odbyłam setki podróży i wycieczek, dalszych i bliższych. Pojawiali się nowi czytelnicy, pytania, czasem komentarze. Pojawiały się wspaniałe znajomości, które zawdzięczam tylko blogowi. 

I nie chodzi nawet o to, co dziś mówi się o blogspocie, co wypada, a nie wypada mieć, pisać i robić blogerowi (nawet dziwnie mi kiedy mówię blogerka, bo się nią nie czuję), ja po prostu piszę, bloguję. Zamarzył mi się po prostu mój własny blog, na własnej domenie, którego nikt nigdy mi nie zablokuje ani nie wyśle w kosmos, choć i z tym pewności mieć dziś nie można ;)

Mówiąc wprost zamarzyła mi się zmiana. Zmieniłam się ja. Zmienia się blog i nie jest to zmiana z dnia na dzień. Ta zmiana dojrzewała już we mnie od bardzo dawna i przyszedł czas, by ujrzała światło dzienne.

Ten wpis jest ostatnim na Przystanku, ale w żadnym razie nie żegnam się z Wami. 
Przenosimy się i...

widzimy się na emigrantka.eu  

 
Zapraszam Was najserdeczniej, jak potrafię!  :)


UWAGA! Wszystkie teksty, które opublikowałam tutaj na Przystanku, znajdziecie na moim nowym blogu emigrantka.eu

sobota, 12 stycznia 2019

Trzeba sobie w życiu jakoś radzić - mówili mi.

I mieli rację. Mówili tak, gdy byłam dzieckiem, gdy stawałam się nastolatką, a potem gdy szłam na studia. Na szczęście jeszcze wtedy nie rozumiałam tych słów. Nie mogłam ich rozumieć. Nie mogłam wiedzieć, jakie wyzwania czekają na mnie w życiu. I dobrze, że tak jest. Jako małe dziecko trwałam w swojej błogiej nieświadomości i dalej lepiłam babki z piasku. Wtedy wydawało się mi, że życie jest proste. Że wystarczą piątki w dzienniczku, pasek na świadectwie i kieszonkowe za grzeczne zachowanie. A potem odpowiednie studia i dobre, ustabilizowane życie. Trwałam w tym przeświadczeniu aż do ostatniego roku studiów.Wszystko wydawało się być na dobrej drodze.

Ale życie tak nie działa.



piątek, 23 listopada 2018

8 powodów, dla których warto w grudniu odwiedzić Paryż

Paryż to zawsze dobry pomysł - mawiała Audrey Hepburn. W ogólnym rozrachunku miała rację, choć ja nie do końca mogę się z nią zgodzić. Są lepsze i gorsze momenty na odwiedzenie tego wyjątkowego miasta świateł i miłości. Osobiście uważam, ze najlepsza pora na przyjazd do stolicy Francji to jesień lub wiosna. Z małymi wyjątkami.


Tym wyjątkiem jest grudzień, choć niekoniecznie Święta, a już na pewno nie Sylwester. Tą ostatnią informacją pewnie Was rozczaruję, ale musicie wiedzieć, że ten fantastyczny obrazek Wieży Eiffla ze sztucznymi ogniami w tle nie ma nic wspólnego z karnawałem. Najpiękniejsze fajerwerki pod Wieżą Eiffla można zobaczyć co roku 14. lipca z okazji święta narodowego we Francji.

14 lipca 2014



A wracając do wyjątków... Dlaczego grudzień? Tak naprawdę w tym przedświątecznym czasie każde większe miasto w Europie wygląda wyjątkowo i choćby dla tej niezwykłej atmosfery warto wsiąść w samolot i zorganizować weekend z dala od domowej nerwowej krzątaniny.

Paryż w świątecznej oprawie jest zachwycający. Jest inny, jest jeszcze bardziej elegancki i odświętny niż zazwyczaj. Dlaczego jeszcze? Oto szczegóły!

