środa, 8 marca 2017

Zrobię sobie Dzień Kobiet. Na emigracji

Nieważne gdzie. Ważne jak i że w ogóle jest taki Dzień. Dzień Kobiet. Dla Francuzek 8 marca to dzień jak co dzień. Nie ma rajstop, nie ma goździków ani nawet życzeń i małego pudełeczka czekoladek. Dlatego dziś w sposób szczególny cieszę się, że jestem Polką. I że narzeczonego Polaka mam. Zwolniona z garów dzisiaj jestem i to już jest odświętny fakt ;) Ale ja nie o tym dziś...

Popłakałam się dziś rano. Nagle, ni stąd ni zowąd. I właściwie nie wiem, co mnie bardziej poruszyło: sytuacja, która doprowadziła mnie do łez, czy sam fakt, że się poryczałam. 

niedziela, 5 marca 2017

Być nianią w Paryżu. Cała prawda.

Przerabiałam to kilkakrotnie i w różnych kombinacjach. To był mój pierwszy pomysł na siebie i pracę we Francji, na samym początku, jeszcze gdy języka praktycznie nie znałam. Być nianią w Paryżu - cóż za problem? - myślałam. Miałam doświadczenie z Polski, a także humanistyczne i pedagogiczne wykształcenie, dodatkowy plus - angielski - byłam pewna, że znajdę pracę bez problemu. Wiedziałam też, że zapotrzebowanie na nianie we Francji jest bardzo duże.

Założenie było proste. Jestem wykształcona i mam doświadczenie. Popracuję trochę jako niania, nauczę się przy dzieciach języka, a potem poszukam czegoś innego, bardziej adekwatnego do mojego wykształcenia. Stawiam, że połowa z nas - dziewczyn przyjeżdżających za granicę - myśli i zakłada podobnie. Ale rzeczywistość bywa różna.


poniedziałek, 27 lutego 2017

Przystanek. Dunkierka

Właściwie Walentynki to był jedynie pretekst. Już od dłuższego czasu brakowało nam smaku spontanicznych wypadów. Padło na... Dunkierkę. Dlaczego Dunkierka? A dlaczego nie? W styczniu w sypialni zawisła u mnie wielka mapa Francji z pinezkami w miejscach, w których już byliśmy. Na północy jest ich najwięcej, ale Dunkierka pozostawała osamotniona na samym krańcu mapy. Więc pojechaliśmy... Z Paryża ok. 3h samochodem.





sobota, 25 lutego 2017

Przystanek. Luty.

Pewnie są wśród Was tacy, którzy po ostatnim wpisie zastanawiają się, czy ja w ogóle jeszcze w tej Francji jestem. Czy może z tych Świąt w Polsce wcale nie wróciłam. Ano śpieszę donieść, że tym razem jeszcze wróciłam :) Ale nowy rok pędzi już jak szalone TGV i jakoś trudno wysiąść i zrobić przystanek. A szkoda. Bo dzieje się tyle fajnych rzeczy...

O Świętach w Polsce można by pisać długo i pięknie, ale kogo w lutym Święta obchodzą, prawda? Ograniczę się zatem do jednej rzeczy, która się wówczas wydarzyła, a która z pewnością zaważy na moich dalszych losach, planach i mojej emigracji, a mianowicie zostałam pierwszy raz w życiu narzeczoną :) Powróciłam zatem do Francji z pierścieniem i nowym statusem społecznym :D Pierścienia już nie mam, albowiem na zmniejszenie takowej biżuterii czeka się we Francji (uwaga!) jedyne 60 dni! Zatem póki co ostał mi się tylko status :)


W nowy rok wkroczyłam z pragnieniem zmian w życiu zawodowym... Chciałabym w końcu robić na emigracji to, co lubię i co jest moim wyuczonym zawodem. Zmęczyły mnie półśrodki i prace, które choć dobrze że są, to jednak ciągle są to prace, które nazywam zastępczymi. Niebawem zamierzam napisać o tym więcej, bo praca na emigracji to temat wielki jak rzeka i gorący jak lawa... Nazbierało się już trochę tych doświadczeń, a wygląda na to, że będą nowe. Póki co konkretyzuję swoje projekty.

Widok na Bieszczady... Grudzień 2016.



Polska. Grudzień 2016

środa, 7 grudnia 2016

W oczekiwaniu...

Coraz bliżej końca roku... Jak wypadnie 2016? Z dzisiejszej perspektywy, z perspektywy minionych 365 dni i w konfrontacji z planami i oczekiwaniami wobec siebie, życia, emigracji, które się miało 12 miesięcy temu?

Za to kocham grudzień. Że zmusza do refleksji. Że od refleksji nie pozwala uciec. Że trzeba na tych czterech literach usiąść, zapalić świeczkę lub lampki w oknie i pomyśleć. Się zatrzymać. Konkretnie. Dlatego siedzę i piszę. Wracam tu pomału.


niedziela, 13 listopada 2016

Rok po...

Złego początki...

To już rok. Rok temu o tej porze wielu z nas było jeszcze w pracy, w biurze, w oczekiwaniu na piątkowy wieczór, na mecz, na koncert, na spotkanie z przyjaciółmi w restauracji. Był wyjątkowo ciepły listopad. Każdy czekał na weekend. Na chwilę wytchnienia. 

Ja też jechałam do pracy. Szef rzucił mi na powitanie, że mamy piątek 13tego. Od rana miał różne pechowe "przeboje". Piątek jak piątek - dla mnie to był dzień jak co dzień, pracowałam wtedy jeszcze w weekendy, więc nie miałam się za bardzo ani z czego cieszyć, ani też czym martwić.

Kilkanaście godzin później wszystko już było inaczej. Data 13 listopada 2015 r. nabrała nowego znaczenia. I to nie był przesądny pech, to był koszmar, który - choć do dziś trudno w to uwierzyć - zdarzył się naprawdę. Jego znamię naznaczyło życie setek ludzi, którzy stracili bliskie im osoby, setki osób, które zostały ranne i których życie zmieniło się już na zawsze, a także życie Paryżan, Francuzów, nasze...


poniedziałek, 13 czerwca 2016

W Strefie Kibica pod Wieżą Eiffla

Wczorajsze całe niedzielne popołudnie spędziliśmy w FAN ZONE pod Wieżą Eiffla. Choć prognozy meteo zniechęcały, a niebo straszyło cały dzień deszczem, my stwierdziliśmy, że szkoda by było przesiedzieć niedzielę na kanapie przed TV. Naszym głównym celem było oczywiście kibicowanie Polakom podczas meczu z Irlandią Północną, ale chcieliśmy także zobaczyć, jak wygląda od środka miejsce, które w chwili obecnej najbardziej tętni i wrze emocjami w Paryżu. Taka gratka jak goszczenie EURO to w końcu wydarzenie historyczne!

Jak zatem wygląda FAN ZONE w jednym z najbardziej rozpoznawalnych miejsc na całym świecie, czyli Polach Marsowych pod Wieżą Eiffla? Jak wygląda kontrola, przejście przez bramki i względy bezpieczeństwa? Zapraszam na krótką relację z wczoraj i po garść praktycznych i przydatnych Wam być może informacji.