wtorek, 20 listopada 2018

5 inspiracji z paryskiej emigracji #14

Powiem Wam, że wykrakałam sobie jak wrona wronie. Dopiero co opublikowałam tekst o sposobach na jesienną chandrę i proszę, tak jakbym sama się o nią prosiła. Słaby nastrój mam, więc w tych inspiracjach znajdziecie tylko czasoumilacze, żadnych ochów i achów, krótko i na temat. Wybaczcie, taki mam klimat ;)



piątek, 16 listopada 2018

Moje francuskie sposoby na jesienną chandrę

Chandra dopada zazwyczaj znienacka. Pewnie to znacie. Właściwie nie wiadomo, o co chodzi, ale wiadomo, że właśnie nadeszła. Gorsze dni przytrafiają się ludziom pod każdą szerokością geograficzną i warto o tym pamiętać. Masz je Ty i mam je ja. Spadki energii i obniżenie nastroju są wpisane w nasze życie i trzeba się z tym pogodzić. Czasami wystarczy po prostu przeczekać, zaszyć się w domu z kocem i książką albo wyjść na długi spacer. A czasami trzeba się ratować, dlatego warto mieć swój osobisty zestaw poprawy nastroju, coś takiego, co wyciągnie Cię z marazmu, podniesie poziom wyczerpanej baterii i pozwoli przetrwać ten nijaki czas.

Ja na emigracji znalazłam i  wypracowałam swoje sposoby na chandrę, które skutecznie na mnie działają. Niektóre podpatrzone u Francuzów, inne bardziej ogólne, ale wypróbowane wielokrotnie przeze mnie, a co najważniejsze - skuteczne. Może któreś z nich i Wam się przydadzą.



poniedziałek, 12 listopada 2018

5 inspiracji z paryskiej emigracji #13

Czyżby szczęśliwa 13-tka?  ;)

Jakiś inny ten poniedziałek niż zazwyczaj. Ale może to tylko moje wrażenie. Skype z mamą w poniedziałkowe przedpołudnie to jednak rzadkość. W Polsce dziś większość z Was odpoczywa po hucznych obchodach 100-lecia niepodległości, ale we Francji dzień jak co dzień, pada od rana, Trump wyjechał i odkorkował Paryż, Francuzi wrócili do pracy, a dzieci do szkół, choć obiło mi się o uszy o jakichś strajkach.

Ale w weekend działo się bardzo dużo, a w Paryżu zaczyna robić się świątecznie. Dziś w inspiracjach laureaci nagród NRJ Music Awards, które rozdano w ubiegłą sobotą w Cannes, zwiastun nowego filmu, na który czekali fani kultowej komedii ostatnich lat "Za jakie grzechy, dobry Boże?", Harry Potter w Galerii Lafayette oraz obchody 100-lecia zakończenia I wojny światowej we Francji i 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę. Na deser pierwsze świąteczne akcenty w Paryżu. Zaczynamy!

Źródło:https://www.facebook.com/TourEiffel/


wtorek, 6 listopada 2018

15 francuskich filmów na jesienne wieczory

Jeśli jest coś, za co lubię listopad, to niewątpliwie długie wieczory z wciągającą książką lub świetnym filmem. Nic tak nie poprawia humoru, jak dobra francuska komedia, choć czasami lubię też trochę pomedytować nad bardziej skomplikowaną fabułą, zwłaszcza z Paryżem w tle. 

Muszę przyznać, że odkąd jestem na emigracji, polubiłam francuskie kino. Lubię oglądać TV, a w każdy piątek moim ulubionym zajęciem do kawy jest zakreślanie w programie telewizyjnym pozycji wartych obejrzenia w kolejnym tygodniu. Poza tym francuskie filmy pomogły mi lepiej zrozumieć tutejszą kulturę, życie codzienne, żarty Francuzów i zróżnicowanie kraju pod wieloma względami - kulturowym, społecznym, krajoznawczym, kulinarnym i językowym. 

Tak, ten ostatni aspekt to jeden z najważniejszych dla mnie. Muszę przyznać, że oglądanie francuskiej TV w dużym stopniu pomogło mi w nauce języka. Miałam taki okres zniechęcenia do zakuwania słówek i gramatyki, że całkowicie zaprzestałam wszelkich kursów i nauki indywidualnej. Za to pasjami zaczęłam oglądać francuską TV. Byłam zdumiona - postęp w rozumieniu był ogromny. Dlatego wszystkim uczącym się polecam gorąco tę metodę. 

Ale wracając do filmów, lubię odkrywać też te stare, zgrane już we Francji komedie, ale mi nieznane, bo dla mnie to zawsze dawka nowej wiedzy o Francji i Francuzach, a ja lubię wiedzieć z kim i z czym mam na co dzień do czynienia.;)



Oto moja lista propozycji - 15 filmów równa się 15 miłych wieczorów. Skorzystajcie! :)